Czym się zajmujesz?

Zgłębianiem wiedzy na temat otaczającego nas świata. Prowadzę badania naukowe z zakresu przyrodniczego, w zasadzie interesuję się wszystkim, co jest związane z wodami, szczególnie śródlądowymi. Od kilku lat prowadzę projekty dotyczące monitoringu łódzkich dolin rzecznych. Obserwuję ptaki, gady, płazy i rośliny. Mój monitoring polega na tym, że co jakiś czas chodzę po wyznaczonych przez siebie ścieżkach, to jest mój obszar badawczy. Koordynuję teraz duży projekt monitoringu płazów na terenie Łodzi – nazwałem go „I Ogólnołódzkim Żabingiem” – poszukujemy stanowisk płazów na terenie całego miasta. To projekt z zakresu nauki obywatelskiej – obserwatorzy, którzy nie są specjalistami w danej dziedzinie, zgłaszają za pomocą formularza dane o obserwacji płazów, kijanek i skrzeku. Zbieramy informacje o występowaniu na terenie miasta rzadkich gatunków płazów, np. kumaków nizinnych czy traszek grzebieniastych, które są ujęte w drugim załączniku do Dyrektywy Siedliskowej Unii Europejskiej. Na tej podstawie stworzę potem raport, który chciałbym, aby był wyznacznikiem do planowania przestrzennego w Łodzi. Mamy tu duży kłopot z zabudowywaniem obszarów wilgotnych i wartościowych przyrodniczo. Z tego powodu często mi się zdarza zgłaszać sprawy do Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa czy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, a nawet na policję.

Co się dzieje, gdy zgłaszasz takie sprawy?

Zazwyczaj zostaje wszczynane bardzo długie postępowanie. Niektóre sprawy, które zgłaszałem trzy lata temu, nadal się toczą.

Czy w czasie postępowania budowa danego obiektu jest wstrzymywana?

Tak, deweloper nie może wtedy budować. I to już jest sukces. Częścią tego, co robię, chwalę się na Facebooku, na swojej stronie Lasem Myślący, ale większość działań zachowuję dla siebie – dla własnego bezpieczeństwa. 

Gratuluję Ci odwagi. A jakiego wsparcia potrzebowałbyś od instytucji państwowych?

W Polsce mamy poważny problem z brakiem odpowiedniej ochrony obszarów przyrodniczo cennych. Większość rezerwatów przyrody znajdujących się w Polsce nie ma uchwalonych planów ochrony; w teorii sprawowanie nad nimi pieczy to nasz obowiązek, ale w praktyce często znajdują się one na terenach prywatnych. Regionalne dyrekcje ochrony środowiska nie dają sobie rady z opieką nad rezerwatami, bo brakuje im środków, ludzi i czasu. Bez tych planów tereny rezerwatów będące w rękach prywatnych pozostają bez czynnej ochrony. Problemy są nierozpoznane, a właściciele gruntów nie zgadzają się na czynności ochronne. Przykładem może tu być rezerwat przyrody „Mechelińskie Łąki”, położony nad Zatoką Pucką. Niestety, cały zarósł trzciną, a było to jedyne miejsce w Polsce, gdzie gnieździł się biegus zmienny. Już go tam nie ma. Inny aspekt to katastrofa klimatyczna, która oddziałuje na każdy element biosfery. Tutaj istotne są działania mające na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, czyli bezpośredniej przyczyny zmian klimatu. Jeżeli temperatura podniesie się o 1,5–2,5 st. Celsjusza, to warunki występowania roślin zmienią się całkowicie. Już teraz wycofują się z naszego kraju gatunki iglaste, gdy tymczasem kilkaset lat temu w centralnej Polsce rozciągała się puszcza jodłowa. 

Rozumiem, że nie zmartwiła Cię „późna wiosna” w tym roku?

Bardzo mnie śmieszy, gdy słyszę o tej „późnej wiośnie”, bo nazwałbym ją raczej „klasyczną” dla naszego klimatu. Mokra deszczowa wiosna powinna nas cieszyć. Teraz mówimy, że przyszła później, a we wcześniejszych latach mówiliśmy, że nadeszła za wcześnie. Tego roku wcale się nie spóźniła – susze w okresie wiosennym stanowią bardzo duży problem. Wiosna to najważniejszy okres w wegetacji roślin, płazów, którym do rozrodu potrzeba bardzo dużo wody, i ptaków wodno-błotnych, które zakładają w tym czasie gniazda. Jeżeli mamy wyschnięte bagno, to ptaki się nie zagnieżdżą. W zeszłym roku zapalił nam się przez suszę Biebrzański Park Narodowy. To wszystko wynika ze zmian klimatu.

Z jednej strony jesteśmy coraz bardziej świadomi katastrofy klimatycznej, a z drugiej wolimy, kiedy wiosną grzeje nas słońce, niż gdy męczą nas deszcze. Jak uświadomić ludzi, że deszcz to dobro?

