Choć wielu osobom wydaje się, że seks robi się sam, że wystarczy dotknąć, szepnąć słówko i już, nie jest to wcale takie proste. Na nasze życie seksualne i ochotę na zbliżenie składa się wiele czynników, które z pozoru mogą się wydawać niepowiązane z seksem. Zobaczmy zatem, jak chodzić, by dojść do łóżka, co w łóżku można robić i wreszcie jak z niego wychodzić, by chciało się wracać.

Chodzenie do łóżka versus gra wstępna

We współczesnej seksuologii sporo mówi się o potrzebie przedefiniowania gry wstępnej. Do tej pory była rozumiana jako repertuar pieszczot, raczej krótszy niż dłuższy, pozwalający się rozgrzać, podkręcić pożądanie oraz odpowiednio się nawilżyć narządom intymnym (zwłaszcza tym uznawane za kobiece) przed właściwym seksem. I tu zaczynają się schody, bo to dzielenie seksu na coś lepszego i gorszego, a przecież wszyscy mamy indywidualne preferencje seksualne. Weźmy seks oralny – to jeszcze gra wstępna czy już właściwy seks? Dla części osób, i to sporej, właściwym seksem jest penetracja, bo takich przykładów mamy dużo choćby w popkulturze, tak dochodzi do zapłodnienia itd. A co, jeśli ktoś penetracji nie lubi? To znaczy, że nie przepada za seksem? Niestety wszelkie kategorie i podziały, z których tak chętnie korzystamy, czasem komplikują sprawę. Poza tym gra wstępna to istotny element seksu, więc jest seksem, jego integralną częścią. Specjalistki i specjaliści od seksualności zajmujący się pracą z parami kładą nacisk na jeszcze jedno ALE. Mówią, że gra wstępna (czy też właśnie chodzenie do łóżka) zaczyna się o wiele, wiele wcześniej niż na progu sypialni. Składają się na to codzienne gesty, czułość lub jej brak, to, jak się do siebie odnosimy… A także to, jakie mamy podejście do swojego ciała, czy rozmawiamy o seksie i w jaki sposób to robimy. Zarówno w przypadku stałych związków, jak i luźniejszych relacji czy osób żyjących w pojedynkę istotne jest także planowanie seksu, nastrajanie się na niego, wymyślanie scenariuszy, nakręcanie swojej seksualnej energii. Bo przecież na co dzień mamy tyle spraw, że często na myślenie o seksie nie zostaje nam za wiele czasu, siły, pomysłu. W tej gonitwie nasze ciała i głowy niekoniecznie będą gotowe, by tak nagle, z marszu, uprawiać seks.

Wypada zatem widzieć grę wstępną szerzej, jako pewien kontekst, który pozwala na to, by seks nastąpił. Bo seks – czy to w związku, czy ten jednorazowy – zwykle nie dzieje się spontanicznie. Oczywiście na początku relacji, w pierwszej fazie zakochania, hormony sprzyjają nieustannej ochocie na seks, ale im dłuższa relacja, tym bywa gorzej.

Uwaga… brak pożądania

Wielu osobom wydaje się, że pożądanie pojawia się nagle, spada z nieba, a tymczasem to, czy pożądanie w ogóle się pojawi, zależy od wielu czynników. Istotną rolę odgrywa wspomniane podejście do seksualności i cielesności, ale znaczenie mają też konkretny etap w życiu czy kondycja psychiczna i/lub fizyczna, w jakiej jesteśmy danego dnia. Nasza praca, dieta, hormony – to wszystko w większym lub mniejszym stopniu ma wpływ na nasz seks i to, czy mamy na niego ochotę. Ten sam bodziec może jednego dnia pobudzać nasze pożądanie, a innego hamować podniecenie – wszystko zależy od kontekstu, w którym się pojawi.

W tym miejscu warto odnieść się do schematu podniecenia seksualnego, który w 2000 r. zaproponowała Rosemary Basson. Według niej seks wcale nie musi się zaczynać od spontanicznie powstającego pożądania. Basson zaznaczała, że u części z nas w konkretnych okresach życia lub sytuacjach ochota na seks może być wypadkową wielu czynników, zarówno psychicznych, jak i fizycznych, rozłożonych w czasie. W dużej mierze chodziło jej przy tym również o pozaseksualne motywacje do współżycia, jak np. chęć pogłębienia więzi z partnerką czy partnerem (oczywiście można też pogłębiać z samą czy samym sobą!), potrzeba intymności, dobre samopoczucie. Jest to tzw. pożądanie responsywne. I najlepszy dowód na to, że ludzki seks to coś więcej niż mechaniczne ruchy ciał czy dążenie do przedłużenia gatunku.

