Niedawne orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące zaostrzenia prawa antyaborcyjnego w Polsce spowodowało, że na ulice wyszły setki tysięcy ludzi. Polaków, a przede wszystkim Polki – bo to w nie najmocniej uderza reakcja TK na wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości, Kukiz’15, PSL i Konfederacji – rozwścieczył nie tylko fakt, że rządzący poruszyli tak drażliwy temat w tak drażliwym momencie jak środek pandemii koronawirusa, ale także to, że po raz kolejny władza użyła do swoich celów organu, który powinien być niezależny, a od kilku lat nie jest. W walkę o wolne sądownictwo w Polsce zaangażowała się adwokatka Sylwia Gregorczyk-Abram, jedna z pomysłodawczyń projektu „Wolne Sądy”. - Praworządność nie jest wartością abstrakcyjną, ona dotyczy każdego. Może się wydawać, że tzw. procesy polityczne dotyczą znanych osób o ważnych stanowiskach albo, że trzeba mieć pecha i wjechać w jadącą kolumnę rządową. Ale to nieprawda. Niezależne sądy są potrzebne każdemu, niezależnie od wieku, zawodu, koloru skóry czy miejsca urodzenia – tłumaczy Sylwia. Zanim zaczęła współpracę z organizacjami oraz inicjatywami społecznymi podejmującymi próby przeprowadzenia zmian systemowych, czego ukoronowaniem był tytuł Prawnika Pro Bono 2016, realizowała się, pracując w korporacji. Momentem przełomowym w jej karierze było zostanie mamą. - Zrozumiałam, że powinnam zrobić wszystko, aby mojemu synowi zostawić lepszy świat. To może brzmi jak tani tekst, którego często używają w kampaniach politycy, ale tak było w moim przypadku. Zaraz po urodzeniu dziecka i powrocie do pracy dostała możliwość współpracy z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę, gdzie zaczęła pomagać rodzinom w bardzo trudnej sytuacji, czyli borykającym się z przemocą czy nadużyciami na tle seksualnym. - To była prawdziwa lekcja tego, w jaki sposób prowadzić sprawy dotyczące szczególnie wrażliwych klientów. Zresztą takimi zajmuję się do dziś.

Sylwia Gregorczyk-Abram (fot. Jerzy Pinkas)

Sylwia Gregorczyk-Abram: Niezależne sądy są potrzebne każdemu, niezależnie od wieku, zawodu, koloru skóry czy miejsca urodzenia

Sylwia Gregorczyk-Abram przyznaje, że zawsze była osobą zaangażowaną społecznie. W liceum jej aktywność skupiała się na działaniach lokalnych czy pracy na rzecz społeczności szkolnej. Dzisiaj sama występuje w roli edukatora. - Studia prawnicze otworzyły przede mną nowe możliwości, a swoje zaangażowanie z tamtego okresu wykorzystuję także dziś, kiedy rozmawiam ze studentami czy uczniami szkół średnich i podstawowych podczas lekcji o prawach człowieka, praworządności czy Konstytucji. Uważam, że trudno byłoby mi trafić z przekazem do młodych, jeśli nie miałabym własnych doświadczeń z czasów szkolnych czy studenckich – mówi.W młodych ludziach, zwłaszcza tych zaangażowanych społecznie, protestujących na ulicach, Sylwia pokłada ogromne nadzieje. Jej zdaniem zdecydowanie doszło do przebudzenia pewnych grup, które wcześniej deklarowały, że to, co dzieje się na polskiej scenie politycznej ich nie dotyczy. - Ostatnio przygotowywałam młodych aktywistów klimatycznych do strajku, potem byłam z nimi na proteście. Widząc, jak z pełną odpowiedzialnością i świadomością tego co chcą powiedzieć siadają na ulicy i dają się wynieść czterem policjantom, byłam autentycznie poruszona ich odwagą i determinacją. Widać, że młodzi ludzie chcą zabierać głos w życiu społecznym. Bez nich o żadnej zmianie na lepsze nie ma mowy.Pytam Sylwię, czy jest patriotką. Odpowiada bez zastanowienia „tak” i dodaje, że z przykrością patrzy na to, jak pojęcie patriotyzmu, miłość do ojczyzny i dumę z bycia Polką czy Polakiem zawłaszczone zostały przez ruchy narodowe. - O byciu patriotą nie świadczy odpalanie rac na ulicach 11 listopada, bieganie po ulicach z opaską Polski Walczącej 1 sierpnia albo noszenie koszulek z napisem „Bóg Honor Ojczyzna” i wznoszenie patetycznych haseł. Dla mnie patriotyzm to zaangażowanie na poczet wspólnego dobra, budowanie wspólnoty i ciężka praca na rzecz lepszej kondycji państwa. To może robić każdy, nawet na małą skalę, czy poprzez zaangażowanie na rzecz szkoły, wspólnoty mieszkaniowej, lokalnego schroniska. Ja oczywiście wykorzystuje do tego swój zawód i mam duże szczęście, że mogę to robić .

