Kinga Nowicka: Czym właściwie jest edukacja seksualna?

Katarzyna Banasiak: To łatwe i zarazem trudne pytanie. Nazwałabym to interdyscyplinarnym procesem, bo są to informacje zarówno z zakresu medycyny, biologii, psychologii, ale też prawa. Edukacja seksualna to również wszystkie kwestie związane ze zdrowiem reprodukcyjnym, antykoncepcją, badaniami i ze wsparciem lekarskim. Dzięki niej lepiej poznajemy siebie, odkrywamy, kim jesteśmy, co lubimy, a czego nie, na czym nam zależy oraz jakie relacje chcemy tworzyć. To nauka teoretyczna i praktyczna o tym, jak stawiać granice i jak tych granic bronić.

Wiele osób błędnie rozumie edukację seksualną jako seksualizację. A przecież to dwie zupełnie różne rzeczy.

Dokładnie. Seksualizacja to bardzo konkretne pojęcie z zakresu seksuologii, które można krótko zdefiniować tym, że wartość danej osoby jest oceniana na podstawie atrakcyjności fizycznej, czyli uprzedmiotawiamy kogoś. Jest więc zupełnie czymś zupełnie odwrotnym niż edukacja seksualna, która wyposaża człowieka w podmiotowość.

Dużo mówi się o tym, jak edukacja seksualna w polskich szkołach wyglądać powinna – i słusznie. Ale jak jest w rzeczywistości? W programie nauczania mamy coś takiego jak Wychowanie do życia w rodzinie i jest to zaledwie 14 godzin rocznie…

Ja bym tego przede wszystkim nie nazywała edukacją seksualną, bo to nie ma za wiele wspólnego z edukacją seksualną. Jeśli sięgniemy po podstawę programową przedmiotu Wychowanie do życia w rodzinie to bodajże 170 razy pojawia się słowo „rodzina”, a tylko dwa razy „seks” i to w kontekście cyberprzemocy. Z tego nie wynika, że seks może być w jakimkolwiek stopniu fajny, przyjemny, zdrowy. Na WDŻ dowiemy się, jak złożyć życzenia na dzień babci i jak dzielić się obowiązkami w rodzinie. I choć myślę, że dla młodych ludzi są to jakieś informacje, to jednak na pewno nieodpowiadające na ich bieżące potrzeby. W wieku lat 15-16 ma się nieco inne zagwozdki niż to, jaką zrobić laurkę czy jak przygotować się do małżeństwa.

A ucząc o rodzinie, raczej tylko jeden jej model uznaje się za słuszny, czyli ten, w którym rodzinę tworzą kobieta, mężczyzna i dzieci…

Otóż to. Dużo jest przekłamań, stygmatyzacji osób LGBTQ+, co bardzo boli mnie i całą Grupę Ponton. Na Wychowaniu do życia w rodzinie przekazywane są treści, że przynależność do tej społeczności jest zboczeniem, chorobą czy wynaturzeniem – jak można w ogóle coś takiego mówić młodym ludziom, którzy tak bardzo stresują się okresem, w którym się znajdują, którzy mają swoje trudności, problemy, bolączki? I jeszcze odbywa się to w szkole, gdzie przekazywana wiedza powinna być rzetelna, gdzie młodzi ludzie muszą mieć poczucie bezpieczeństwa i wsparcia. Gdy ktoś bombarduje ich takimi treściami, to są oni narażeni na wszelkiego rodzaju trudności emocjonalne, psychiczne.

Czy w tej chwili młodzież nie ma szansy dowiedzieć się w szkole, co to jest antykoncepcja oraz  jakie są jej metody oprócz tego, że ci uczęszczający na religię usłyszą, że to jest największe zło i grzech?