Seks, czyli właściwie co?

Penetracja i koniec? Serio, mamy tak okroić seks? Przecież to studnia bez dna! Wspaniałe, nieograniczone wręcz pole do popisu dla naszej kreatywności i fantazji! Przecież seks można odbywać w głowie, solo, w duecie i w większych grupach! Do wyboru mamy seks oralny, analny, waginalny… Są w końcu najróżniejsze sposoby stymulacji łechtaczki. Można poprzez całowanie doprowadzić się do orgazmu! A erotyczny, zmysłowy masaż? Czy nie można go uznać za czynność seksualną? Czy seks kręci się tylko wokół genitaliów? Absolutnie nie!

Warto się zatem zastanowić, co dla nas jest seksem. Co z seksualnego repertuaru lubimy najbardziej, czego potrzebujemy do zbliżenia, co nas prowadzi na szczyt rozkoszy. Bo seksem będzie to, co za niego uznamy. I nie ma w nim elementów lepszych czy gorszych – jeśli coś daje nam frajdę, przyjemność, praktykujmy to, zamiast oceniać, czy to właściwy seks. Oczywiście istotne jest uzyskanie zgody nie tyle na stosunek ogólnie, ile właśnie na konkretne czynności. I przede wszystkim kiedy idziemy z kimś do łóżka, porozmawiajmy zawczasu o tym, jak druga osoba rozumie seks, co on dla niej oznacza, co w akceptuje, a czego nie, co daje jej przyjemność, na co ma ochotę. Komunikacja i konsensualna zgoda to podstawa.

Aftercare, czyli co po seksie

Zdefiniowaliście sobie seks według własnych potrzeb? Świetnie, czas na kolejny termin, który na razie nie ma polskiego odpowiednika, czyli  aftercare. Określa się tak zwykle to, co robimy po seksie. Tak jak gra wstępna aftercare jest istotną częścią seksualnego repertuaru. To swego rodzaju domknięcie, ale też krok otwierający drogę do kolejnych stosunków. Jako aftercare postrzega się np. przytulanie, mizianie, wspólną kąpiel. Znowu – ile osób, tyle preferencji, praktyk. Niektórzy wyskakują z łóżka i pędzą pod prysznic albo od razu do siebie. Inni leżą, tulą się, słuchają swoich oddechów. Można też rozmawiać o tym, co przed chwilą zaszło, upewnić się, czy wszystko było OK. Można też puścić myśli wolno i zobaczyć, dokąd dryfują w takiej sytuacji. To moment, kiedy ciało i głowa mogą się uspokoić, a także  przedłużanie chwil rozkoszy. Aftercare na pewno jest bardzo ważny w przypadku role playingu czy BDSM. To też istotny element budowania bliskości, więzi oraz po prostu możliwość zostawienia po sobie dobrego wrażenia. Oczywiście nic na siłę i wbrew sobie.

Początek na końcu

Czyli seks zaczyna się tam, gdzie skończył się ostatni. Nawet jeśli następny stosunek miałby być z inną osobą, to nasze poprzednie doświadczenia rzutują na to, czy i jak będziemy zabiegać o kolejne.

Esther Perel, znana i ceniona psychoterapeutka ze Stanów Zjednoczonych zajmująca się seksualnością i wspieraniem par, często podkreśla, że naszą ochotę na seks budujemy m.in. między jednym a drugim spotkaniem w łóżku. Przypomina też, że życie erotyczne to nie tylko gadżety czy zmysłowa bielizna (które oczywiście się przydają), ale przede wszystkim szczere rozmawianie o seksie, jego pojmowaniu, o swoich i cudzych potrzebach. To zrozumienie, że nie można seksu ograniczyć tylko do sypialni. Sprawa jest znacznie bardziej złożona. Dlatego warto świadomie i z większym zaangażowaniem chodzić do łóżka i wokół niego.