Julia z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego: Walka o klimat coraz szybciej przestaje być dla nas młodych czymś wyróżniającym jednostkę, a staje się czymś powszechnym, wręcz codziennością

Do młodych ludzi walczących o prawdziwą lepszą zmianę dla siebie, swoich rówieśników oraz przyszłych pokoleń należą moje kolejne rozmówczynie, czyli Gosia, Maja i Julia z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. To ruch społeczny będący częścią globalnej inicjatywy Fridays for Future zapoczątkowanej w sierpniu 2018 r. przez najsłynniejszą na świecie nastoletnią aktywistkę Gretę Thunberg. Jednym z postulatów MSK jest oficjalne uznanie przez polski rząd katastrofy klimatycznej poprzez ogłoszenie stanu kryzysu klimatycznego. Dla MSK kwestia ta nie może być przedmiotem ideologicznych sporów i w obliczu katastrofy należy mówić wspólnym głosem, ponad podziałami. Niestety, rządzący pozostają na te żądania głusi. Prezydent Andrzej Duda zasłynął stwierdzeniem, że „świat prędzej czy później się skończy”, a na jego wiecach podczas kampanii prezydenckiej latem 2020 r. zamiast obietnic poprawy polityki klimatycznej dochodziło do skandalicznych incydentów z udziałem aktywistów Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, którzy byli bici, opluwani i wyzywani przez najwierniejszy elektorat kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Dopytuję więc dziewczyny z MSK, jak realnie wygląda współpraca z rządzącymi w kwestii walki ze zmianami klimatu. - Patrząc na ostatnie wydarzenia i poczynania rządzących, moim zdaniem o żadnej współpracy nie ma mowy. Oprócz zmanipulowanego materiału na temat zmian klimatu wypuszczonego w tym roku i mówiącego, że zmiana klimatu będzie miała w większości pozytywne skutki (taki materiał ukazał się na e-learningowej platformie Ministerstwa Edukacji Narodowej – przyp.red.), politycy obchodzą ten temat szerokim łukiem i unikają rozmów. Najbardziej przykre jest to, że mimo powagi sytuacji rząd nie reaguje na nasze prośby i postulaty oraz zalewa opinię publiczną tematami pobocznymi, zamiast działać na rzecz tego, co jest naprawdę ważne – mówi Maja. Jak przyznaje, zaangażowanie w sprawy klimatyczne zawdzięcza swojemu wychowawcy, który uświadamiał ją oraz jej rówieśników z klasy o zachodzących w środowisku zmianach, a także zabrał na pierwszy strajk klimatyczny. - Polska historycznie jest 10. największym emitentem CO2 na świecie. Kiedy to inne państwa deklarują i podejmują solidne kroki do osiągnięcia neutralności klimatycznej, w Polsce dalej nie zmieniło się nic. Osoby rządzące naszym krajem dalej w dalszym ciągu swoją politykę na wydobywaniu węgla. Tym samym utrzymują polskie społeczeństwo w nieświadomości skali problemu. Prawda jest taka, że nasza reputacja w Europie z każdym dniem pogarsza się. Aby zapewnić bezpieczną transformację gospodarki, trzeba się za to zabrać już teraz. Konieczne jest zapewnienie ludziom środków i czasu na przekształcenie swoich zawodów oraz dopasowanie się do nowych norm – tłumaczy Julia. Ona sama, od kiedy pamięta, była bardzo wrażliwa na punkcie niesprawiedliwości, krzywd lub tragedii. Jak przyznaje, w problem kryzysu klimatycznego zagłębiła się stosunkowo późno, a szkoła nie zapewniła jej wystarczającej edukacji.

