Bez wątpienia jako kobiety nadal borykamy się z nierównościami, seksizmem, poczuciem bycia słabszą i gorszą płcią. Wciąż jeszcze można spotkać chłopców, którzy krzywią się, bo jakiś kolor czy zabawka są dziewczyńskie, czyli mniej wartościowe. Nic więc dziwnego, że w ostatnich latach, wraz ze wzrostem zainteresowania feminizmem, pojawiły się kampanie, filmy czy książki, z których płynie przekaz, że bycie dziewczyną jest super. Że dziewczynka może być kimkolwiek zechce. Naukowczynią albo panią domu. Albo może łączyć te role. Skupiliśmy się jako społeczeństwo na wspieraniu dziewczynek i odczarowywaniu dziewczyńskości. Tymczasem równość nie zapanuje, jeżeli nie będziemy wychowywać chłopców w podobnym, feministycznym, czyli równościowym i pozbawionym stereotypów, duchu. Bo pełen nierówności patriarchalny system krzywdzi nie tylko kobiety, lecz także mężczyzn – ogranicza nas wszystkich, wtłacza w sztywne role, które nie każdemu z nas pasują. Bo różnimy się od siebie, a kobiecość i męskość mogą mieć naprawdę wiele odcieni.

Zabawki uwikłane w płeć

Uwikłanie w płeć, o którym świetnie pisała Judith Butler, zaczyna się już w łonie matki, kiedy podczas badania USG przyszli rodzice dowiadują się, czy urodzi się im córka czy syn. Wtedy zaczyna się kompletowanie zabawek i ubranek przypisanych do płci. Warto wiedzieć, że to jednak schemat wytworzony przez nasze społeczeństwo, a nie naturalny podział. Różnimy się ze względu na płeć, ale nie aż tak bardzo. Bywa, że kobiety zawodowo prowadzą samochody, a mężczyźni świetnie zajmują się domem. Wciąż są to jednak wyjątki. Ludzie nadal rezygnują ze swoich pasji czy nie zważają na predyspozycje, bo sądzą, że nie wypada, bo co sobie inni pomyślą, bo są przecież zawody damskie i męskie − jakby nie mogły być po prostu ludzkie. Zdecydowanie potrzeba nam podejścia neutralnego płciowo. Zaczyna się je formować choćby od pozwalania dzieciom na wybór takich zabawek, jakie je interesują, bo to kształtuje ich pogląd na świat, ich umiejętności. Rolą rodziców jest wspieranie wyborów dziecka, a nie szufladkowanie gadżetów lub zabaw albo mówienie, co jest chłopięce, a co dziewczęce. Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki mogą wspinać się po drzewach i bawić lalkami. Czym większa rozpiętość dziecięcych zainteresowań, tym większa szansa na rozwinięcie wielu przydatnych w dorosłym życiu umiejętności.

Warto zwracać uwagę na dziecięce lektury – zwłaszcza te starsze mogą utrwalać stereotypowy podział na role. A jeśli nawet takie kwestie się w nich pojawią, to zawsze można je wytłumaczyć, powiedzieć, że tak było kiedyś, ale dziś świat wygląda inaczej, że wszyscy ludzie są równi, wszyscy zasługują na szacunek, a tych z różnych względów słabszych wypada otaczać szczególną troską i dawać im wsparcie. „Trzeba dzieciom tłumaczyć – filmy, gry, zachowania innych, wypowiedzi polityków” – uważa Katarzyna Dąbrowska, redaktorka naczelna «Glamour», mama Krzysztofa (15 lat) i Wojtka (10 lat). „Otwarcie, bez ściemy. Podsuwać lektury. Wspaniałą serią dla dzieci, która uczy tolerancji i równości, jest szwedzki cykl «Biuro detektywistyczne Lassego i Mai». Niby kryminał, ale jacy bohaterowie – cała feeria typów: różne kolory skóry, orientacje seksualne, religie. Wszyscy mają coś za uszami, każdy ma prawo do błędu, każdy ma szansę go naprawić. Książka podprogowo uczy dzieci, że jesteśmy tacy sami, choć różni. I że ta różnorodność to piękna cecha ludzi”.

Chłopaki też płaczą

Gdyby jednak chodziło tylko o zabawki i zabawy, to pół biedy. Niestety, ze względu na płeć dzieciom od najmłodszych lat przypisuje się również konkretne zachowania. I tak jak dziś dziewczynkom coraz częściej pozwala się zarówno płakać, jak i głośno krzyczeć, wyrażać złość, to w stosunku do chłopców wciąż można usłyszeć, że chłopaki nie płaczą, że emocje powinni trzymać na wodzy. W książce „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” seksuolog Michał Pozdał mówi Agacie Jankowskiej: „[wydaje się, że] chłopięcość, a potem męskość, jest czymś, w co trzeba włożyć określoną pracę, wyzbywając się czegoś, tłumiąc własne emocje. Nie mogę się bać, nie mogę płakać, bo jestem chłopakiem, mężczyzną. Ale przecież od takiego myślenia nie przestanę się bać ani nie przestanie mi być przykro czy nie przestanie mnie boleć. Zmuszam się do pohamowania odruchów, tłumię emocje. (…) Bo jeśli facetom całe życie powtarza się, że czegoś nie mogą, bo to nie jest męskie, no to nie dziwmy się, że mężczyzna boi się płakać, okazywać słabości czy nie umie zajmować się dzieckiem. Albo dokonuje wyborów, których tak naprawdę nie chce, ale rama męskości zmusza go, żeby ich dokonać”.

