W Stanach Zjednoczonych od ponad miesiąca trwają protesty, które rozpoczęły się po tragicznej śmierci George’a Floyda – kiedyś ochroniarza w jednej z restauracji w Minneapolis, dziś natomiast symbolu walczących o swoje prawa Afroamerykanów. Warto jednak zaznaczyć, że rasizm to problem, który dotyczy nie tylko osób czarnoskórych z USA. Ofiarami dyskryminacji czy hejtu na tle rasistowskim padają również Polacy. Krąży wiele mitów dotyczących życia codziennego osób czarnoskórych, które mieszkają w kraju nad Wisłą i trwają dyskusje na temat tego, jakie zwroty obrażają osoby czarnoskóre. I co zastanawiające, bardzo dużo w tej kwestii mają do powiedzenia osoby białe.

W związku z tym postanowiłam sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda życie osób czarnoskórych w Polsce. O komentarz w tej sprawie poprosiłam: jedną z najpopularniejszych it-girl w naszym kraju, czyli Lexy Chaplin, aktywistów i właścicieli fundacji Porta – Lidię i Arinze Nwolisa oraz dziennikarkę Oliwię Bosomtwe, której teksty możecie przeczytać na portalu Noizz. Czy kiedykolwiek musieli się zmierzyć z jawną nienawiścią i dyskryminacją ze względu na swój kolor skóry? Jak kiedyś reagowali na negatywne komentarze i co się zmieniło w ostatnich latach?

Lexy Chaplin, youtuberka

„Kiedyś marzyłam o bladej cerze i blond włosach. Jednak teraz nie zmieniłabym swojego wyglądu. Kocham i akceptuję siebie w pełni”

Część z was na pewno obserwuje profile Lexy na Instagramie i TikToku, a także subskrybuje jej kanał na platformie YouTube. Ma bardzo zaangażowane grono odbiorców. Jak sama przyznaje, obserwuje ją wiele ciepłych, miłych i wspierających osób. Jednak pod niektórymi postami na jej profilu na Instagramie czy pod filmikami pojawiają się negatywne komentarze, które dotyczą m.in. koloru skóry Lexy. Stara się nimi nie przejmować. Nieprzyjemne sytuacje sprzed lat sprawiły, że dzisiaj jest bardziej odporna, silniejsza psychicznie.

Rodzina Lexy przeprowadziła się do Polski, gdy gwiazda internetu miała 12 lat. Niestety, w gimnazjum padła ofiarą hejtu na tle rasistowskim. Wyzywano ją m.in. od „Murzynów”.

Ogromnym wsparciem dla Lexy okazała się wtedy jej mama. Tłumaczyła swojej córce, że nie warto przejmować się tego rodzaju opiniami. Youtuberka przyznaje, że teraz to ona chciałaby być oparciem dla młodszego rodzeństwa.

„Teraz doświadczam rasizmu sporadycznie. Może dlatego, że jestem rozpoznawalna? W gorszej sytuacji jest mój brat. Prawdopodobnie wynika to z tego, że jest mężczyzną, a ludzie są w stosunku do niego bardziej podejrzliwi. Jeżeli pod moimi postami czy filmikami pojawiają się negatywne komentarze dotyczące mojego koloru skóry, to je olewam. Bo kocham swój kolor skóry i nie zmieniłabym go za żadne skarby” – wyznaje Lexy.

Nieprzyjemne sytuacje wciąż się zdarzają. Lexy opowiadała o nich na Instagram Stories. Youtuberka chce wykorzystać swoje zasięgi m.in. do tego, by uświadamiać swych odbiorców w temacie dyskryminacji. Podczas naszej rozmowy podkreśliła, że jej zdaniem problem rasizmu w Polsce wynika nie z głęboko zakorzenionej nienawiści do osób czarnoskórych, lecz z niedoedukowania. Właśnie dlatego wierzy, że przypadków hejtu na tle rasistowskim w Polsce (i na całym świecie) będzie coraz mniej.