Gosia, aktywistka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego (fot. archiwum prywatne)

A jak jest ze świadomością nasilających się skutków zmian klimatu wśród Polaków? Zarówno Julia, jak i Gosia zauważają ogromny wzrost zainteresowania przyszłością naszej planety jeśli chodzi o nastoletnich obywateli. - Coraz więcej osób przychodzi na strajki, angażuje się w kampanie internetowe i podejmuje dyskusję o zmianach klimatycznych. Po tym jak MSK pokazało, że głos ludzi młodych jest istotny i ma siłę przebicia, ludzie otworzyli się na aktywizm mówi Julia. - Walka o klimat coraz szybciej przestaje być dla nas młodych czymś wyróżniającym jednostkę, a staje się czymś powszechnym, wręcz codziennością – dodaje. Gosia potrzebę walczenia o ochronę środowiska nazywa obywatelskim obowiązkiem. - Tu nie chodzi o zrzucanie odpowiedzialności za ocieplenie klimatu i jego skutków na nas, tylko właśnie o świadomość o tym co się dzieje, kto jest za to odpowiedzialny i jakie można podjąć w związku z tym działania– przekonuje. Pytam ją, jak możemy pomóc samym sobie, na co dzień, by żyć w kraju, który zdaje sobie sprawę z sytuacji na świecie, czyli jakie, z pozoru drobne, działania będą skuteczne. - Z własnego doświadczenia wiem, że dobrze jest rozmawiać i próbować zobrazować problem, z którym się w tej chwili borykamy. Warto też wspierać pomysł wprowadzenia edukacji klimatycznej do szkół, a także inicjatywy ekologiczne, klimatyczne, no i w miarę możliwości pojawiać się na naszych strajkach, zabrać ze sobą znajomych oraz rodzinę – odpowiada Gosia.

Julia, aktywistka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego (fot. archiwum prywatne)

Zuza Kołodziejczyk: Uważam, że w 2020 r. reklamowanie cukru, plastiku, produktów testowanych na zwierzętach czy innych szkodliwych dla zdrowia substancji jest po prostu słabe i krótkowzroczne

Wspomniana już 17-letnia Greta Thunberg to ogromna motywacja nie tylko dla dziewczyn z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, ale również dla Zuzy Kołodziejczyk. Poznaliśmy ją w 2013 r. dzięki popularnemu telewizyjnemu show „Top Model” – Zuza wygrała trzecią edycję programu, a dzisiaj możemy śledzić nie tylko jej poczynania w świecie modelingu. W zeszłym roku na Halloween Zuza przebrała się właśnie za Gretę, która zdecydowanie jest dla niej ikoną aktywizmu. - Podziwiam jej odwagę i poświęcenie. Jest przecież zwykła nastolatką, która dzięki swojemu zaangażowaniu sprawiła, że na ulice na całym świecie wyszły miliony młodych ludzi, a problem globalnego ocieplenia zyskał zainteresowanie mediów i polityki. To dowodzi, że nikt z nas nie jest zbyt mały, żeby zrobić różnicę. Dlatego bardzo cenię wszystkich ludzi skupiających uwagę nie na karmieniu własnego ego, a na inspirowaniu innych do zmian, by świat, w którym żyjemy, stał się lepszym miejscem do życia dla wszystkich. To samo mogłoby powiedzieć o Zuzie ponad 400 tys. śledzących ją na Instagramie osób. Tam każdego dnia dzieli się swoim niezwykle świadomym podejściem nie tylko do ekologii. Swoją zawodową ścieżkę pokierowała w taki sposób, że wypracowała sobie prawo wyboru, z jakimi markami chce współpracować i utożsamiać się, bo są bliskie jej życiowej filozofii i stylowi życia. Pytam ją, czy trudno było to osiągnąć. - Nie, powiedziałabym nawet, że bardzo łatwo – odpowiada. - Wystarczy być szczerą z samą sobą, nie myśleć tylko portfelem i pamiętać, że wizerunek ma się tylko jeden. To co robię i to co pokazuję w swoich social mediach to prawdziwa ja. Nie muszę nikogo udawać i podobać się wszystkim, a to daje ogromny komfort. Odrzucam większość propozycji reklamowych, które dostaję, bo uważam, że w 2020 r. reklamowanie cukru, plastiku, produktów testowanych na zwierzętach czy innych szkodliwych dla zdrowia substancji jest po prostu słabe i krótkowzroczne. To wszystko jest dla mnie naprawdę bardzo proste i oczywiste. Nie umiałabym dziś inaczej – podkreśla.