Jesteśmy tylko ludźmi, i każdy z nas ma w sobie pełne spektrum uczuć. Ich tłumienie bardzo negatywnie wpływa na samopoczucie, może powodować negatywne skutki – fizyczne i psychiczne. Dlatego warto zachęcać syna do wyrażania uczuć, pytać go, co i dlaczego czuje. Czasem palniemy bez zastanowienia: „Nie płacz jak baba”, bo się z tym osłuchaliśmy, bo takie skojarzenie uwewnętrzniliśmy, dlatego warto wcześniej przemyśleć strategię reagowania, by w nerwowych sytuacjach nie wysyłać dziecku takich krzywdzących komunikatów. A także mówić o swoich uczuciach. Być wzorem. Pokazać, że emocje to jedna ze sfer życia, a nie coś wstydliwego. Wzmacniać dziecko, a nie dyskredytować, co odbija się na poczuciu własnej wartości i samoakceptacji. Opowiada o tym Katarzyna Dąbrowska: „Staram się wychowywać moich chłopaków w poczuciu ich własnej wartości. Nigdy nie wyśmiewam, nie porównuję do innych, stawiam cele dopasowane do ich możliwości. Oczywiście, karcę, jak coś źle zrobią, ale zawsze tłumaczę, że nie pochwalam zachowania, mówię dlaczego, ale mówię o konkretnym przypadku, a nie o tym, że to oni są jacyś. Moim marzeniem jest, by nie mieli kompleksów, znali swoje mocne strony, ale znali też słabe – i je zaakceptowali. Bo myślę, że zawiść, nietolerancja i brak akceptacji inności biorą się z kompleksów”.

Toksyczna męskość

Z tłumienia emocji z jednej strony, a z drugiej przyzwalania chłopcom od najmłodszych lat na bardziej agresywne zachowania, gdy nie pokazujemy im od małego, że jakakolwiek przemoc jest zła i nie ma na nią przyzwolenia, rodzi się toksyczna męskość. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne ogłosiło kilka miesięcy temu, że socjalizowanie chłopców do ukrywania emocji wpływa negatywnie i na nich, i na ich otoczenie. Że prowadzi do tego, iż taka tradycyjna męskość opiera się na rywalizacji, dominacji, agresji. W jej imię mężczyźni krzywdzą słabszych, swoich bliskich, ale i samych siebie. Czują też, że więcej im wolno. „Jak nam się ciągle powtarza, że chłopcy mają być twardzielami, rycerzami, wojownikami, to potem nie dziwmy się, patrząc na statystyki policyjne, gdy okazuje się, że blisko dziewięćdziesiąt pięć procent sprawców przemocy, gwałtów, rozbojów to mężczyźni” – czytamy w książce Michała Pozdała „Męskie sprawy”. Dlatego tak istotne jest podkreślanie równości, pokazywanie, że to, co dziewczyńskie, jest tak samo dobre jak to, co chłopięce, a przede wszystkim nieprzyzwalanie na tzw. końskie zaloty, przekraczanie przez chłopców cudzych granic. Często pozwala się małym chłopcom na ciągnięcie dziewczyn za warkocz, podszczypywanie, a dziewczynkom mówi się, że to nic takiego, że to wyraz sympatii. Absolutnie nie powinno być na to zgody, bo tak kształtują się kultura gwałtu i podwójne standardy. Chłopcy czują się bezkarni, przekraczają granice kobiet.

Edukacja na miarę XXI wieku

Inna sprawa, że wszystkim dzieciakom przydałaby się porządna edukacja seksualna. Pokazująca, jak wyznaczać swoje granice i ich bronić, jak uprawiać konsensualny seks, jak pytać o zgodę na niego. Odczarowująca to, że chłopak zawsze jest napalony, chętny na seks, kończąca z kultem penisa i innymi stereotypami dotyczącymi męskiej seksualności i wydolności, które dopadają chłopców w okresie dojrzewania płciowego. Warto przekazywać młodzieży, że to, czy uprawiają seks czy nie, nie stanowi o ich wartości, że chłopcy i dziewczyny mogą poczekać z rozpoczęciem współżycia, aż będą czuli, że są faktycznie gotowi. Potrzeba uczyć brania odpowiedzialności za siebie i za innych, zabezpieczania się przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową i niechcianą ciążą – podkreślanie, że to nie tylko kobieca sprawa, jeśli mowa o stosunkach heteroseksualnych.

