Oto mój typowy poranek. Wychodzę do pracy lub na uczelnię. W jednej dłoni trzymam kubek z kawą, w drugiej zrobioną na szybko kanapkę z masłem orzechowym (dzień wcześniej oczywiście nie zrobiłam zakupów). Wchodzę do windy. Mam 11 pięter, czyli mniej więcej 13 sekund na przeprowadzenie dokładnej analizy mojego wyglądu. Włosy niedosuszone, żyją swoim własnym życiem. Twarz korektor poradził sobie z workami pod oczami. Zauważam lekką opuchliznę, prawdopodobnie przez ostatnie dni piłam za mało wody. Stylizacja? Dobra, to za dużo powiedziane. Mam na sobie jasne jeansy, czarny golf, mocno oversize’owy płaszcz i vansy przynajmniej czuję się komfortowo. Ogólna ocena? 5 na 10. Dziś jestem dla siebie wyjątkowo łaskawa. To chyba przez dobry humor.

Nieidealna ja kontra perfekcyjna ona

Tramwaj jest oczywiście na maksa zatłoczony. Część z was prawdopodobnie wie, co dzieje się w warszawskiej „siedemnastce” między 8 a 9 rano. Przeciskam się przez tłum ludzi i zatrzymuję się przy jednym z miejsc z nadzieją, że za chwilę się ono zwolni. Wtedy zauważam JĄ. Udało jej się zająć miejsce na rzeczonym fotelu. Nie wiem, jak ma na imię to akurat najmniej znacząca kwestia. Istotny jest natomiast fakt, że wygląda perfekcyjnie. Ma idealnie ułożone włosy, perfekcyjny makijaż, pomalowane paznokcie. W spokoju czyta książkę. Ma przy sobie torbę papierową, z której wystają pudełka z jedzeniem. Wczoraj prawdopodobnie znalazła chwilę na przygotowanie sobie kilku posiłków. Nie jestem zazdrosna. Wręcz przeciwnie ta dziewczyna mnie oczarowała. Fajnie, że potrafi się zorganizować, a do tego znaleźć chwilę dla siebie. Jednak w mojej głowie pojawia się pytanie: Co jest ze mną nie tak? Jestem po prostu brzydka. Do tego głupia, dlatego zdarzają mi się problemy z organizacją.

W pracy dużo się dzieje, więc nie mam czasu na analizowanie własnego wyglądu i ewentualnych życiowych porażek. Ale wolny wieczór rządzi się swoimi prawami. Zaczynam myśleć o tym, że naprawdę lubię siebie i swoje życie. Poza tym jestem szczęśliwa. A może wcale tak nie jest? Może przez cały czas się okłamuję? W końcu boli mnie to, że nie wyglądam perfekcyjnie. Nie potrafię osiągnąć efektu WOW. Natomiast inne dziewczyny  tak. Chcąc odgonić od siebie negatywne myśli i zająć głowę czymś innym – przyjemniejszym, zaczynam scrollować Instagrama. To najgorsze, co mogłam (sobie) zrobić. Zalała mnie bowiem fala perfekcyjnych ciał. Wiem, że zdecydowana większość z nich jest wyretuszowana, ale nie poprawia mi to humoru. Od jakiegoś czasu dziewczyny (i nie tylko) niechętnie pokazują się bez filtrów nawet na Instagram Stories. Postanawiam wypróbować jeden z nich. Jestem przerażona – zupełnie nie przypominam siebie. Co więcej, nadal nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Nie uważam, aby instagramowy filtr dodał mojej twarzy uroku.

Co jest ze mną nie tak? Dlaczego porównujemy się z innymi?

Często słyszę, że każdy z nas jest inny i właśnie to czyni nas wyjątkowymi. Potrzebujemy różnorodności, bo właśnie dzięki niej możemy uważać się za naprawdę pięknych. Łatwo jest mówić o samoakceptacji, ale zdecydowanie ciężej uwierzyć we własną doskonałość. Domyślam się, że nie jestem jedyną osobą, która ma problemy z samooceną czy dostrzeżeniem piękna w sobie. Młodym dziewczynom szczególnie trudno polubić swoje ciało. Do tego często porównują się z innymi. Jestem jedną z tych osób, dlatego z pełną odpowiedzialnością mogę przyznać, że tego typu zachowanie nie wpływa dobrze na psychikę. Postanowiłam zasięgnąć opinii ekspertki.

Dlaczego porównujemy się z innymi? Anna Czarnecka – psychoterapeutka i współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii Inner Garden w Warszawie tłumaczy, że zachowujemy się w ten sposób, jeżeli mamy niestabilną samooceną i zachwiane poczucie własnej wartości. Gdy towarzyszy nam nieustannie lęk przed byciem kimś gorszym, niedostatecznie dobrym, natomiast w konsekwencji ośmieszeniem odrzuceniem czy wykluczeniem ze strony innych. Jeśli obszarem naszego poczucia wadliwości jest wygląd, będziemy przyglądać się innym kobietom pod kątem ich atrakcyjności fizycznej. Jeśli kariera będziemy wyławiać z otoczenia ludzi, którzy osiągają zawodowe sukcesy, jak i takich, których z ulgą możemy zaklasyfikować jako „życiowych nieudaczników” – wyjaśnia ekspertka. Aby lepiej unaocznić problem, Anna Czarnecka zwraca uwagę na Wewnętrznego Krytyka. Zaczynamy myśleć, że jesteśmy nudni i mamy beznadziejne życie. Chcąc ratować się przed tym osądem i ocalić resztki poczucia własnej wartości czy godności, w naszej głowie pojawia się Wewnętrzny Porównywacz. Bada on na ile rzeczywiście tak jest, jak twierdzi Krytyk. W tym celu przyjmuje to konkretne kryterium wyszukiwania, wpisując go w nasz umysł niczym hasło w oknie wyszukiwarki internetowej. Skrupulatnie przeszukuje otoczenie, sprawdzając wszystko pod tym kątem. Gdy znajduje kogoś, kogo może zaklasyfikować jako gorszego oznacza to chwilę ulgi. 1:0 dla nas, przez chwilę triumfujemy nad podłym Wewnętrznym Krytykiem. Jak mówi Anna Czarnecka, wygrana sprawia, że czujemy się (po prostu) fajniejsi, mamy lepszy humor. Warto jednak pamiętać, że każdy medal ma dwie strony. Wewnętrzy Porównywacz może zestawić nas z osobą, która wypadnie lepiej w naszym własnym rankingu. Oto spadamy z piedestału. Przegrywamy. 1:0 dla Wewnętrznego Krytyka, który patrzy na nas drwiąco. Nie potrafimy już myśleć o sobie inaczej – jesteśmy beznadziejne.