Zuza Kołodziejczyk (fot. instagram.com/zuzol)

Zuza przyznaje, że dorastała do swojego obecnego aktywizmu. - Im jestem starsza, tym jest mi łatwiej otwarcie mówić o tym, co uważam za bardzo ważne i potrzebne. Wiem też o świecie dużo więcej niż kiedyś i zwyczajnie się tą wiedzą dzielę. Wierzę, że to się może przydać innym – mówi Zuza. Jej postawa przyciąga do niej ludzi, którzy myślą podobnie. Tym sposobem zapracowała sobie na oddanych, zaangażowanych odbiorców, którzy opiniami w konkretnej kwestii, a często także własnymi, nawet bardzo osobistymi historiami dzielą się z Zuzą w komentarzach oraz prywatnych wiadomościach – jak wyznaje ich adresatka – niezwykle wzruszających i pokrzepiających, bo dających dowód na to, że to co robi, ma sens. A robi sporo – unika plastiku, nie je mięsa, używa ekologicznych kosmetyków w papierowych i szklanych opakowaniach, pije kranówkę w butelce z filtrem, a na zakupy chodzi z torbą wielokrotnego użytku. Ostatnio bardzo mocno zaangażowała się w protesty zapoczątkowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet, które odbywały się także w jej rodzinnym Poznaniu. Na moje pytania odpowiada na chwilę przed tym, jak weźmie transparent i pójdzie na kolejny „spacer”. - Robię to, bo nie chcę stąd wyjeżdżać w poszukiwaniu domu gdzieś w innym kraju. Jej dom jest w Polsce, którą kocha i chciałaby, żeby kiedyś to był także dom jej dzieci.

Emilia Kaczmarek z Akcja Menstruacja: Okazuje się, że w głowie mamy coś więcej niż obsada ulubionego serialu na Netfliksie

