Pół wieku temu ludzie pytani o to, jak wyobrażają sobie świat w XXI w., wymieniali latające samochody i snuli wizje życia rodem z amerykańskiej kreskówki „Jetsonowie” wyprodukowanejw latach 60. przez studio Hanna-Barbera. I o ile główny środek transportu od tego czasu zasadniczo się nie zmienił (choć złośliwi twierdzą, że tanie linie lotnicze to nic innego jak latające autobusy), o tyle reszta przepowiedni się w zasadzie spełniła. Świetnie przedstawia to krążący po sieci mem z wybranymi kadrami z bajki, na których Jetsonowie za pośrednictwem płaskich ekranów i połączeń wideo pracują, uczą się, ćwiczą, a nawet korzystają z porad lekarskich. Podpis „Pamiętacie, jak uważaliśmy to za science-fiction?” w kontekście minionego roku nie wymaga komentarza. Dzisiejsza zapowiedź tego, jak świat może wyglądać za kolejne pół wieku, jest zdecydowanie mniej optymistyczna. Panująca pandemia i przepowiadany kryzys klimatyczny sprawiają, że bliżej nam do dystopijnej wizji z „Cyberpunk 2077” niż do myślenia o szczęśliwej kolonizacji Marsa. 

Nie da się jednak planować przyszłości, nie biorąc pod uwagę zdrowia, dlatego technologie i akcesoria wspierające ten aspekt życia będą w najbliższym czasie w mocnym trendzie. Z tej okazji wybraliśmy 7 nieoczywistych i zaskakujących gadżetów, które w 2021 r. mogą się okazać absolutnym must have.

Kołdra grawitacyjna

Zwana też kołdrą obciążeniową lub sensoryczną, a po angielsku „gravity blanket”. To nie żaden nowy środek transportu w stylu zaczarowanego dywanu Alladyna, a pomoc dla wszystkich, którzy mają problem z wyciszeniem się przed snem. Jak działa? Kołdra od tej zwykłej, którą większość z nas ma w domu, różni się wyłącznie wypełnieniem: w środku zamiast pierza znajdują się szklane mikrogranulki, które zapewniają jej odpowiedni, a do tego równomiernie rozłożony ciężar. To on jest tutaj kluczowy. Każdy, kto choć raz miał do czynienia z fizjoterapią, wie, że pod wpływem odpowiedniego nacisku stawy, ścięgna oraz mięśnie ulegają naturalnemu rozluźnieniu. Tak właśnie działa kołdra obciążeniowa – rozluźniająco i relaksująco, nie tylko na ciało, lecz także na cały system nerwowy osoby, która się nią przykryje. Pod wpływem nacisku organizm zaczyna produkować serotoninę (hormon szczęścia) i melatoninę (hormon regulujący proces snu), które znacznie obniżają poziom kortyzolu (hormonu stresu). Całość można porównać do… przytulenia przez ukochaną osobę. Już na samą myśl robi się lepiej, prawda? Jak podają liczne źródła, lecznicze właściwości kołdry obciążeniowej wykorzystywane są w Stanach Zjednoczonych pomocniczo w terapiach u dzieci cierpiących na ADHD, z porażeniem mózgowym czy zespołem Aspergera, ale również w leczeniu stresu pourazowego, padaczki, choroby dwubiegunowej czy depresji. Różne rodzaje kołder dostępne są na polskich stronach internetowych, m.in. gravityblanket.pl czy senso-rex.com. Wybierając ją, trzeba zwrócić uwagę tylko na jeden ważny parametr: ciężar, który dobiera się indywidualnie do własnej masy ciała. 