W wakacje prowadzę zajęcia przyrodnicze – pokazuję na nich, że katastrofa klimatyczna to problem lokalny, który bynajmniej nie jest od nas oddalony. Odnoszę ją do tego, co każdy człowiek może zaobserwować w ciągu swojego życia, i nie musi być przy tym przyrodnikiem, spędzającym w lesie dużo czasu. Np. latem mamy coraz więcej burz – uzmysławiam innym, że te zmiany mają realny wpływ na naszą codzienną egzystencję, i w ten sposób ukazuję wagę problemu. Przypominam ponadto, jak wiele zmieniło się w klimacie w ostatnich 10 latach i jak wiele w związku z tym zmieni się w ciągu najbliższej dekady. System klimatyczny jest oczywiście bardzo skomplikowany, ale dużo rzeczy po prostu sami odczuwamy na co dzień.

Co możemy zrobić, żeby zminimalizować skutki kryzysu klimatycznego? Mamy na to wpływ?

Bardzo chciałbym móc mówić, że działania jednostkowe są skuteczne, i bardzo chciałbym, żeby naprawdę tak było. Natomiast w tej chwili najistotniejsze są działania odgórne, regulacyjne, możemy bowiem ograniczać zużycie tworzyw sztucznych albo wybierać droższe produkty, mające mniejsze oddziaływanie na środowisko, jednak bez działań regulacyjnych ktoś zagospodaruje tę przestrzeń i zacznie wykorzystywać te tworzywa sztuczne do czegoś innego. Tak samo jest z sektorem energetycznym – bez jego regulacji, nawet jeżeli przejdziemy na elektromobilność, nadal będziemy prowadzić emisję dwutlenku węgla. Jeżeli chodzi o aktywność lokalną, to możemy się starać działać na rzecz miejscowej bioróżnorodności. Wiemy, że mało przetworzone przez człowieka ekosystemy mają większą zdolność do przetrwania w zmieniającym się klimacie, potrafią lepiej się dostosować. Co więc możemy robić? Dbać o to, co nam jeszcze zostało: o przestrzenie naturalnej bioróżnorodności, o zbiorniki wodne, możemy prowadzić zwiększoną retencję wód, zakładać oczka wodne – oczywiście w rozsądnych ramach, bez zarybiania ich egzotycznymi gatunkami ryb. W środku lata możemy się powstrzymywać od koszenia trawników do zera, bo wtedy żaden owad się w nich nie utrzyma, a jesienią – od ich grabienia do ostatniego liścia, bo nie przezimują tam owady. Nie zdajemy sobie sprawy, jak w naszym codziennym funkcjonowaniu ważne są te małe organizmy, których istnienia często nawet sobie nie uświadamiamy. 

Czy wśród Twoich rówieśników świadomość zagrożeń dla klimatu jest większa niż wśród starszego pokolenia?

Młode pokolenie, które nam rośnie, będzie bardziej odpowiedzialne klimatycznie i ekologicznie. Wydaje mi się, że w ciągu ostatnich pięciu lat dużo osiągnęliśmy w tym zakresie. W wymiarze edukacyjnym jest to duży sukces Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Młodzi ludzie już wiedzą, że kryzys klimatyczny realnie wpłynie na ich życie. Widać również, że gdyby oni sami wybierali skład sejmu, to poza niezrozumiałą dla mnie obecnością w nim Konfederacji znalazłoby się tam też wielu przedstawicieli środowisk postępowych ekologicznie. Ale świat budują nam osoby starsze, które nie do końca rozumieją, z czym trzeba się zmierzyć. I na tym polega problem ze starzejącymi się społeczeństwami, bo starsi nie chcą się skonfrontować z faktem, że przez całe życie robili coś źle. Jednak podstawowym problemem ze zmianami klimatycznymi jest to, że potrzebujemy działań globalnych. Albo wszyscy, albo nikt.

Skąd wzięła się Twoja miłość do przyrody?

Od małego bardzo ją kochałem i byłem jej bardzo ciekaw. Staram się zaciekawiać nią również innych. Kiedy podczas jednego ze strajków klimatycznych  zobaczyłem kilku uczestników moich warsztatów przyrodniczych, którzy na początku nie byli nimi nawet specjalnie zainteresowani, ale po kilku dniach obserwowania owadów na łące zaczęli się przekonywać, jakie to jest niesamowite, to poczułem dumę. Wzruszyłem się po prostu. W edukacji pokładam bardzo duże nadzieje. Uważam, że nie powinniśmy się w niej skupiać tylko na młodzieży, powinniśmy też wychodzić do osób starszych. Mam plan programu „Mądra babcia, mądry wnuczek”, przeznaczonego dla uniwersytetów trzeciego wieku, bo relacja dziadków z wnukami jest z edukacyjnego punktu widzenia doskonała. Ja nie mam w rodzinie przyrodników, za to moja babcia chodziła ze mną na spacery, na grzyby, i wiem, że w dużym stopniu mnie to ukształtowało.