Wiem, że są wyjątki i zdarzają się nauczyciele od Wychowania do życia w rodzinie, którzy przekazują rzetelnie tę wiedzę, więc nie powiedziałabym, że to jest takie czarno-białe i że kompletnie nie mają na to szans. Ale na pewno nie jest im to systemowo zagwarantowane. Być może usłyszą, że są jakieś formy antykoncepcji i fajnie, aby o tym pamiętali. A być może usłyszą też, że są trzy i wszystkie są beznadziejne i się nie sprawdzają. Wtedy jest to już niedopuszczalny komunikat, bo trzeba powiedzieć i o plusach i minusach, o wskazaniach, przeciwwskazaniach,  gdzie mogą taką antykoncepcję uzyskać oraz jak wygląda wizyta u ginekologa. Takich informacji rzeczywiście brakuje.

Powiedziałaś, że macie świadomość, że są nauczyciele od WDŻ, którzy poważnie traktują zadanie, jakie im powierzono. Czy wy jako Grupa Ponton otrzymujecie sygnały od takich nauczycieli, że są pacyfikowani za to, że powiedzieli za dużo?

Powiem tak, nie jest to nagminne i codziennie nie dostajemy takich sygnałów, ale zdarza się. I myślę sobie, że są to osoby, które żyją w dużym stresie. Bo taki nauczyciel nie dość, że musi spełnić narzucone kryteria nauczania i nawiązać kontakt z młodzieżą tak, żeby ci młodzi ludzie w ogóle chcieli czegokolwiek słuchać, to jeszcze ma nad sobą dyrektora/dyrektorkę, którzy też mają pewne oczekiwania, radę rodziców, a do tego wszystkiego jeszcze organizacje fundamentalistyczne, które postanowiły rozsyłać do nauczycieli i do rodziców pisma, że służą wsparciem, gdyby komuś się nie podobał program zajęć Wychowania do życia w rodzinie. Myślę, że bardzo trudne jest bycie takim nauczycielem w dzisiejszych czasach i tak naprawdę nie da się zadowolić wszystkich, dlatego najlepsze byłyby systemowe rozwiązania i działania autorytetów z dziedzin, jakie wymieniłam na początku rozmowy. W takiej sytuacji nie ma możliwości, żeby rodzice się na coś takiego nie zgodzili, bo to tak, jakbyśmy się pytali rodziców czy można uczyć twierdzenia Pitagorasa na matematyce.

A propos rozwiązań systemowych: minister Czarnek chciałby, aby w kontekście seksualności i edukacji seksualnej sięgać po encykliki Jana Pawła II. Z jakim niebezpieczeństwem to się wiąże?

Samo założenie jest już bardzo nie w porządku, bo z tego co mi wiadomo, to w Polsce nie wszyscy jesteśmy czynnymi katolikami, więc posługiwanie się wartościami związanymi bezpośrednio z tą religią na jakimkolwiek innym przedmiocie niż religia, to tak naprawdę nieszanowanie uczuć tych osób, które nie wierzą lub są innego wyznania. Jeżeli ktoś jest wierzącą osobą, praktykującą, nie ma problemu, żeby ta osoba dalej wrastała w wierze, pogłębiała ją, chodziła na lekcje religii, do kościoła, na roraty czy inne tego typu wydarzenia, świetnie! Ale nie możemy czegoś takiego serwować wszystkim i wymagać, żeby osoby, które nie utożsamiają się z nauka kościoła, były jej nauczane. Mamy takie zapisy, że każdy może wierzyć w co chce. W momencie, gdy posługujemy się wypowiedziami głowy kościoła i traktujemy to jako podręcznik, to dzieje się coś bardzo nie w porządku. To jest niedopuszczalne, żeby coś takiego miało miejsce.

Czy w takim razie jedyna szansa na to, że rzetelna edukacja seksualna pojawi się w szkołach, wymaga zmiany systemu, a więc i zmiany rządzących i partii, która w wielu kluczowych na nas kwestiach próbuje narzucać nam rozwiązania, na które się nie godziny?

Jeśli mówimy o zmianie systemowej, to tak, jak najbardziej się zgodzę. Ja osobiście i tak obserwuję już wielką zmianę w kontekście mówienia o edukacji seksualnej przez ostatnie mniej więcej 3 lata. Kiedy w 2019 r. ruszyła akcja #SEXEDpl, ten temat zaczął być poruszany publicznie, zaczął się pojawiać w mediach. Kiedy ludzie słyszą „edukacja seksualna”, to nie jest tak, że oni nie mają żadnego pojęcia o tym, bo każdy ma już jakieś zdanie w tej kwestii wyrobione. Dla nas te ostatnie lata były bardzo trudne, bo mierzyliśmy się z ogromną nagonką i z bardzo przykrymi sytuacjami.