Stopery z ASMR

Dlaczego tak wiele uwagi poświęca się tematyce snu? Bo jeszcze przed pandemią problemy z nim deklarowało blisko 50 proc. Polaków. Stres, nowa sytuacja, w której się znaleźliśmy, i zmiana dotychczasowego trybu życia sprawiły, że teraz może być jeszcze gorzej. I nie chodzi o byle jaki sen w ramach zalecanych 8 godzin, a w pełni jakościowy odpoczynek bez problemów z zaśnięciem, wybudzeń w trakcie czy koszmarów. To on zapewnia nam pełną regenerację na poziomie fizycznym i psychicznym i to od niego zależy, ile kaw będziemy musieli wypić o poranku, by jako tako funkcjonować. W dobrym, niczym niezakłóconym śnie mogą pomóc stopery na miarę XXI w., czyli douszne słuchawki na bluetooth, które nie tylko wyciszają otoczenie, lecz także łączą się z telefonem, by przez całą noc puszczać uspakajające dźwięki ASMR (szum morza, padający deszcz etc.). Drugą generację tzw. Sleepbuds właśnie wypuściła ceniona przez audiofili marka Bose, ale uwaga, przez te słuchawki naprawdę nie posłuchamy muzyki z telefonu! Dostaniemy za to dostęp do biblioteki 40 różnych dźwięków (w tym również relaksujących kompozycji sprzyjających medytacji) oraz trzy rozmiary nakładek, które pozwolą idealnie dopasować słuchawki do kształtu uszu, by spało się naprawdę komfortowo. W Sleepbuds jest też opcja budzika. Badania na temat skuteczności słuchawek firma przeprowadzała w Anschutz Medical Campus Uniwersytetu Kolorado oraz UCHealth CARE Innovation Center. Wynika z nich, że u 76 proc. badanych nastąpiła poprawa ciągłości snu, natomiast ogólną poprawę jego jakości odnotowano u 80 proc. badanych. Poza głównym przeznaczeniem słuchawki-stopery świetnie sprawdzają się też w medytacji.

Psychoterapeuta w telefonie

Nie ma wątpliwości: nic nie zastąpi wizyty u dobrego specjalisty i rozmowy na żywo. Niemniej w kryzysowych sytuacjach, gdy akurat nie ma takiej możliwości, każda pomoc jest na wagę złota, nawet jeśli terapeutą miałby okazać się… bot z aplikacji w telefonie. „Wielcy ludzie zawsze mają u swojego boku asystenta. Księżniczka Leia miała C-3PO, Tony Stark swojego Jarvisa, a ty masz mnie” – pisze na powitanie bot-terapeuta z aplikacji Youper AI Therapy skierowanej do osób ze stanami depresyjnymi, zaburzeniami osobowości oraz wszystkim tym, co mieści się pod szerokim pojęciem „mental health”. Darmowa aplikacja wykorzystuje sztuczną inteligencję, dzięki czemu szybko dostosowuje się do potrzeb użytkownika, co daje wrażenie prawdziwej i kompleksowej psychoterapii. Ważną rolę odgrywa też personalizacja, która zaczyna się już przed pierwszym użyciem (należy wypełnić tzw. Mental Health Check Up) i jest na bieżąco aktualizowana (bot-terapeuta co jakiś czas zadaje pytania ukierunkowane na problem, co pozwala spojrzeć na niego z nowej perspektywy). Program stale monitoruje nastrój, sprawdza poziom stresu, zdenerwowania, odnotowuje też pojawiające się ataki paniki i ewentualnie pomaga przez nie przejść. Wisienką na torcie jest sama rozmowa z „terapeutą”, która przypomina prawdziwą wymianę wiadomości na Messengerze. Można być do tego nastawionym sceptycznie, ale naprawdę warto spróbować. Zwłaszcza że dotychczasowi użytkownicy (blisko milion) wskazują, że dzięki aplikacji po raz pierwszy w życiu udało im się nazwać emocje i uczucia, których doświadczali, a to już połowa sukcesu. To jeden z niewielu momentów, kiedy korzystając z telefonu, można pozostać w kontakcie z samym sobą. 