Psychoterapeutka zauważa, że porównywanie się z innymi nie podniesie naszej samooceny na stałe. Tworząc tego typu zestawienia w głowie, zawsze wypadamy lepiej lub gorzej od osób, obok których się stawiamy. Niezwykle istotny jest natomiast fakt, że w takiej hierarchii nie możemy być po prostu sobą.

Grajmy w otwarte karty. Porównując się, my – kobiety zazwyczaj uważamy się za gorsze od innych. Wydaje nam się, że jesteśmy głupsze, brzydsze albo gorzej zorganizowane. Dlaczego jesteśmy łaskawe dla innych, a nie dla siebie? Niestety, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Jednak Anna Czarnecka wyjaśnia, że kobiety mają do tego naturalną skłonność. Często porównujemy się z innymi, jeśli do takich metod uciekali się w przeszłości nasi rodzice.Wskazywali na inne dzieci jako grzeczniejsze, lepiej uczące się i zorganizowane albo schludniej ubrane, aby zmotywować nas do zmiany zachowania zgodnie z ich oczekiwaniami. To nie wszystko! Wpływ na porównywanie siebie z innymi ma również presja, którą czujemy ze strony społeczeństwa. Kobiety od wieków są oceniane. Dotyczy to zarówno ich wyglądu, jak i charakteru. Niestety zdarza się tak, że kobiety dążą do ideału nie dla własnej satysfakcji, ale by zaspokoić oczekiwania innych ludzi, na przykład partnera. Media również promują odrealniony obraz kobiecego ciała, co nie pomaga w zwiększeniu poczucia własnej wartości. Bez wątpienia żyjemy w kulturze bardzo wysokich, wręcz nierealistycznych standardów. Dotyczą one każdej sfery życia. Gdy kobieta porównuje się do tego, co widzi w reklamach lub w mediach społecznościowych (mowa głównie o Instagramie), co ogląda na zdjęciach czy czyta w artykułach dotyczących kariery albo wychowywania dzieci, jej samoocena będzie nieustająco wystawiana na próbę. Jeśli już w punkcie wyjścia była niska, wzmocni się jej przekonanie o niepełnowartościowości i porażce – przekonuje Anna Czarnecka. Niestety, kobietom łatwiej jest skrytykować własny wygląd, niż uświadomić sobie, że obrazy, które atakują je z każdej strony, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nie ma bowiem ludzi idealnych. Z kolei życie żadnej z nas nie może być idealne. Kobiety z pewnością pracują obecnie więcej i zajmują wyższe stanowiska niż jeszcze kilkanaście lat temu. To jest oczywiście wspaniałą wiadomością zapewne efektem wciąż toczonej, ważnej walki o równouprawnienie. Jednocześnie to wciąż kobiety zachodzą w ciążę, rodzą dzieci i tradycyjnie wciąż sprawują główną opiekę nad nimi, zwłaszcza przez pierwszy okres ich życia. Jesteśmy więc poważnie przeciążone ilością zadań do wypełnienia, wyzwaniami do sprostania. A świat zdaje się wciąż nienasycony, patrząc wyczekująco w naszą stronę, generuje kolejne.

Jak pokochać siebie?

Oczywiście można pracować nad zwiększeniem poczucia własnej wartości. Każda z nas powinna się jednak przygotować na to, że droga do samoakceptacji czy podniesienia samooceny jest dość kręta i wyboista. Od czego zacząć? Niektórym może się to wydać głupie, ale znam jedno – bardzo proste ćwiczenie. Stańcie przed lustrem i popatrzcie na siebie. Zacznijcie (na głos!) wymieniać rzeczy, które w sobie lubicie, na przykład oczy, pupa i włosy. Powtórzcie kilka razy, że jesteście piękne. Pomyślcie o swoich ostatnich sukcesach. Nie myślcie o innych ludziach – ten moment należy tylko i wyłącznie do was. Dzięki temu naprawdę możecie poczuć się lepiej. Tego Wam (a także sobie) życzę.

Anna Czarnecka - Psychoterapeuta, coach. Pracuje w nurcie integracyjnej psychoterapii doświadczeniowej, głównie w oparciu o Terapię Schematów, Terapię Skoncentrowaną na Emocjach L. Greenberga (EFT), Gestalt i Focusing. Jest także terapeutą EMDR. Współtwórczyni Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie. Należy do Polskiego Towarzystwa Integracyjnej Psychoterapii Doświadczeniowej i Edukacji Społecznej Stowarzyszenie INTRA oraz The International Society of Schema Therapy (ISST).