Statystyki są bezwzględne. Z badań przeprowadzonych przez Fit Rated wynika, że ponad 90% kobiet spotkał body shaming. Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego tłumaczy to jako „działania mające na celu poniżenie, zawstydzenie lub ośmieszenie kogoś z powodu jego wyglądu”. Jeśli więc kiedykolwiek usłyszałaś, że „może powinnaś schudnąć” albo, wskazując na inną kobietę, szepnęłaś do koleżanki: „jak ona wygląda”, to oznacza, że byłaś ofiarą lub sama propagowałaś body shaming. Choć raport Fit Rated dotyczy jedynie Amerykanek, biorąc pod uwagę te dwa przykłady body shamingu, w Polsce wyniki mogłyby być bardzo zbliżone.

Nie mniej przerażające są wnioski, do jakich doszli badacze z brytyjskiej organizacji Girlguiding. Okazuje się, że body shaming dotyka już nawet siedmioletnich dziewczynek. Dlaczego tak się dzieje? „Bardzo ważny jest sposób, w jaki komunikują się z nami bliscy – mówi mi psycholog Katarzyna Szostak, którą na co dzień można spotkać w warszawskim Centrum Psychoterapii HELP. – O dziewczynkach zazwyczaj mówimy «ładna, śliczna», a o chłopcach «mądry, dzielny». Często w zupełnie nieświadomy sposób od najmłodszych lat uczymy dzieci, jak ważny jest wygląd i dbanie o niego. Komentarze dorosłych brzmią: «Taka jesteś ładna, tata będzie musiał wysokie mury grodzić», zamiast: «Co roku świadectwo z paskiem, tata będzie musiał wysokie mury grodzić». Albo: «Jak można się tak spaść? », rzucone jako komentarz choćby podczas przeglądania gazety z plotkami, czy: «A te brwi to będziesz musiała sobie depilować, jak dorośniesz»”.

Z body shamingiem pod jednym dachem

Psycholog zwraca uwagę na jeszcze jedną bardzo ważną kwestię, która jej zdaniem może być głównym czynnikiem tego, że coraz młodsze kobiety czują się gorsze, nie lubią siebie i wstydzą się swojego ciała.„Człowiek wzmacnia te zachowania, które są nagradzane. Jeśli dziecko od małego dostaje zainteresowanie, czyli w pewnym sensie nagrodę, np. w postaci wspólnego spędzania czasu na dbaniu o wygląd czy komentarza ważnej osoby na temat wyglądu, to on automatycznie staje się dla niego istotny. Jeżeli te wzmocnienia są pozytywne – a przy tym jest deficyt pozytywnych komentarzy na temat innych cech lub wspólnego spędzania czasu również na innych aktywnościach – na tej bazie uczy się budować swoją wartość. Uczy się, że tylko dbając o siebie, zasługuje na uwagę, i z czasem przestaje akceptować w sobie niedoskonałości. W sytuacji, w której w dzieciństwie pojawiają się negatywne wzmocnienia dotyczące wyglądu, jak żarty, wyśmiewanie czy krytyka – od takich «niewinnych» jak: «Ach, te twoje krzywe nóżki!», «Te uszy to będziemy na taśmą przyklejać, ha, ha!» po «Jak będziesz tyle jadła, nie znajdziesz sobie chłopaka» – dziecko często uczy się, by w ten sam sposób mówić, traktować siebie. Podobnie jak rodzic nie akceptował w nim jakichś aspektów wyglądu, tak i ono samo ich w sobie nie akceptuje” – tłumaczy Katarzyna Szostak.

Te zależności idealnie widać również w raporcie Fit Rated. Okazuje się, że oprawcami są najczęściej najbliższe nam osoby. Biorący udział w badaniu przyznali, że body shaming najczęściej dotknął ich ze strony mamy (ponad 62% kobiet i 30% mężczyzn). Taka relacja nie może się skończyć niczym dobrym. Jeżeli bowiem mamy do czynienia z osobą, która doświadczyła w swoim życiu body shamingu, to istnieje spore prawdopodobieństwo (według danych Fit Rated jest to prawdopodobieństwo na poziomie 32%), że będzie ona stosowała słowną przemoc na temat wyglądu innych.

Coraz bardziej ciałopozytywny Instagram

Miejscem, w którym takiego hejtu nie brakuje i gdzie okazji do obrażania innych pojawia się najwięcej, jest oczywiście internet. W nim odcieni body shamingu jest wiele, a do eskalowania tego rodzaju przemocy najczęściej dochodzi w mediach społecznościowych. Właśnie dlatego powstają takie miejsca jak profile @ciałopozytyw_polska czy @ciałopozytywna.terapia. Można na nich znaleźć fotografie ciał z cellulitem, rozstępami, owłosieniem czy trądzikiem. Czyli z tym, co najczęściej poddawane jest ocenie i krytyce. Inicjatorką tego pierwszego, który obserwuje obecnie ponad 25 tysięcy osób, jest Kaya Szulczewska. Jest to jej kolejne konto, ponieważ poprzednie (w niecałe 1,5 roku uzyskało ponad 30 tysięcy followersów) – @ciałopozytyw Instagram usunął bez słowa wyjaśnienia.
„Nie spodziewałam się tak dużego odzewu, zaskoczył mnie i niezwykle zmotywował – mówi Kaya. – Chciałam pokazywać ciała, które wychodzą poza kanon, są często trudne w odbiorze, i przez to rozszerzać tolerancję dla różnorodności, dla mniejszości z grup dyskryminowanych. Do tego zależało mi, żeby «Ciałopozytyw» był czymś w stylu interaktywnego przewodnika, gdzie każda osoba z kompleksami może znaleźć ukojenie i garść wskazówek, jak polepszyć swoją relację z ciałem” – tłumaczy.