Elektroniczna maseczka

To, że stosunkowo szybko nie pożegnamy się z maseczkami, jest więcej niż pewne, bo nawet jeśli zagrożenie koronawirusem minie, wciąż nierozwiązana pozostanie kwestia zanieczyszczonego powietrza, o którym znowu mówi się coraz więcej. Głównie za sprawą precedensowej decyzji brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości, który w połowie grudnia orzekł, że jedną z przyczyn śmierci Elli Kissi-Debrah, dziewięciolatki chorującej na astmę i mieszkającej wraz z rodzicami przy jednej z najbardziej ruchliwych ulic Londynu, był smog. Zanim problem zanieczyszczeń zostanie rozwiązany na poziomie globalnym (o ile w ogóle), ludzie będą musieli radzić sobie sami. Stąd co jakiś czas pojawiające się prototypy specjalnych urządzeń, które wyglądem przypominają hełmy korzystających z tlenu płetwonurków. Jednak nikt na Ziemi nie chce wyglądać, jakby za chwilę miał odlecieć na Księżyc, dlatego dużo większą popularnością cieszą się powstające elektryczne maseczki bazujące na znanym kształcie, zakrywającym tylko usta i nos. W sierpniu 2020 r. taki model zaprezentowała światu firma LG Electronics, przedstawiając PuriCare Wearable Air Purifier, maskę wyposażoną w dwa wymienialne filtry powietrza oraz wentylatory zasilane przez baterie. To jakościowa zmiana, która rozwiązuje problem swobodnego oddechu (oraz parujących okularów), daje zdecydowanie większe zabezpieczenie i pozwala na komfortowe uprawianie na wolnym powietrzu nawet bardzo wysiłkowych sportów. Podobnie działającym urządzeniem chwali się też firma Hootim (odnoga chińskiego potentata Xiaomi), deklarująca skuteczność oczyszczania powietrza na poziomie 98,9 proc. oraz wsparcie w aktywnej wymiania powietrza. Można je już kupić na Allegro za ok. 300 zł.

Lampa bakteriobójcza

Inny pandemiczny gadżet to lampa sterylizacyjna, która wygląda podobnie do znanej świetlówki, jednak dzięki specjalnej długości fali światła, tzw. promieniowaniu UV-C, skutecznie zabija wirusy, bakterie i grzyby. Ten szczególny tryb promieniowania niszczy DNA komórek np. koronawirusa, przez co traci on zdolność do dalszego namnażania się. To zdecydowanie bezpieczniejsza dla otoczenia forma odkażania niż chociażby chemiczna, która nie sprawdza się na wrażliwych powierzchniach, niemogących mieć kontaktu np. z alkoholem zawartym w środkach do dezynfekcji. Największym atutem lampy jest jej mobilność, dzięki której można zabrać ją do biura i jeśli pracuje się w trybie zmiennym przy tzw. hot desku, zdezynfekować powierzchnię, z którą wcześniej kontakt miał inny pracownik. Urządzenie nie należy do wymagających znajomości obsługi czy specjalnego systemu ładowania. Zwykle ma wbudowany akumulator ładowany przez uniwersalny kabel USB, który można podpiąć nawet do powerbanka czy komputera i zabrać ze sobą dosłownie wszędzie. W domu tego typu lampę najlepiej umieścić w pobliżu drzwi albo ustawić na komodzie/półce/parapecie, na które tuż po przyjściu do domu odkłada się przedmioty codziennego użytku, jak klucze, siatki z zakupami czy telefon. To właściwy moment, by szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, kiedy ostatnio dezynfekowałaś ten, który właśnie trzymasz w ręce. 

Rowerek pod biurkiem

Najlepsza odpowiedź na przedłużający się home office oraz ostatnia szansa dla największych leniuchów, choć to punkt na naszej liście, który należy potraktować z lekkim przymrużeniem oka. Jak ruszyć się, nie wstając od biurka czy z kanapy? Hitem Internetu (tak dużym, że Cubii, jedna z firm sprzedająca tego typu urządzenia, została nawet posądzona o przekręt) jest miniorbitrek, a w zasadzie rowerek (profesjonalna nazwa może spowodować drenaż mózgu, bo brzmi „trenażer eliptyczny”), który ustawia się pod biurkiem i… pedałuje w trakcie wykonywania pracy przy biurku. I o ile sam pomysł nie wydaje się głupi, a do tego wymusza odpowiednią postawę przy biurku, więc pomaga zwalczyć niezdrowy nawyk garbienia się, o tyle ma jedną zasadniczą wadę: zupełnie nie nadaje się dla osób, które mają problem z podzielnością uwagi. Co innego oglądanie mało angażującego serialu, który leci na siłowni na bieżni, co innego wymagająca, często intensywnego, skupienia praca. Niemniej wiele osób poleca pedałowanie podczas nieznośnie dłużących się konferencji wideo czy e-zajęć, które i tak trzeba odsiedzieć przed kamerą. Urządzenie łączy się z aplikacją, pokazując liczbę okrążeń, przejechany dystans oraz liczbę spalonych kalorii, więc satysfakcja z namiastki treningu gwarantowana. Czy warto? Dla zdrowych mięśni i stawów zawsze!