„Chciałabym też pomóc wszystkim dzieciom, które chodzą do szkoły i właśnie tam doświadczają rasizmu, a tym samym bardzo cierpią. Może im się wydawać, że są gorsze, brzydsze, że nie pasują do reszty. Ale to nie jest prawda! Wszyscy jesteśmy równi” – dodaje.

Lidia i Arinze Nwolisa, aktywiści, właściciele fundacji Porta

„Kobiety często stawały w mojej obronie i zasłaniały mnie własnym ciałem, gdy mężczyźni siedzieli bezczynnie albo nie zwracali uwagi na to, co się dzieje...”

Lidia i Arinze są małżeństwem od kilku lat. Razem ze swoimi dziećmi – Eleną, Alexem, Bianką oraz Frankiem stworzyli wyjątkową polsko-nigeryjską rodzinę. Szczęśliwe małżeństwo prowadzi fundację Porta, która m.in. pomaga mniejszościom etnicznym w walce z dyskryminacją, a także promuje ich kultury w naszym kraju. Lidia i Arinze doskonale wiedzą, czym jest rasizm. Niestety, doświadczają go na własnej skórze prawie codziennie.

„Od 17 lat słyszę krzywdzące komentarze i wyzwiska, na czele z «Murzynem» czy «czarnuchem». Mam już tego dosyć – jestem wykończony psychicznie. Jeżeli wychodzę z domu, to mogę mieć pewność, że usłyszę kilka tego rodzaju obelg albo zostanę zaatakowany na ulicy czy w restauracji” – zdradza Arinze. Co więcej, nieraz się zdarzało, że w jego obronie stawały kobiety, podczas gdy mężczyźni siedzieli bezczynnie albo nie dostrzegali problemu.

Okazuje się, że hejtu doświadczyła również Lidia. Przede wszystkim (i prawdopodobnie jest to najważniejsze) aktywistka nie mogła liczyć na wsparcie swojej rodziny przed ślubem z Arinze. Jak sama przyznaje, ból z tym związany nadal nie zniknął. Na domiar złego osoby zupełnie obce dopuszczały się względem Lidii i Arinze przemocy nie tylko słownej, ale również fizycznej.

„Pamiętam taką sytuację, gdy spacerowaliśmy jeszcze jako narzeczeni. W pewnym momencie podeszła do nas staruszka i zaczęła mnie okładać złożoną parasolką. Po chwili spytała, dlaczego nie wyszłam za «naszego»” – wspomina Lidia Nwolisa.

Lidia i Arinze przyznają, że tragiczna śmierć George’a Floyda okazała się iskrą – pewnego rodzaju motywacją do działania i walki o swoje prawa. Cała rodzina Nwolisa wzięła udział w czerwcowych manifestacjach pod ambasadą USA w Warszawie w geście solidarności z protestującymi za oceanem. Część z was na pewno widziała w sieci zdjęcie dorastającej dziewczynki z transparentem z hasłem „Stop Calling Me «Murzyn»”. Bohaterką fotografii jest Bianka – córka Lidii i Arinze, która postanowiła wyrazić swój sprzeciw wobec krzywdzących określeń oraz dyskryminacji.

Arinze Nwolisa trafnie określa rasizm jako chorobę, na którą wciąż nie ma lekarstwa. W ciągu ostatnich 17 lat doświadczył wielu bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Mało komu opowiadał o swoim cierpieniu. Jednak czara goryczy w końcu się przelała. Jak podkreśla, najwyższa pora, by ludzie zobaczyli, z czym on i jego rodzina mierzą się w zasadzie każdego dnia.

„Większość ludzi w Polsce i na świecie wie, że osoby czarnoskóre cierpią od dawna. Ale wciąż niewiele się o tym mówi. Niektórzy po prostu udają, że nie zauważają problemu, jakim jest rasizm. Wydaje mi się, że należy to wreszcie zmienić. Stąd protesty, kolorowe plakaty i antyrasistowskie hasła. One działają niczym szczepionka, bo prowadzą do dyskusji na niewygodne dla wielu osób tematy” – tłumaczy Arinze.