Wobec braku sexedu w szkołach, to na rodzicach spoczywa obowiązek przygotowania dzieci do życia także pod tym względem. Wypadałoby też zwracać uwagę na to, jakie komunikaty dzieci słyszą w szkole – uczą je osoby z różnym podejściem i różnymi przekonaniami. Dlatego tak istotna jest mocna równościowa postawa wyniesiona z domu. Jako rodzice jak najbardziej mamy prawo interweniować u władz szkoły, kiedy w ręce dzieci trafiają seksistowskie podręczniki, w których zadania podzielone są według płci – przypomina mi się tu zadanie, o którym było jakiś czas temu głośno w mediach: przy okazji tematu wyprawy Kolumba dziewczynki miały wymyślić przepisy na potrawy z przyprawami orientalnymi, a chłopcy − plan wyprawy, atrakcje. W taki sposób oddalamy się od równości i nie uczymy partnerstwa ponad płciami.

Między nami, partnerami

A skoro o partnerstwie mowa. Sporo się mówi o związkach partnerskich. Ale żeby dorośli mężczyźni chcieli i potrafili takie tworzyć, muszą być wychowywani w równościowym duchu, w przekonaniu, że nie ma obowiązków domowych kobiecych i męskich. Chodzi tu m.in. o włączanie synów w różne prace domowe, wspólne gotowanie czy sprzątanie. Ważne, aby dziecko i w teorii, i w praktyce dostawało przekaz prowadzący do partnerstwa w przyszłości. „Najważniejszy według mnie jest podział obowiązków domowych. Od tego wszystko się zaczyna – potwierdza Katarzyna Dąbrowska. – Od zawsze w domu robiliśmy z mężem wszystko razem. Ja uwielbiam gotować, więc gotuję dla wszystkich. Ale nigdy nie sprzątam po posiłkach, robią to chłopaki we trójkę. Za to nie piorę, tym zajmuje się mój mąż. Do chłopaków należą zmywanie, wynoszenie śmieci, segregowanie czystego prania. To niby tylko porządki, ale moi synowie widzą, że w domu każdy ma obowiązki, że dla wszystkich zasady są równe, i sprzątanie nie ma płci. Jestem pewna, że nigdy nie stwierdzą, że odkurzanie albo pranie jest «niemęskie», bo ich ojciec robi to regularnie, a jest supermęskim facetem”.

Bardzo istotne jest to, co dziecko obserwuje w swoim najbliższym otoczeniu – pisze o tym Agnieszka Stein w „Nowym wychowaniu seksualnym”. Bo dzieci uczą się przez obserwację i naśladowanie bliskich. Dlatego trzeba dawać im dobry przykład, aby widziały, że zarówno mama, jak i tata są zaangażowani w prace domowe, albo żeby wiedziały, że podziały zadań zależą od indywidualnych predyspozycji rodziców, a nie od ich płci. Dotyczy to także innych sfer życia. Chodzi o to, jak rodzice odnoszą się do siebie samych, do siebie wzajemnie, jak traktują innych – dziecko to wszystko widzi. „Nie wierzę, że dzieci można czegoś «nauczyć», dzieciom trzeba dawać przykład. Szacunku do kobiet nabywają chociażby obserwując ojca, dziadka, przyjaciół rodziców. Mam to szczęście, że mój mąż jest naprawdę super i mimo różnych zakrętów, jak to w związku, zawsze szanował mnie jako kobietę. Wierzę, że chłopaki mają dobry wzorzec” – podkreśla Katarzyna Dąbrowska.

Kobiety i mężczyźni z planety Ziemia

Z badań przeprowadzonych na Erasmus University w Rotterdamie wynika, że i kobiety, i mężczyźni są szczęśliwsi, jeśli mieszkają w krajach, gdzie jest większe równouprawnienie. A przecież dla naszych dzieci chcemy szczęścia. Teraz i w przyszłości. Chimamanda Ngozi Adichie w słynnym eseju „Wszyscy powinniśmy być feministami” pisała o tradycyjnej męskości jako klatce, w której mężczyźni byli do tej pory zamknięci. Na szczęście mamy już klucze do tej klatki i widzimy, że sztywne podziały płciowe krzywdzą, więc możemy to zmieniać, możemy wprowadzać równościowe wychowanie, dzięki któremu przyszli dorośli mężczyźni będą dobrymi osobami: z otwartymi głowami, mówiącymi szczerze o swoich uczuciach, a przede wszystkim będą mogli być sobą. Bo nie jesteśmy z Wenus i Marsa − jesteśmy ludźmi z planety Ziemia.

Ten tekst możesz również odsłuchać!