Czytałam, że sam budujesz sobie sprzęt badawczy…

To wynika z mojej potrzeby zbadania lub poznania czegoś, co jest dla mnie niedostępne, lub z tego, że czasem po prostu muszę spać i wtedy nie mogę swoich badań przypilnować. Projekty badawcze finansuję samodzielnie, bo nie mam jeszcze matury, więc nie mogę się ubiegać o granty na badania. Dlatego postanowiłem nauczyć się budować urządzenia, roboty potrzebne mi do pracy. Mam ogromne wsparcie Uniwersytetu Łódzkiego, z którym współpracuję od ponad czterech lat, i Politechniki Łódzkiej, do której liceum chodzę. Czasami jednak muszę sam sobie coś zbudować, bo wtedy koszty są znacznie niższe. Stworzyłem m.in. łaźnię wodną, gdyż potrzebowałem jej do trawienia tkanek ryb służących do moich badań nad mikroplastikiem.

Mikroplastik to Twój najważniejszy temat badawczy w tej chwili?

Tak, on jest wszędzie, i to już wiemy, choć jeszcze nie do końca poznaliśmy medyczne konsekwencje tego faktu. Mikroplastik badamy dopiero od lat 70. ubiegłego wieku – wtedy opublikowano pierwszą pracę na jego temat, podczas misji badawczej dotyczącej planktonu wykryto w nim bowiem mikrogranulki polistyrenu . W tej chwili badania mikroplastiku prowadzone są już na szeroką skalę. Ja sam wykryłem go jako pierwszy na świecie w dwóch gatunkach ptaków. To jest bardzo trudne zanieczyszczenie, istnieje bowiem mnóstwo rodzajów tworzyw sztucznych, a jeden mikroplastik drugiemu nierówny. Każdy z nich zachowuje się w organizmach żywych inaczej, dlatego tak trudno je badać. Ale też przez to jest to tak fascynujące.

Jesteś aktywistą? Czy wyobrażasz sobie, żeby nie działać, wiedząc to, co wiesz?

Aktywizm to teraz bardzo modne słowo. Przypisuje mu się wiele działań, chociaż często na wyrost . Ja identyfikuję się jako pasjonat, który reaguje, niekoniecznie jako aktywista. Staram się wykorzystywać swoją wiedzę do tego, żeby świat był lepszy. Obserwuję, reaguję, działam, uczę się. Świat, który mamy, jest niesamowity, ultraciekawy, zaskakujący na każdym kroku. Chciałbym, żeby udało się go zachować w jak najbardziej niezmienionej formie. Żeby ta planeta funkcjonowała jak najlepiej i jak najdłużej. Nie wyobrażam sobie nie działać, skoro wiem to, co wiem. Nie wyobrażam sobie siebie jako obojętnego człowieka.

Co powiedzieć osobie, która nie wierzy w kryzys klimatyczny?

Gdy spotykam taką osobę, proszę ją, żeby zadała mi pytania, przedstawiła swoje argumenty, wątpliwości, po czym odpowiadam jej punkt po punkcie, rozbrajając te bomby. Kiedy ktoś mówi, że nie ma ocieplenia klimatu, bo właśnie trwa zima, to wyjaśniam mu różnicę między pogodą a klimatem. „Pogoda to zjawiska, które obserwujemy w tej chwili, a klimat to wieloletnie obserwacje, wynikające ze średnich” – mówię, po czym proszę taką osobę, żeby przypomniała sobie, jak wyglądał jakiś konkretny okres w ubiegłym roku albo w poprzednich latach. Kiedy mój rozmówca wyciąga sobie taką „średnią z pamięci”, faktycznie zaczyna się przekonywać do moich racji. Takich bomb jest wiele i rozprzestrzeniają się w internecie bardzo szybko. Zdarza mi się dyskutować w sieci i obalać te „teorie”, przy czym zawsze zachowuję maksymalny spokój i nie daję się sprowokować, chociaż w środku cały się gotuję. Na szczęście czasami naprawdę udaje mi się kogoś przekonać. 


Jarek Brodecki, fot. archiwum prywatne

Jarek Brodecki – przyrodnik, jeden z najlepszych polskich młodych naukowców. W tym roku zdaje maturę. Od kilku lat współpracuje z Katedrą Zoologii Bezkręgowców i Hydrobiologii Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się m.in. popularyzacją wiedzy o polskiej przyrodzie i problemach środowiskowych, prowadzi profil na FB Lasem Myślący. Laureat Konkursu Prac Młodych Naukowców Unii Europejskiej (EU Contest For Young Scuentists, EUCYS) – nagrodzony za badania nad zanieczyszczeniem rzek mikroplastikiem.