Kolejnym świetnym dowodem na to, że dzisiejsi dwudziestoparolatkowie mają swoje zdanie, nie boją się wypowiadać go głośno, a pomysły lubią szybko przemieniać w czyny, są dziewczyny z Akcja Menstruacja. Jedną z jej inicjatorek jest Emilia Kaczmarek. - Nie znoszę, kiedy ktoś narzeka, że młodzież nic nie robi – robi mnóstwo, pomaga innym na wiele sposobów, tylko mało kto traktuje ją poważnie. A potem przychodzi moment objawienia, jak podczas ostatnich protestów i okazuje się, że w głowie mamy coś więcej niż obsada ulubionego serialu na Netfliksie. Emilia oraz jej koleżanki, czyli Magdalena Demczak, Julia Kaffka i Wiktoria Szpunar, zwróciły uwagę na problem, który w mniemaniu wielu w Polsce nie istnieje – ubóstwo menstruacyjne. Ale on istnieje i niestety, zbiera swoje żniwo. Według opublikowanych na początku 2020 r. badań przeprowadzonych przez firmę Procter & Gamble wynika, że jedna na sześć uczennic opuściła kiedyś zajęcia w szkole z powodu braku dostępu do środków higienicznych. Co oznacza, że są przypadki, kiedy miesiączka może niestety prowadzić do sytuacji z tylko jednym wyjściem – podpaska albo obiad w stołówce. Fundacja Akcja Menstruacja powstała po to, aby takich krytycznych sytuacji było jak najmniej. Jej celem jest dostarczanie środków menstruacyjnych do jak największej liczby placówek, by te mogły być dostępne w szkolnych toaletach bezpłatnie dla każdej potrzebującej dziewczyny. - Akcję stworzyłyśmy półtora roku temu podczas programu rozwojowego dla młodych liderek społecznych. Celem programu było zrealizowanie dowolnego projektu społecznego. Nam zależało na wsparciu kobiet i w tej dziedzinie postanowiłyśmy działać – tłumaczy Emilia. Dlaczego wybór padł na ubóstwo menstruacyjne? - Natrafiłam na filmik na profilu Pani Miesiączki (@panimiesiaczka), który pokazywał jak kobiety w kryzysie bezdomności w Nowym Jorku radzą sobie podczas okresu. Wstrząsnęło mną to na tyle, że postanowiłam sprawdzić, czy problem ubóstwa menstruacyjnego występuje też w Polsce. Okazało się, że nikt nie zajmuje się nim na dużą skalę i jest on wciąż bardzo pomijany. To tylko upewniło nasz zespół, że warto zaangażować się w działania w tym obszarze.

Akcja Menstruacja (fot. archiwum prywatne)

Dziewczyny z Akcja Menstruacja, czyli cztery licealistki, które postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce, nie spodziewały się, że ich działania – na początku planowane jako jednorazowa zbiórka pieniędzy – rozrosną się na taką skalę. - Widzimy, jak wiele osób dostrzegło potrzebę traktowania środków menstruacyjnych tak jak papier toaletowy - obowiązkowe wyposażenie każdej łazienki – mówi Emilia. One dostarczyły podpaski i tampony do ponad 150 szkół w całym kraju. Co w tym czasie zrobił polski rząd? Obniżył podatek VAT na środki menstruacyjne z 8 do 5 proc., zamiast zapewnić stały dostęp do nich w każdej polskiej szkole. I nie ma wątpliwości, że Akcja Menstruacja dalej będzie wpędzać rząd w jedyne słuszne poczucie wstydu w temacie menstruacji, bo w tym roku szkolnym planuje dotrzeć do 500 szkół. - Cały czas powiększamy też sieć Punktów Pomocy Okresowej, czyli ogólnodostępnych szafek, z których może skorzystać każda osoba potrzebująca. W 2021 r. planujemy powrócić do przekazywania kubeczków menstruacyjnych potrzebującym, myślimy też nad podpaskami wielorazowymi – zdradza Emilia. Fundację Akcja Menstruacja można w każdej chwili wesprzeć – udostępniając post, rozwieszając plakaty, wpłacając dowolną kwotę albo po prostu dołączając do fundacji. - Każda osoba, która do nas przychodzi i chce działać, usłyszy zawsze: >>Tak, masz takie i takie umiejętności, więc znajdziemy dla ciebie zajęcie, w którym będziesz dobra/y<<Pomoc innym to nie tylko pomoc charytatywna i powinniśmy o tym pamiętać możemy działać na miliony sposobów, robiąc wokół siebie małą zmianę, która kiedyś zaprocentuje i przerodzi się w większą.

Cecylia Jakubczak z Kampanii Przeciwko Homofobii: Ludzie głośno powiedzieli, że są przeciwko homo- i transfobii władzy i kolejny raz pokazali, że politycy nie nadążają za społeczeństwem, które jest o wiele bardziej otwarte, aniżeli chce się nam wmówić

