W 2015 roku borykająca się z trądzikiem Ed Ford wrzuciła do sieci trwający niewiele ponad 3 minuty filmik, w którym podzieliła się swoim doświadczeniem z udostępniania własnych zdjęć na Instagramie. Na tych zdjęciach była bez grama makijażu, z wyraźnie widocznymi zmianami chorobowymi. Ed przytoczyła w wideo komentarze, jakie otrzymała: „Nie mogę na nią patrzeć”, „Co do cholery jest z jej twarzą?”, „Czy ona w ogóle myje twarz?”, „Odrażające” – to zaledwie kilka przykładów. Następnie zaczęła publikować zdjęcia z pełnym, pięknie wykonanym make-upem. I choć nie brakowało słów zachwytu, na Ed ciągle wylewał się hejt. „Jesteś brzydka, to dlatego nosisz tyle makijażu” czy „Wciąż wygląda jak g*wno” – pisali internauci. Wideo „You Look Disgusting” szybko stało się wiralem (obecnie ma ponad 30 milionów wyświetleń na YouTubie) i bez wątpienia przyniosło zamierzony efekt. Nie tylko zwróciło uwagę na problem hejtu i body shamingu (któremu poświęciliśmy osobny tekst na Glamour Unicorn), ale również ugruntowało #skinpositivity, nowy trend w mediach społecznościowych na pokazywanie trądziku. I mimo że kondycja cery Ed Ford znacznie poprawiła się od tamtego czasu, nie przestaje ona wrzucać swoich zdjęć bez makijażu (choć te z również) i utwierdzać innych dziewczyn w przekonaniu, że to, iż mają trądzik, nie oznacza, że mają go urywać.

Dziś na Instagramie hashtagami #skinpositivity, #acnepositivity i #acnecommunity oznaczanych jest tysiące zdjęć. Dzięki temu można trafić na takie profile, jak choćby @beautifulbybrekfast. Jego założycielka Joanna Kenny z trądzikiem zmaga się od 15 lat. Przez ten czas zdążyła wypróbować wszystkie możliwe sposoby zlikwidowania niedoskonałości i poczuła, że każdą sferę życia podporządkowała chorobie. Dwa lata temu postanowiła, że nie jest w stanie dalej tak funkcjonować i zmienić swoje podejście do tego, jak wygląda jej cera, a także do tego, jak przez pryzmat problemów ze skórą mogą postrzegać ją inni. - Zdecydowałam, że muszę wyjść z domu i pokazać moim przyjaciołom i rodzinie, jak naprawdę wygląda moja skóra. Nie chciałam czuć już presji tego, że ciągle muszę przykrywać ją makijażem i udawać, że jest nieskazitelna. Udostępniłam na Instagramie zdjęcie, na którym pokazałam, jak moja twarz prezentuje się, kiedy tylko do połowy pomalowana jest podkładem. To było niesamowicie wyzwalające doświadczenie – mówi Jo. Na jej profilu @beautifulbybrekfast znajdziecie sporo tego typu ujęć. A także zdjęć innych dziewczyn, które za sprawą Joanny zdecydowały się pokazać, jak ich twarz wygląda z krostami i bez grama makijażu. - Choć może zabrzmi to banalnie, ale podjęcie próby samoakceptacji i pokochania siebie taką, jaką się jest, może zupełnie zmienić nasze podejście do problemu trądziku. Bycie częścią społeczności, w której nikt nie krytykuje cię z powodu wyglądu twojej skóry, pomaga też poczuć się zdecydowanie bardziej atrakcyjną – mówi Joanna i dodaje: – Uważam też, że nie powinno się obserwować tych kont na Instagramie, przez które czujemy się gorsze i brzydsze.
 