Lidia i Arinze są właścicielami fundacji Porta i na co dzień pomagają mniejszościom etnicznym, w tym ofiarom dyskryminacji. Organizują warsztaty w szkołach, podczas których udowadniają dzieciom, że wszyscy jesteśmy równi. A ostatnio – bo 4 lipca 2020 roku – wyjątkowe wydarzenie, a mianowicie „Streets of the World #Warsaw”. Tego dnia w Nowym Świecie Muzyki, przy ul. Nowy Świat 63, powstała wyjątkowa przestrzeń przepełniona wolnością i tolerancją, której gości połączyło m.in. zainteresowanie sztuką. Renata Plaga przeczytała swoje wiersze na tle filmu Tomasza Sikory. Akompaniował jej Buba Badjie Kuyateh. Została także zorganizowana aukcja, z której dochód będzie przeznaczony na wsparcie fundacji Porta. Śledźcie jej działalność uważnie, takich wydarzeń nie można przegapić.

Oliwia Bosomtwe, redaktorka portalu Noizz

„Dorastając w kraju, w którym bycie niebiałym jest czymś wyjątkowym, przyzwyczaiłam się, że wizualna inność jest częścią mojej złożonej tożsamości, i na różnych etapach mojego życia bliscy mi ludzie pomogli mi to zaakceptować”

Oliwia pochodzi z Nowego Sącza. Niektórym jednak trudno w to uwierzyć. Zdarza się, że osoby, które dopiero poznały dziennikarkę, pytają o jej rodziców czy pochodzenie. Oczywiście nie widzą w tym niczego niestosownego. Swoje zachowanie tłumaczą ciekawością.
Moja rozmówczyni przyznała, że nigdy nie padła ofiarą zmasowanych ataków o charakterze rasistowskim. Od czasu do czasu pojawiają się jednak niemiłe komentarze, do których zdążyła się już przyzwyczaić. Gdy ktoś nieznajomy nazywa ją „Murzynką” albo każe jej wracać do Afryki, Oliwia po prostu to ignoruje. Jeśli natomiast rasistowskie wypowiedzi padają w rozmowie albo w mediach społecznościowych, reaguje – odpowiada, a przede wszystkim edukuje swoich rozmówców. O problemach osób niebiałych, a także o stanowisku Oliwii w tej sprawie, możemy przeczytać w tekstach jej autorstwa. Dziennikarce zależy bowiem na tym, żeby artykuły, które tworzy, miały walory edukacyjne. Szczególnie gdy dotyczą bliskich jej kwestii.

Żyjemy w 2020 roku, ale wielu z nas nadal nie rozumie, dlaczego nie powinno się określać osób czarnoskórych mianem „Murzyn” czy „Murzynka”. Jak tłumaczy Oliwia Bosomtwe, nie chodzi o wpisanie tych słów na listę zakazanych. Są one po prostu nieprzyjemne i krzywdzące, bo przypominają o czasach, w których ludzie o czarnym kolorze skóry byli uważani za gorszych od białych.

„Językoznawcy stojący za Słownikiem Języka Polskiego, pogrążeni w fascynacji etymologią, tłumaczą, że słowo («Murzyn» – przyp. red.) nie jest obraźliwe, bo nie towarzyszą mu złe intencje, i przerzucają się przykładami neutralnego użycia. W praktyce starają się – razem z całym chórem internetowych «obrońców Murzyna» – przekonać mnie i innych Polaków wyglądających tak jak ja, co nas obraża, a co nie. Sam fakt, że określenia «Murzyn» broni biała większość i za wszelką cenę nie chce uznać, że sprawia nam ono przykrość, dobrze pokazuje, jakie myślenie o czarnych ono reprezentuje” – wyjaśnia Oliwia.


Jak widać, rasizm to problem, który dotyczy również osób czarnoskórych wychowujących się i mieszkających w Polsce. Powyższe historie różnią się od siebie, bo każdy z nas jest inny. To właśnie różnice sprawiają, że jesteśmy naprawdę piękni czy wyjątkowi. Ale poza tym − co bardzo ważne − wszyscy jesteśmy równi i mamy prawo do godnego życia.

Ten artykuł możesz również odsłuchać!