Angelika Kucińska: Polscy projektanci czymś się wyróżniają?

Maria Jeglińska-Adamczewska: Trudno akurat w designie mówić o specyfice projektowania wynikającej z pochodzenia. Każdy projektant próbuje odpowiadać na uniwersalne potrzeby człowieka, więc nie będzie myślał lokalnie. Są oczywiście różnice pomiędzy projektantami z Polski a projektantami z Francji czy Wielkiej Brytanii. Ci ostatni pracują w kontekście międzynarodowym. Polski projektant musi powalczyć, żeby zostać zauważonym międzynarodowo. Musi mieć siłę przebicia, chociaż każdy projektant musi ją mieć, tego wymaga nasz zawód. Natomiast jeśli chodzi o różnice rynkowe, to Polska jest bardzo fajnym miejscem do pracy i rozwoju w designie, bo mamy dobrze zorganizowany przemysł, produkcję. W Polsce jest jeszcze sporo do zrobienia. Można naprawdę rozruszać design, chociaż uświadamiając markom, że dobrze jest pracować z projektantami. Tylko że trzeba sporo działań edukacyjnych.

Konsumenta też trzeba edukować?

Przede wszystkim konsumentom brakuje jeszcze świadomości, że bardziej opłaca się inwestować w przedmioty lepiej produkowane, trwalsze, z jakościowych materiałów, wytworzone według zasad zrównoważonej produkcji. Zakup, którego dokonujemy, dziś może być uzasadniony ekonomicznie. Tylko co z tego, jeśli za pięć lat przedmiot czy mebel się rozpadnie albo przestanie spełniać nasze potrzeby? Jasne, że potrzeby zmieniają się w trakcie życia, ale jeśli mam mebel, który już mi nie odpowiada, ale jest dobrej jakości, zawsze mogę go odsprzedać. Dać mu drugie życie. Tym bardziej że zainteresowanie przedmiotami z drugiej ręki – dzięki modzie na wszystko co vintage – jest dziś spore. 

Mam wrażenie, że polski design bardzo rozwinął się na przestrzeni ostatnich kilku lat. Pojawiło się sporo niedużych autorskich marek. W zasadzie jeśli się uprzesz i stać cię na to, możesz urządzić mieszkanie wyłącznie przedmiotami od polskich projektantów i mieszkać dobrze.

Bardzo cieszy mnie, że coraz więcej osób decyduje się na zakładanie marek i działanie w Polsce. Robią to świadomie. Coraz więcej klientów chce też wspierać małe, polskie marki, więc kupuje ich produkty. Mam nadzieję, że pójdzie to jeszcze dalej i kiedyś polski design będzie taką marką jak design skandynawski. Zwłaszcza że zwróć uwagę, jak skandynawski design wpływa na wiele innych branż. Promuje kulturę i styl życia regionu, więc zachęca np. do turystyki, a więc ma duży udział w rozwoju gospodarczym. W Polsce sporo się produkuje, z naszych fabryk korzystają zagraniczne marki. To świetnie, ale marzę, że miarą jakości nie będzie tylko hasło „wyprodukowane w Polsce”, ale też „zaprojektowane w Polsce”. 

Na zdjęciu: Seria 3 - system mebli do przechowywania dla marki Plato, fot. Studio The Frame


Jesteś dyrektorką kreatywną targów Arena Design. Tam dochodzi chociaż do spotkań gałęzi przemysłowej i projektantów. Duże polskie marki są otwarte na współpracę z młodymi designerami?

Tak, coraz bardziej. Są coraz bardziej świadome, ile na takiej współpracy mogą zyskać. Poza tym w Polsce wiele z takich firm to wielopokoleniowe biznesy rodzinne, w których zarządzanie przejęły właśnie dzieci. Myślę, że ta zmiana generacyjna odpowiada za to otwieranie się. To dla mnie bardzo ważne, żeby Arena Design była takim miejscem, w którym buduje się relację między przemysłem meblarskim i wzorniczym a projektantami. Miejscem, w którym promuje się kulturę współpracy. Ale też w którym tworzy się kultura dobrze zaprojektowanego przedmiotu.

To co zyskuje firma, która zatrudnia młodego projektanta do współpracy?

Dostanie autorski projekt, którego nikt inny nie będzie miał w ofercie, a przez to stanie się bardzo konkurencyjna. Nie rozumiem firm, które dysponują zapleczem produkcyjnym, mają możliwości, i tak wolą kopiować cudze projekty. 

Na Arenę Design przyjeżdża też sporo osób z zagranicy, projektanci, paneliści. Domyślam się, że spędzasz z nimi sporo czasu. Jak reagują na polski design?

Co ciekawe, wiele z tych osób było już wcześniej w Polsce, tyle że przyjeżdżali do fabryk, które produkują przedmioty dla ich marek. Mają wiedzę o produkcji, która odbywa się w Polsce, ale niewiele wiedzą o polskim projektowaniu. Na Arenie zyskują szerszą perspektywą. Widzą, że Polska to nie tylko fabryki, ale też projektanci i produkty.

Zeszłoroczna edycja targów odbyła się pod hasłem „Slowness”. Polacy projektują odpowiedzialnie?

