Każda z nas rodzi się w własnym „pakietem wyglądu” – zaprogramowaną długości nóg, kolorem oczu, fakturą włosów, wielkością stopy. Stąd na świecie są i filigranowe Latynoski i atletyczne Skandynawki o mocnych udach i rozłożystych biodrach. Ale geny to jedno. Pytanie, co my z nimi zrobimy. I o ile nie zmienisz wzrostu, panowanie nad figurą to kwestia stylu życia, czyli z grubsza tego, jak się odżywiasz i ile ruszasz. Ale, nadal pozostaniesz w zadanych przez naturę ramach. Możesz być wyżyłowaną i z brzuchem twardym jak deska właścicielką rozmiaru 42, jak i pulchną „eską” z boczkami wylewającymi się nad dżinsy.Tak zwaną normę podaje nam kalkulator BMI, dzięki któremu możemy wyliczyć po której stronie standardów jesteśmy. Oczywiste. Podobnie jak to, że normalna dziewczyna w rozmiarze 44 stojąca obok równie normalnej w rozmiarze 34 zawsze wyda się... gruba? Choć taka nie jest. Ale to już zupełnie inna kwestia: kanonów piękna, zdrowia i tego, co akurat dzisiaj uważamy za atrakcyjne. A przez lata była to szczupłość przez duże SZ.

Dlaczego szczupli nie lubią grubych

To bardzo ciekawy, ale w gruncie rzeczy prosty mechanizm. Zapewne dlatego, że sami dbając o siebie, wiedzą, ile wysiłku i niekiedy wyrzeczeń kosztuje zachowanie dobrej sylwetki. Ile odmówionych słodyczy i niezjedzonej pizzy. Myślą więc o kimś z nadwagą jako o osobie leniwej, rozlazłej i pozbawionej silnej woli. To drażni ich najbardziej. Tym ciekawym mechanizmem zajmują się dziś psychologowie. Wiemy też, że ludzie rzeczywiście dzielą się na tych, u których nadwaga, a nawet otyłość jest wynikiem zaniedbania i braku świadomości na temat skutków niewłaściwych wyborów, i tych, którym „robi” to natura. Z jednej strony dzieciaki, które jedzeniem kompensują sobie brak miłości. Brak edukacji, niskie ceny śmieciowego jedzenia i szybkie zaspokajanie przez nie potrzeb emocjonalnych (cukier i tłuszcz błyskiem docierają do ośrodka nagrody w mózgu). Nie każdy wychowywał się w rodzinie, gdzie na kolację mama robiła sałatę, a jadanie wspólnych zdrowych posiłków było normą. Dla niektórych normą była paczka chipsów i butelka coli pochłaniana przed komputerem i randki w McDonaldzie.
Drugą grupą są kobiety, które w ciągu życia przeżywają okresy nadwagi i otyłości. Ich przyczyny mogą być skrajnie różne: od leczenia hormonalnego, przez okres ciąży, połogu, choroby, przedwczesna menopauza, depresje, a nawet – o czym mówią najnowsze badania – zaburzenia flory jelitowej. W mega skrócie – bakterie osób otyłych inaczej metabolizują składniki odżywcze z jedzenia i więcej „upychają” w magazynach rezerw tłuszczowych. Pytanie, czy jeśli widzisz, że taka osoba próbuje zwalczyć nadwagę, chodzi na zajęcia fitness, jest na diecie, jesteś dla niej równie surowa? Albo czy o koleżance, która „nabrała” ostatnio 20 kg w wyniku starań o dziecko i prób hormonalnych, pomyślisz „gruba świnia”, czy raczej „biedna, przez co ona musi przechodzić”? I taki scenariusz warto mieć w głowie za każdym razem, zanim skomentujesz w internecie fotkę dziewczyny, która ma kilka kilogramów więcej.