Jakimi?

Na przykład byliśmy nagrywani we własnym biurze z ukrycia przez telewizję publiczną, a następnie puszczani w najlepszym czasie antenowym ze zmanipulowanym materiałem i groźną muzyką. Mierzyliśmy się naprawdę z różnymi atakami, z listami, że wysadzą naszą siedzibę, że zabiją nas i nasze rodziny. Dostawaliśmy nasze zdjęcia z celownikiem na czole… Ale przetrwaliśmy to wszystko i będziemy działać dalej, bo mamy jedną misje – zagwarantować młodym ludziom w Polsce bezpieczeństwo i przestrzeń do tego, by mogli rozwijać się i dorastać w dobrostanie fizycznym i emocjonalnym.

Działalność Grupy Ponton polega też na tym, że każda szkoła czy inna placówka wychowawcza może zwrócić się do was po wsparcie w przekazaniu swoim uczniom rzetelnych informacji z zakresu edukacji seksualnej. Macie sporo zapytań o tego typu działania?

Są szkoły, które od lat z nami współpracują i co jakiś czas się odzywają. Natomiast skłamałabym, gdybym powiedziała, że zapotrzebowanie na warsztaty w tej chwili jest bardzo duże. Od 2019 r. zaobserwowaliśmy wielki spadek tych zaproszeń do szkół. Oczywiście wiemy, z czego to wynika. Przede wszystkim z tego, że tworzy się generalnie atmosferę strachu i grozy. I ja w ogóle nie dziwię się tym przestraszonym nauczycielom i dyrektorom, którzy mają nad sobą fundamentalistyczne organizacje, gotowe składać jakieś zawiadomienia do prokuratury lub kuratorium o kontrolę w szkołach. W ostatnim czasie sytuacja z warsztatami była utrudniona również przez pandemię, gdyż w ogóle nie prowadziliśmy takich działań stacjonarnie. Wiem też, że jest ogromne opóźnienie w programie, jeśli chodzi o przygotowanie do matury, bo mam na bieżąco kontakt z niektórymi nauczycielami i uczniami. Dlatego rozumiem to, że zajęcia z edukacji seksualnej to nie jest w tej chwili u nich priorytet. Jednak jako Grupa Ponton jesteśmy zawsze do dyspozycji. Jeżeli ktokolwiek po zapoznaniu się z tym wywiadem chciałby nas zaprosić do swojej szkoły i jest to osoba z Warszawy, bo działamy tylko w jej obszarze, to serdecznie zachęcamy do kontaktowania się przez nasz adres mailowy, który znajduje się na www.ponton.org.pl. Bardzo chętnie przyjdziemy, przeprowadzimy spotkanie, jeśli będzie to koniecznie porozmawiamy z rodzicami podczas zebrania i opowiemy o tym, jak wyglądają takie warsztaty.

Katarzyna Banasiak od 3 lat pełni funkcję koordynatorki Grupy Ponton. Wcześniej przez 5 lat działała w tejże grupie na zasadach wolontariatu. Na co dzień mimo swojej pracy w biurze, która polega na koordynacji 30-osobowego zespołu, kontakcie z placówkami oraz grantodawcami nadal zajmuje się prowadzeniem warsztatów w szkołach, Młodzieżowych Ośrodkach Socjoterapeutycznych oraz Domach Dziecka. Odpowiada również na pytania młodzieży na dedykowanym forum oraz stronie na Facebooku, a także regularnie udziela wsparcia i porad pracując na Telefonie Zaufania. Reprezentuje Grupę podczas konferencji naukowych, debat, paneli dyskusyjnych, oraz wystąpień medialnych. Jednocześnie kończy studia magisterskie na Uniwersytecie SWPS na kierunku prawo.


fot. archiwum prywatne