Angelika Kucińska: Rozmawiacie z waszymi podopiecznymi o przyszłości?

Magda Kryńska: Oczywiście, trudno sobie wyobrazić wychowanie dziecka bez poruszania z nim tego tematu. Rozmawiamy z dziećmi o tym, kim są, co lubią robić, co sprawia im przyjemność i w czym są mocni. Chcemy, aby już dzisiaj myślały o tym, co może czekać je w przyszłości. Takie myślenie pobudza kreatywność, pokazuje jak dużo zależy od nas samych, a zarazem skłania do większego działania już tu i teraz. Staramy się pokazywać dzieciom, że każdego dnia tworzą swoją przyszłość i na nią pracują, zachęcać ich do aktywności.  

Jak wasze dzieciaki widzą swoją przyszłość? Chcą o niej rozmawiać?

Bardzo różnie. Niektóre dzieci są bardzo refleksyjne. Zdają sobie sprawę z tego, że są na pewnej drodze i to kim są dzisiaj i co dziś robią, będzie miało wpływ na to, kim będą w przyszłości. Są też takie dzieci, którym trudno jest myśleć o przyszłości, ponieważ są zakotwiczone w swoich rodzinnych problemach, trudnościach. Ta sytuacja powoduje, że ich możliwości myślenia, refleksji są ograniczone. Nie są nauczone myślenia o sobie samym, uciekają od trudnych dla nich pytań, które związane są z ich tożsamością i trudną codziennością. 
W naszym domu  bardzo dużo rozmawiamy z dziećmi, zadajemy im wiele pytań. Nie oczekujemy zawsze odpowiedzi na już. Czasem dziecko potrzebuje czasu, przestrzeni aby na nie odpowiedzieć. Warto dzieciom zadawać  pytania, stawiać w sytuacjach, w którym mogą określić siebie, swoje stanowisko, swój głos. W ten sposób pomagamy im budować swoje „ja”. 

A jakiej przyszłości Ty chciałabyś dla dzieci, którym pomagacie?

Chciałabym, aby nasze dzieci akceptowały i lubiły siebie, były otwarte na to co inne, nowe, były tolerancyjne. Chciałabym, aby każde z nich świadomie podążało wybraną przez siebie drogą, aby potrafiły marzyć i marzenia te realizować. Niezależnie od tego, w jakim domu się urodziły i w jakich warunkach się wychowywały. 

Powiedziałaś o lubieniu siebie. Dzieci mają problem z samoakceptacją?

Wspólną cechą naszych wszystkich dzieci jest niska samoocena. Każde dziecko, które do nas przychodzi, zmaga się z tym problemem. Pokazujemy im, że są fajne, że mają różne talenty, że mogą mieć różne zainteresowania. Odkrywamy wspólnie z nimi ich mocne strony. Kiedy dzieci widzą, że są w czymś dobre i odnoszą sukcesy, ich samocena wzrasta i procentuje także w innych sferach życia. 

Dla mnie to, co robicie, nie sprowadza się wyłącznie do walki o lepszą przyszłość każdego dziecka z osobna. To też praca na lepszą przyszłość całego dorosłego społeczeństwa, które te dzieci będą kiedyś współtworzyć.

Zawsze kiedy myślę o naszych dzieciach, mam dreszcze. I teraz, kiedy usłyszałam to zdanie, też je mam. W naszej fundacji jest jak w domu rodzinnym. Dobrze znamy wszystkie nasze dzieci. Znamy ich słabości i jeszcze mocniej je za nie lubimy. W tym momencie mamy dwadzieścioro dziewięcioro podopiecznych. To taka liczba, która pozwala nam poznać dobrze dzieci i im pomóc. Znamy ich sytuacje rodzinne, ich potrzeby, ich trudności. Szalenie cieszymy się, gdy widzimy, jak nasze dzieci wyrastają na dobrych, uśmiechniętych, życzliwych, pomocnych ludzi. Wiemy, że tak się dzieje, bo niektórzy z naszych podopiecznych są już dorośli albo właśnie wchodzą w dorosłość. Jesteśmy dumni, że wyrośli na mądrych, dobrych  ludzi. Wiemy, że mogło być inaczej, że te dzieci mogły wyrosnąć na osoby nieszczęśliwie, zakompleksione, schowane, zbuntowane, złe na cały świat. Jesteśmy bardzo dumni z sukcesów naszych dzieci, naszych absolwentów. To piękni wrażliwi młodzi ludzie. Dobro rodzi dobro. 

Jako fundacja Opiekuńcze Skrzydła Joanny Radziwiłł prowadzicie domy rodzinne. Co to oznacza w praktyce?

Staramy się tworzyć dla dzieci drugi dom. Drugi, ponieważ dzieci mają swoje domy rodzinne, ale z różnych powodów nie mogą otrzymać w nich tego, czego każde dziecko potrzebuje, aby prawidłowo się rozwijać. Dlatego też tworzymy dla nich miejsce, w którym mogą czuć się bezpieczne, są akceptowane,  w którym mogą się rozwijać. To nie jest  tylko drugi dom dla dzieci, ale też dla nas, pedagogów, pracowników fundacji, dla naszych wolontariuszy. Ciepłe, bezpieczne miejsce, do którego tęsknimy, gdy nie ma nas tu przez kilka dni. Zdarza się, że towarzyszymy dziecku nawet przez kilkanaście lat. Czas, który spędzamy z dziećmi, pozwala wejść z nimi w bardzo bliskie relacje i zbudować więzi jak w prawdziwej rodzinie. 