Plus size a otyłość i zdrowie

Plus size określa także dziewczynę, która musi sięgać po ubrania większe niż rozmiar 42. Taką, która jest aktywna, i co najważniejsze, nie ma problemów ze zdrowiem, wchodzi bez zadyszki po schodach, uprawia ulubione sporty i mimo że jest większa, nie ma na brzuchu niebezpiecznej „pływającej” oponki. Jej skóra jest jędrna i ma ładny kolor. Dla tej osoby mimo większych rozmiarów pali się zielone zdrowotne światło. Czerwone włącza się tym, którzy w wyniku nadwagi lub otyłości przestają panować nad swoim ciałem. Kiedy wymyka się ono spod kontroli i ze spodni. Zwłaszcza niebezpieczny jest tłuszcz brzuszny (tzw. trzewny, który otula narządy wewnętrzne). Dlaczego oponka to alarmujący sygnał? Trzewna tkanka tłuszczowa od niedawna uważana jest za organ czynny hormonalnie. Produkując nadmiar hormonów, może prowadzić do powstawania nowotworów. W niej aktywizują się też związku prozapalne, które sprawiają, że w ciele toczy się nieustanny stan zapalny, a jego wynikiem są coraz popularniejsze choroby z autoagresji. Osoby z poważną nadwagą mają kłopot z wykonaniem tych samych czynności – wejściem po schodach, dłuższym wysiłkiem. Najprostszym sposobem, który pozwoli nam zdiagnozować kłopot, jest... waga łazienkowa. Jeśli przytyłaś skokowo więcej niż 3 kg, powinno cię to zaniepokoić, bo może być np. oznaką... raka jajnika. Poza tym najprostsze badania – lipidogram, poziom cukru na czczo i pomiar ciśnienia. Jeśli którykolwiek z tych czynników masz powyżej normy w młodym wieku, to przestaje być śmieszne. Warto zainteresować się poważniej swoim stylem życia. Jak wygląda zdrowe podium? Miejsce 1 – ruch. Miejsce 2 – jedzenie, miejsce 3 – relacje, przyjaciele, higiena głowy, samoakceptacja.

Nie ma zdrowej otyłości

Nie promujemy tego trendu i nie pobłażamy krzywdzeniu siebie, bo wiadomo, otyłość nie jest ciałopozytywna. Jak nic, co nam szkodzi. Nadwaga jest wtedy, gdy w naszym ciele jest ok. 25% samej tkanki tłuszczowej, w otyłości jest jej jeszcze więcej. Nie ma sensu zagłaskiwanie problemu i mówienie sobie, że to ładne. Jak konstruktywnie pomóc osobie zmagającej się z otyłością lub sporą nadwagą? Ważne, aby nie oceniać, tylko wspierać. Zwłaszcza że to niełatwa walka i wiele diet kończy się niepowodzeniem. Dopiero zmiana stylu życia może wróżyć powodzenie. A my możemy być częścią takiej zmiany – wspierać taką osobę w zdrowych nawykach, np. wspólnie przygotowując posiłki do pracy, chodzić z nią na „wuefy”, zamiast jeździć samochodem umawiać się na rower. Nie oceniać załamań. Za to chwalić sukcesy.

Mity na temat sprawności fizycznej

Moja znajoma ma lekką nadwagę i sporo lat, a jest przy tym o niebo bardziej wysportowana niż jej młodsze koleżanki z pracy. Na zawołanie stanie na głowie, wbiegnie na beskidzki szczyt lub przejedzie na rowerze 100 km bez narzekania i zakwasów. Druga z tej samej paczki ma piękną szczupłą talię i sylwetkę modelki, ale po przejściu z garażu do biura po 30 metrach musi stanąć i odsapnąć. Nie jest w stanie dotknąć palcami dłoni do ziemi w skłonie i ostatni raz w życiu miała na sobie strój sportowy w liceum. Tak – nasza kondycja fizyczna (a to ewidentny skrót do zdrowia) nie jest wpisana w naszą sylwetkę. Zapaśniczki, lekkoatletki, kulomiotki rzadko są szczupłymi „eskami”, ale zdrowotnie nie można im nic zarzucić. Często z kolei szczupłe osoby bywają niewysportowane, rachityczne i słabe wydolnościowo. Dlaczego? Chodzi o proporcje tkanek – tłuszczu, mięśni i wody. Nierzadko u osób szalenie szczupłych ilość tkanki tłuszczowej podskórnej jest zaskakująco duża, za to mięśnie się nierozwinięte i niedożywione. Bywa to wynikiem restrykcyjnych i wyniszczających diet. Mówi się nawet o epidemii tzw. szczupłych grubasów. Jesteś ciekawa, jaki masz procent tkanki tłuszczowej w ciele? W każdej poradni dietetycznej sprawdzisz to na profesjonalnej wadze, która analizuje skład masy ciała.

Healthy is new sexy

Na Instagramie, w obiektywie aparatu czy w oku kamery każdy człowiek ma na oko plus 2-3 kg. Kamera dodaje kilogramów. Powstaje więc przewrotne pytanie w drugą stronę – jak w rzeczywistości muszą wyglądać dziewczyny, które na zdjęciach są naprawdę bardzo szczupłe. Jedno możemy powiedzieć – z całą pewnością jest to porównywalnie szkodliwe jak nadwaga. Otyłość jest równie niezdrowa jak niewitalna szczupłość. Nie ulegajmy więc presji estetycznej, że tylko szczupłe jest ładne, i bądźmy ostrożne zarówno w stosunku do otyłości, jak i nadmiernej chudości, bo ona wcale nie musi oznaczać zdrowia. Co jest złotym środkiem? Seksowne są energetyczne, pełen wigoru osoby o pięknej skórze, zdrowych włosach. W swoich własnych rozmiarach. Healthy is new sexy! I tego się trzymajmy.