W polskich szkołach – niestety tylko wybranych – od czterech lat organizowany jest też Tęczowy Piątek, akcja mająca na celu okazanie wsparcia młodzieży LGBT. Jej inicjatorem jest Kampania Przeciwko Homofobii. W tym roku, ze względu na pandemię, Tęczowy Piątek mógł odbyć się tylko i wyłącznie wirtualnie. Jednak każde działania, nawet te online, na rzecz walki z dyskryminacją osób homoseksualnych i transpłciowych mają sens w kraju, który zajmuje niechlubne ostatnie miejsce w rankingu ILGA-Europe, mierzącym poziom równouprawnienia w oparciu o obowiązujące w danym państwie regulacje prawne.Do tego dochodzą jeszcze zatrważające statystki mówiące, że aż 70 proc. nastolatków ma myśli samobójcze i tyle samo na co dzień mierzy się z przemocą. Szczególnie trudny był ostatni rok, gdy atak na społeczność LGBT był nieodłącznym elementem kampanii prezydenckiej nakręcanym przez czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości ze wspomnianym już prezydentem Andrzejem Dudą na czele, który o społeczności LGBT zaczął mówić „ideologia”, a następnie – kiedy zaczęły cytować go zagraniczne media – pokrętnie wycofywać się ze swoich homofobicznych określeń. Wtedy kampanią społeczną „Jestem LGBT – jestem człowiekiem” także zareagowała działająca od 2001 r. KPH, której pierwszym prezesem był Robert Biedroń, europoseł, były prezydent Słupska oraz kandydat na prezydenta RP z ramienia Lewicy.Wspierała również brutalnie potraktowane przez policję osoby protestujące w obronie Margot, aresztowanej aktywistki z kolektywu Stop Bzdurom. - Ludzie głośno powiedzieli, że są przeciwko homo- i transfobii władzy i kolejny raz pokazali, że politycy nie nadążają za społeczeństwem, które jest o wiele bardziej otwarte aniżeli chce nam się wmówić – uważa Cecylia Jakubczak, managerka PR i komunikacji stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii. I podkreśla, że to właśnie dzięki ludziom, którzy chcą żyć w normalnej, tolerancyjnej rzeczywistości, KPH jest skuteczne. - W tym roku szczególnie aktywną grupą są właścicielki i właściciele lokali gastronomicznych i marek odzieżowych, którzy zaskakiwali nas swoją kreatywnością i pomysłami na zbiórki, z których dochód wspierał działalność KPH. Aktywne są również gwiazdy znane z pierwszych stron gazet, które z własnej inicjatywy dołączały i nadal dołączają do naszych akcji społecznych taki jak np. #JestemPrzeciwHomofobii. Bywa też, że ludzie wysyłają nam listy i pocztówki, w których dziękują naszemu zespołowi za to, co robimy. Nie będę ukrywać, że czytając je, nie raz nie dwa łza wzruszenia spłynęła mi po policzku – mówi Cecylia.

Kampania Przeciwko Homofobii pokazuje, że pozarządowe, niezależne organizacje są dla mniejszości, zwłaszcza tych dyskryminowanych, jedynym gwarantem sprawczości. Akcje takie jak Tęczowy Piątek mogą uświadomić młodym homoseksualnym oraz transpłciowym Polkom i Polakom, że nie są sami. Również, a może zwłaszcza w lockdownie. Badania wykazały, że dla 80 proc. nastolatków nauczanie zdalne i przebywanie w domu w znaczący sposób wpłynęły na ich psychikę, a 25 proc. bało się uczestniczyć w zajęciach online z obawy przed homofobicznymi zachowaniami. Działacze KPH mają więc pełne ręce roboty, aby doprowadzić do tego, by takich zachowań było jak najmniej. I mają już na to plan. - Kampania Przeciw Homofobii dzięki swojej ugruntowanej pozycji zarówno w Polsce, jak i Europie, planuje rozwijać się jako organizacja, które łączy ludzi wokół wspólnej idei, udostępniając im swoje zasoby, by jak najwięcej z nich mogło działać na rzecz równości. Jednocześnie będziemy kontynuować działania w obszarze rzecznictwa politycznego, prawa i edukacji. Nie zabraknie inicjatyw adresowanych do sojuszników i sojuszniczek oraz kampanii społecznych, z których tak dobrze jesteśmy znani zapowiada Cecylia Jakubczak. - A wszystko po to, by osoby LGBT mogły czuć się w Polsce bezpiecznie.