Odpowiedzialność jest dla projektanta oczywistością. Zawsze myślimy o tym, że zaprojektowany przez nas produkt był najwyższej jakości, odpowiadał na potrzeby, służył jak najdłużej. Pamiętamy tylko, że my projektanci jesteśmy częścią ekosystemu, że są też produkcja, dystrybucja, specyfika marki, dla której pracujemy. Może na nas skupia się najwięcej uwagi pod względem komunikacji, ale na to czy cały rynek designu jest odpowiedzialny i zrównoważony nie mają wpływu wyłącznie projektanci.

A przestrzenie publiczne w Polsce? Jak projektuje się np. knajpy i hotele?

Dziesięć lat temu w ogóle nie było świadomości, że dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna ma znaczenie. To się na szczęście zmienia. W ramach Areny Design powołaliśmy zresztą inicjatywę Arena Design Rooms, która zaprasza projektantów do stworzenia instalacji przestrzennej. Targi też są dedykowane architektom i projektantom wnętrz. Bo możesz mieć najlepiej zaprojektowany przedmiot, ale on zginie w źle zaprojektowanej przestrzeni i jeśli zapomnie się, że przedmiot wchodzi w relację z wnętrzem i ludźmi.

Na zdjęciu: dywan zaprojektowany dla marki TRAME, fot. Pim Top


Zaprojektujesz wszystko?

Taki jest ten zawód. Są projektanci, którzy specjalizują się np. w projektowaniu mebli do przestrzeni publicznych, ale trzeba być wszechstronnym. Od przedmiotów wyposażenia wnętrz, przez meble, po wykończenie domu.

I przedmioty, które Ty projektujesz, muszą być łatwo adaptowalne, tak sobie założyłaś. Co to znaczy?

To znaczy, że używamy ich intuicyjnie, że nie wymuszają określonego zachowania. Uważam, że przedmioty powinny być jak protezy, być przedłużeniem twojego ciała. To przedmiot dostosowuje się do ciebie, a nie ty do niego.

Zanim zaprojektujesz, robisz research. Po co?

Nie każdy projekt wymaga researchu, ale są takie, które potrzebują, żeby najpierw zrozumieć kontekst – marki, produkcji, miejsca. Research jest poszukiwaniem. Ostatnio np. współpracowałam z francuską marką TRAME dla której projektowałam narzutę, dywany wykonane techniką berberską i ceramikę. Dużo wtedy rysowałam i to też była forma researchu, poszukiwań. TRAME jest marką założoną na poczaątku 2020 r., eksploruje rzemiosło rejonów z basenu śródziemnomorskiego. Każda kolekcja domowych akcesoriów jest inspirowana epizodem historycznym i celebruje wyjątkową wiedzę śródziemnomorskich rzemieślników. 

Na zdjęciu: stół i krzesła z kolekcji ARCO, fot. David Cleveland


Nad czym jeszcze ostatnio pracowałaś?

W trakcie lockdownu byłam zaproszona do wzięcia udziału w projekcie Connected (www.connectedbydesign.online) zainicjowanym przez AHEC (Stowarzyszenie Handlowe Amerykańskiego Przemysłu Drewna Liściastego), Benchmark i Design Museum w Londynie. Dziewięciu projektantów zostało zaproszonych do stworzenia siedziska i stołu do pracy i życia w domu. Dostaliśmy do wyboru trzy gatunki drzew: klon, czerwony dąb i wiśnię amerykańską. Właśnie tę ostatnią wybrałam i z niej została wykonana kolekcja ARCO (stół i krzesło). Wystawa otworzyła się w połowie września w Design Museum. Mam nadzieję, że projekt będzie jeszcze pokazywany w przyszłym roku w innych europejskich miastach. Projektowałam też garderoby dla nowo powstałej polskiej marki Plato – to są de facto całe systemy do przechowywania, które można adaptować do różnych przestrzeni, nie tylko domowych (garderoba, pokój dzienny), ale też np. biurowych. We współpracy z norweską firmą Røros Tweed powstały zaprojektowane przeze mnie 3 wzory narzut dla Puro Hotels. Jedna z narzut została specjalnie zaprojektowana do nowo wyremontowanego hotelu Puro w Krakowie zaprojektowanego przez studio Piotra Paradowskiego.

Dla kogo pracujesz częściej – dla polskich czy zagranicznych marek?

Chyba rozkłada się to w miarę równo. Bywają okresy, że głównie pracuję dla zagranicznych firm, a bywają i takie, że projektuję dla polskich marek i instytucji kultury.

Mówiłyśmy o researchu. To analityczny proces. A co z intuicją? Projektant musi ją mieć?

Oczywiście. Musi słuchać, obserwować. Musi być psychologiem, zadawać pytania i wiedzieć, jakie pytania zadać, bo na podstawie tych informacji powstają ramy projektowe. 

Ostatnia rzecz. Z czego możemy być najbardziej dumni, biorą pod uwagę historię polskiego designu?

Z tego, że polski projektant zawsze spada na cztery łapy. Że chęć tworzenia u polskich projektantów zawsze była silniejsza od kontekstu politycznego i historycznego. Polski projektant zawsze musiał być zaradny i kombinować. I udawało mu się to.