W podobnym tonie wypowiada się Sara Cicherska (@ciałopozytywna.terapia), która z body shamingiem spotyka się na co dzień: „«Byłabyś ładna, gdybyś schudła», «Wiesz co, ja cię podziwiam, masz takie ciało i nie wstydzisz się go pokazywać w internecie» – takie komentarze czy wiadomości to chleb powszedni”. Jej konto działa od października 2019 i ma prawie 4-tysięczne grono odbiorców. „Chciałabym, żeby ludzie wśród polskich treści instagramowych mogli znaleźć bezpiecznie miejsce, które zamiast mówić: «Schudnij do lata», powie, że jesteś w porządku – tak po prostu”. Pytam dziewczyny, które postanowiły jawnie walczyć z body shamingiem (na swoich profilach publikują także własne sylwetki), co wtedy, jeśli nie jesteśmy na tyle odważne, aby dzielić się zdjęciami w sieci, bo boimy się, że hejt uderzy w nas z podwójną siłą? „Wystawianie swoich zdjęć zawsze wiąże się z tym ryzykiem. Dlatego ja staram się zawsze kasować hejt czy nawet krytykę ciał innych osób spod postów na «Ciałopozytywie». Wiem, jak ważne jest, żeby to było «safe place». Wbrew pozorom w internecie jest mało takich miejsc, a poziom nienawiści w komentarzach pod zdjęciami osób poza kanonem jest zwykle bardzo wysoki, i nie jest łatwo sobie z tym samodzielnie poradzić, więc czasem lepiej korzystać z anonimowych form publikacji” – mówi Kaya.

Body shaming to przemoc. Nie wstydź się poprosić o pomoc

A jak ich zdaniem można walczyć z tym szkodliwym zjawiskiem na szerszą skalę? „Normalizując różnorodność sylwetek, chociażby w prasie. Powinniśmy oswajać się z tym, że nie ma jednego schematu i recepty na piękno, a naturalność nie czyni nas od nikogo gorszym. Uczmy się kochać dom, w którym mieszka nasza dusza, a przede wszystkim pamiętajmy, że nie musimy rozumieć wyborów drugiej osoby dotyczących jej wyglądu – wystarczy, że będziemy je szanować”– apeluje Sara Cicherska. Kaya Szulczewska uważa, że najskuteczniejszym krokiem będzie szukanie profesjonalnego wsparcia.

„Im szybciej sięgnie się po pomoc, aby zatrzymać przemoc, jaką jest body shaming, tym mniej szkód ono wyrządzi. Terapeuta to osoba, która stanie po twojej stronie w konfrontacji z agresorem, nie musisz być z tym sama – mówi Katarzyna Szostak. – Na terapii uczymy się schodzić z pola bitwy i zamiast walczyć, przyjaźnić się z samym sobą, troszczyć się, opiekować, traktować siebie i swoje ciało z szacunkiem”.Dlaczego tak ważne jest, by stawić czoła body shamingowi? Wywoływany nim długotrwały stres może powodować poważne dolegliwości, m.in. zaburzenia koncentracji, nastroju, snu, obniżenie odporności, choroby autoimmunologiczne. To nie koniec. „Osoby doświadczające tego typu przemocy podważają siebie, swoją wartość, czują wstyd i złość, a nawet odrazę do samych siebie. Czują też złość do innych, którą tłumią i czasem kierują ją przeciwko sobie. Pojawiają się samouszkodzenia, niekonstruktywne metody radzenia sobie z emocjami, jak np. alkohol. Dramatyczna próba odzyskania kontroli, która może prowadzić do zaburzeń odżywiania: bulimii, ortoreksji, anoreksji. Po takich doświadczeniach trudniej ufać ludziom i wchodzić z nimi w relacje, co może skutkować poczuciem osamotnienia, wyobcowania, wyalienowania. A co za tym idzie, mogą wystąpić zaburzenia lękowe, depresja, brak chęci do życia i myśli samobójcze”– tłumaczy psycholog.

Samoakceptacja– lek na całe zło

Instagramowe konta w duchu body positive, wsparcie ze strony najbliższych oraz terapia pomogą pomóc w bronieniu się przed body shamingiem oraz w samoakceptacji. To zdaniem Kai Szulczewskiej pierwszy krok do tego, by spojrzeć na swoje ciało z miłością, ze współczuciem oraz z należytą troską. Inicjatorka projektu „Ciałopozytyw” słusznie zauważa, że akceptacja nie musi jednak oznaczać bierności w stosunku do swojego ciała: „Przeciwnie. Ona właśnie pozwala lepiej o siebie zadbać, np. mimo kompleksów przełamać się i pójść do lekarza. W mądry, wynikający z budujących uczuć sposób zadbać o siebie i swój styl życia, wybrać metody pielęgnacji, które będą najlepiej dostosowane do nas i do potrzeb ciała. Bez napięcia, presji i nienawiści. Ciałopozytywność to najlepsze, co możemy dla siebie zrobić”.