@beautifulbybreakfast


To nie trądzik powoduje, że czujesz się brzydka czy mniej wartościowa, ale to, że inni sprawiają, iż tak myślisz

A funkcjonowanie w takim przekonaniu może mieć niestety bardzo poważne skutki, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne osób borykających się z niedoskonałościami skóry. Badanie opublikowane niedawno na łamach „The British Journal of Dermatology” potwierdza, że trądzik zwiększa ryzyko depresji nawet o 60 procent w pierwszym roku po diagnozie. I problem ten dotyczy zarówno nastolatków, jak i osób dorosłych. U Constanzy Conchy depresję i stany lękowe zdiagnozowano rok temu. Od 9. roku życia ma trądzik guzkowo-torbielowaty, jedną z jego najcięższych postaci, bardzo trudną do wyleczenia. - Kiedy miałam 10 lat, usłyszałam, że można się ode mnie zarazić i lepiej mnie nie dotykać. Kiedy miałam 12 lat, usłyszałam: «Gdybym miała taką cerę jak ty, popełniłabym samobójstwo». Cztery lata później odmówiono mi pracy przewodnika na obozie, bo «dzieci i rodzice będą się mnie bać» – mówi mi autorka profilu @skinnoshame, kiedy ją pytam, jakie najgorsze sytuacje spotkały ją z powodu choroby. - Kiedy rozpoznano u mnie zaburzenia psychiczne, wiedziałam, że w końcu muszę postawić siebie na pierwszym miejscu – odciąć się od toksycznych ludzi, a trzymać się blisko tych, którzy naprawdę mnie kochają. To nie trądzik powoduje, że czujesz się brzydka czy mniej wartościowa, ale to, że inni sprawiają, że tak myślisz. Constanza zwraca również uwagę na to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, iż jest wiele odmian trądziku i z jak ogromnym ciężarem zmagają się osoby, które na niego cierpią. Fizycznym, ale i psychicznym. - Trądzik to coś więcej niż mała krosta wywołana stresem. Dlatego zdecydowałam się uświadomić ludzi, jak wielu osób na całym świecie dotyczy ten problem i że nie powinien być on przyczyną stygmatyzacji w mediach społecznościowych.Skupiła się na tym celu i udało jej się stworzyć instagramową społeczność liczącą prawie 20 tysięcy followersów z całego świata.
 

@skinnoshame


Ponad 60 tysięcy osób obserwuje Sofię Grahn. Szwedka problemy z trądzikiem zaczęła mieć jak większość dziewczyn – gdy wchodziła w okres dojrzewania. Kiedy u jej rówieśniczek bezpowrotnie zniknął, u niej zaczął się pojawiać w różnych odstępach czasu. Oprócz tego, że Sofia trafiła w końcu do dermatologa, próbowała też leczyć się różnymi zachwalanymi w sieci specyfikami do pielęgnacji skóry trądzikowej, które miały zdziałać cuda. Wydała na nie mnóstwo pieniędzy, ale problem pozostał. Próbowała również wszelakich diet. Odstawiła nabiał, cukier. Zaczęła się izolować, miała stany depresyjne. W październiku 2018 roku stwierdziła, że izotretynoina (jedna z kuracji zalecana przed dermatologów w przypadku ciężkich odmian trądziku) to ostatnia deska ratunku. Leczenie zakończyła po 6 miesiącach. Trądzik ma nadal, ale jak przyznaje, nie w tak zaostrzonym stadium jak do tej pory. Jej profil na Instagramie, @isotretinoinwiths, początkowo miał po prostu dokumentować jej kurację. Dzisiaj to coś znacznie bardziej wartościowego. - Początkowo robienie zdjęć twarzy bez makijażu, retuszowania trądziku czy nakładania filtrów było trudne. Starałam się zakrywać twarz, czy to pozując pod określonym kątem, czy odpowiednio układając włosy. Z czasem po prostu przyzwyczaiłam się do patrzenia na moją skórę taką, jaka jest, przestałam podchodzić do niej w tak negatywny sposób jak wcześniej – mówi Sofia i podkreśla: - Chcę dumnie i w pozytywny sposób reprezentować to, czego brakuje w tradycyjnych mediach. Zależy mi na tym, aby ludzie czyli się wartościowi i pewni siebie niezależnie do tego, jak wygląda ich cera. Gdy się ogląda profile z feedem, gdzie ktoś ma podobne problemy z cerą do nas, to naprawdę może pomóc. Skoro inni, mimo swoich niedoskonałości, potrafią żyć pełnią życia, czuć się pięknymi i pewnymi siebie, to znaczy, że ty też możesz.

