Przygotowujesz premierę spektaklu na podstawie tekstu „Raj. Potop”, czyli pierwszej części „Trylogii Klimatycznej” Thomasa Köcka. Dlaczego akurat ten tekst?

Moją uwagę zwróciło przede wszystkim oryginalne podejście autora do zagadnienia kryzysu klimatycznego. Perspektywa Köcka jest totalna, bardzo pojemna. Köck nie stawia tez, raczej łączy wątki i szuka połączeń między mechanizmami, których konsekwencji obecnie doświadczamy. Mówię na przykład o przepływie globalnego kapitału, o neokolonializmie i pracy niewolniczej, czy o zagładzie różnorodności biologicznej. Cała „Trylogia” to szukanie wspólnego mianownika dla tych wątków. Köck patrzy na problem kompleksowo, nie jest publicystą. Przy lekturze „Raju. Potopu” przypomniała mi się teoria trzech ekologii francuskiego filozofa Félixa Guattariego, który twierdzi, że ekologia środowiskowa, społeczna i mentalna są ze sobą sprzężone. W naszym codziennym życiu, niejako skażonym kapitalizmem, potrzebujemy równowagi między nimi. W „Raju. Potopie” zainteresował mnie też ludzki wymiar katastrofy. Katastrofę klimatyczną rozumiem jako konsekwencję działań nieopanowanego, ludzkiego ego. Katastrofa jest w nas. I właśnie to chciałbym najbardziej podkreślić w spektaklu.

Powiedziałeś o totalnej perspektywie Köcka i wielu wątkach, które porusza. Köck skacze po czasach i regionach świata. Dla mnie to jest przerażające, bo pokazuje, że machina ruszyła dawno temu i nie ma ratunku.

Zastanawiam się, gdzie w tej jego opowieści upatrywać nadziei. Trudno ją znaleźć. „Raj. Potop” to pesymistyczna historia ludzi wiecznie walczących o przetrwanie, niemogących wydostać się z kleszczy kapitalizmu. Ta transhistoryczność u Köcka jest bardzo ważna. To strategia polegająca na odsłanianiu mechanizmów historycznych, ale bez zatracenia jednostkowej perspektywy. Jak u Szekspira.

W jednym z wątków baroni przemysłu kauczukowego spotykają gościa, który chce stawiać operę w dżungli. Dla mnie tym spotkaniem Köck rozprawia się z opozycją biznes – sztuka, w której biznes jest zawsze zły, bo wynika z chciwości, a sztuka jest dobra, bo stoją za nią szlachetne intencje. Nie tutaj, bo nie ma niczego szlachetnego w stawianiu opery w dżungli. Zgadzasz się?

Jest dokładnie tak, jak mówisz. Ten wątek zresztą jeszcze mocniej wybrzmiewa w filmie Wernera Herzoga „Fitzcarraldo”. To historia biznesmena, który za wszelką cenę chce wybudować operę w środku Amazonii. Czy jest coś bardziej mieszczańskiego niż opera? Chęć umieszczenia symbolu europejskiej kultury w czymś naturalnym i pierwotnym pokazuje, że ludzkie ego naprawdę nie zna granic.


Grzegorz Jaremko, fot. Ewa Szatybełko

Czym jest raj z tytułu „Raj. Potop”?

To raj, który okazuje się piekłem. Jak raj podatkowy. To miejsce tak idylliczne jak amazoński las, które przestaje być rajem, gdy wkracza do niego biznes. Biznes wyciśnie z niego ostatnie soki, a potem znajdzie sobie nowy raj gdzie indziej, na przykład w Chinach…

A jak rozumieć potop?

Jako potop śmieci, potop nadprodukcji, potop pojęć, potop słów. Codziennie zalewają nas potopy treści, toniemy w paskach informacyjnych i fake newsach. Trudno funkcjonować w tak intensywnym obiegu informacji. To wszystko zagraża naszemu zdrowiu psychicznemu.

Tekst Thomasa Köcka jest łatwy do przełożenia na scenę?

To bardzo zróżnicowany materiał. Są w nim bardziej klasyczne sceny, rozpisane na konkretnych bohaterów, ale też fragmenty poetyckie, intrygująco zestawione z językiem ekonomii i dyskursu naukowego. Taka otwarta forma jest wdzięczna do pracy, bo można z nią wiele zrobić, przewiercić na różne sposoby.

Nie jesteś już debiutantem, ale wciąż na początku drogi, dopiero się rozkręcasz. Teatr zaangażowany społecznie to kierunek, który obierzesz?

Nie powiedziałbym o sobie, że jestem twórcą, który uprawia teatr społeczny, że to, o czym robię spektakle, jest rodzajem manifestu. Nie chciałbym silić się na jakiś dydaktyzm. Uprawiam raczej teatr refleksyjny, który, mam nadzieję, rezonuje, a w przypadku „Raju. Potopu” skłoni do refleksji o nas samych, co może przełożyć się później na konkretne działanie.

Mówiąc „teatr zaangażowany społecznie”, nie miałam na myśli moralizowania, chodziło mi raczej o wyższą wrażliwość na bieżące problemy.

Wrażliwość jak najbardziej. Mam wrażenie, że akurat w tym spektaklu dotykamy czegoś, co jest powszechnie ważne. Kryzys klimatyczny naprawdę dotyczy nas wszystkich.

To jest ta myśl, z którą publiczność powinna wyjść z Twojego spektaklu? Gdybyś miał wybrać jedną, to co by to było?

Chciałbym, że widzowie wyszli z teatru ze świadomością, że od kryzysu nie ma już ucieczki, że nie można go dłużej wypierać, że trzeba działać. Co jako jednostki możemy zrobić? Gdzie możemy się realnie przydać?

Kryzys klimatyczny to temat, który jest dla Ciebie ważny, tak na co dzień, nie tylko w kontekście spektaklu?

Na pewno. Tylko od nas zależy, czy przyjmiemy postawę polegającą na zaprzeczeniu i wyparciu, czy zmobilizujemy się do działania, jak to robi na przykład Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Wierzę, że każdy ma wpływ na rzeczywistość, w której funkcjonuje. Zastanawiam się często nad tym, co sam mogę zrobić, żeby nie dokładać do katastrofy.

 

Premiera spektaklu „Raj. Potop” w reżyserii Grzegorza Jaremki odbędzie się 29 maja 2021 r. w STUDIO Teatrgalerii w Warszawie. Więcej informacji na www.teatrstudio.pl.