Trądzik nie definiuje tego, kim jesteśmy

Na Instagramie takich pozytywnych miejsc jak profile Sofii, Constanzy czy Joanny jest sporo. Ich autorki to śliczne, młode dziewczyny, które mimo choroby, która u wielu budzi obrzydzenie i niechęć, znalazły w sobie wystarczająco dużo siły, by swoją historią i mądrością podzielić się z innymi. A jak to wygląda w Polsce? O ile dziewczyny nie boją się pokazywać na Instagramie cellulitu czy nieogolonych pach, o tyle z trądzikiem jest już nieco gorzej. Wśród tego typu ciałopozytywnych kont znalazłam @acne_odnowa. Prowadzi go Natalia, która poprzez swoją aktywność rzuca światło na jeszcze inną odmianę trądziku, czyli trądzik neuropatyczny. - Mało kto zdaje sobie sprawę, że trądzik neuropatyczny to potęgowanie swojego trądziku przez nagminne wyduszanie zmian trądzikowych. Z tego na szczęście można się wyleczyć – tłumaczy moja rozmówczyni. - U mnie problem był, jak się później okazało, bardziej skomplikowany. Trądzik wywołany stresem w połączeniu trądzikiem neuropatycznym to jednak było nic w porównaniu z tym, co stało się później. Parę miesięcy po przebytym zatruciu pokarmowym, które spustoszyło mój organizm, okazało się, że mój trądzik to prawdopodobnie wynik właśnie tej sytuacji – opowiada. Na szczęście trafiła na dobrego dermatologa, który nie zbagatelizował sytuacji, zlecił odpowiednie badania i wysłał ją do innych specjalistów. Dlaczego zdecydowała się podzielić tymi przeżyciami z innymi, i to publicznie? - Postanowiłam założyć profil na Instagramie z myślą o dziewczynach takich jak ja. I nie tylko o nich, bo przecież mężczyźni też borykają się z trądzikiem nie rzadziej niż kobiety. Zmotywowało mnie także to, że w sieci jest mnóstwo informacji, ale takich, które nie zawsze są pomocne. Wiem, ile ja spędziłam czasu na analizie składów kosmetyków, na informacjach, jakie kroki podjąć, by pozbyć się trądziku, jakie badania wykonać – tłumaczy. - Nie należy bać się wstydu. W końcu każdy z nas ma coś, czego się kiedyś wstydził, i teraz zdaje sobie z tego sprawę, że nie było warto. Ja właśnie miałam tak z trądzikiem. Zaakceptowałam go na tyle, by móc działać i uzyskać efekt, który będzie mnie satysfakcjonował. Trądzik nie definiuje tego, kim jesteś – dodaje Natalia.

Co do tego, że takie trądzikopozytywne profile na Instagramie mogą być pomocne nie tylko dla osób borykających się z trądzikiem, ale i dla innych użytkowników Instagrama, bo do wykreowanego na nim przeidealizowanego świata wprowadzają nieco normalności, nie mają wątpliwości także specjaliści. - Jestem wielką fanką normalizacji ludzkiego ciała na Instagramie oraz w życiu– mówi psycholog i terapeuta Katarzyna Kucewicz. - Tego, żeby uczyć się, że tak, jesteśmy tylko ludźmi i mamy wypryski, przebarwienia, wałki na plecach, spuchniętą twarz, nierówno pomalowane usta i jeszcze lakier czasem odpryskuje z paznokci. Jesteśmy meganieidealne – wszystkie. Podkreśla także, aby nie bać się szukać profesjonalnej pomocy, gdy czujemy, że nie jesteśmy w stanie sami sobie poradzić ze skutkami dotykającej nas choroby. - Jeśli czujemy, że problem z cerą niszczy nasze samopoczucie, jeśli jest powodem, dla którego rezygnujemy z aktywności, takich jak spotkania ze znajomymi, pójście na basen itp., to nie wahajmy się sięgnąć po pomoc psychologa, a czasem nawet psychiatry. Czy psycholog będzie nam kazał pokochać swoje wypryski? Nie, ale nauczy nas, jak radzić sobie ze stresem, jak zaakceptować siebie w pełni, jak przekierować swoją uwagę na pozytywne aspekty swojego wyglądu. Nauczy też, co robić w chwilach załamania i kryzysu. Tę drogę wybrało kilka bohaterek mojego tekstu, co pozwoliło im bardziej docenić i polubić swoje życie. Nie tylko na Instagramie.