Co się dzieje z takim dzieckiem, które przychodzi do was po szkole? Domyślam się, że nie siedzi bezczynnie.

Codziennie czekamy na nasze dzieci – to ważne, aby już wchodząc do domu, czuły, że na nie czekamy. Na dzieci zawsze też czeka drugie śniadanie. Później jest czas na odpoczynek, a potem dzieci zasiadają do lekcji. Nasi wychowawcy i wolontariusze pomagają dzieciom w odrabianiu prac domowych i nadrabianiu zaległości w szkole. Prowadzimy zajęcia logopedyczne, terapie psychologiczne, lekcje języka angielskiego, matematyki. Dzieci mają też u nas zapewniony domowy obiad. Dodam, że obiady gotuje nasza absolwentka, która kiedyś do nas przychodziła, a teraz jest ukochaną ciocią naszych dzieci, z którą wspólnie gotują i pieką ciasteczka.  Po obiedzie czekają na dzieci różne rozwijające zajęcia. Prowadzimy dla nich zajęcia warsztatowe nastawione na rozwój umiejętności społecznych. Uczymy tolerancji, kreatywnego myślenia, współpracy w grupie. Prowadzimy zajęcia artystyczne, które mają uwrażliwić dzieci na sztukę, na jej odbiór i na jej  tworzenie. Proponujemy różnorodne zajęcia sportowe. Dzieci i młodzież uwielbiają basen i zajęcia w parku trampolin. Ostatnio młodsza grupa szczególnie pokochała zajęcia rowerowe, gdzie dzieci uczyły się  jazdy wyczynowej  na BMX-ach. Każde dziecko może u nas znaleźć obszar, w którym może się odnaleźć, dowartościować, zobaczyć, że jest wyjątkowe. To naprawdę dodaje dzieciom wiary w siebie. Codzienne zajęcia to ważny, stały element pracy z dziećmi, ale nie mniej ważna jest atmosfera domu oraz wspólne spędzanie świąt, obchodzenie urodzin i ważnych wydarzeń w życiu dzieci i kadry. Dzieci czują, że nasz fundacyjny dom jest ich prawdziwym domem, bezpiecznym azylem, w którym doświadczają rodzinności, ciepła i magii wspólnie spędzanych chwil.

Dzieci, które do was trafiają, zawsze pochodzą z trudnych domów, w których jest alkohol albo przemoc?

Tak, alkohol i przemoc to bardzo częste problemy, których doświadczają nasze dzieci.  

Często w dorosłym życiu powtarzamy scenariusze z domów rodzinnych. Waszym dzieciom udaje się zmienić scenariusz?

To jest nasz cel. Obserwujemy, że rodzice naszych dzieci często powielają scenariusze ze swoich domów rodzinnych. My nie wyrywamy dzieci z ich rodzin, ale pokazujemy im, że istnieje inna droga. Że mogą pójść inaczej, dalej, że mogą więcej, że mogą widzieć świat w szerszej palecie barw. Mamy podopiecznych, którzy dorośli i dowodzą, że ten scenariusz można zmienić. Można być porzuconym przez rodziców,  pochodzić z trudnego, alkoholowego, przemocowego domu  i wyrosnąć na mądrego, świadomego  człowieka, który marzy i realizuje swoje marzenia. Musi jednak mieć szczęście, aby na swojej drodze natrafić na osoby, które pomogą mu to osiągnąć, otulą go ciepłem i wiarą  w jego możliwości. To długa i piękna droga. Wymaga serca, cierpliwości i powtarzalności.   

A jak dzieci do was trafiają?

Często przez znajomych z podwórka, od których się o nas dowiadują. Współpracujemy z domami pomocy społecznej, z kuratorami.

Czekaj, jeśli dzieci polecają sobie waszą fundację na podwórku, to znaczy, że stworzyliście miejsce, w którym dzieciaki naprawdę chcą być.

Te polecenia często bywają najlepsze, bo z takich poleceń trafiają do nas dzieci bardzo potrzebujące, często bardzo  zmotywowane, żeby u nas być. Motywacja przydaje się, bo żeby się rozwijać, pokonywać swoje słabości, trudności  potrzebna jest praca i wysiłek ze strony dziecka. Od dzieci wymagamy także, aby przychodziły do nas regularnie. Wiemy, że realna zmiana w życiu dzieci może wydarzyć się tylko wtedy, kiedy będzie ono regularnie z nami przez dłuższy okres. 

Macie kontakt z dorosłymi podopiecznymi?

Tak. Właśnie dlatego, że podopieczni są u nas czasem po kilkanaście lat, że nasza fundacja jest dla nich drugim rodzinnym domem, nasze relacje są silne. Gdy dorastają, wciąż chcą być z nami, a my chcemy być dalej z nimi. Jestem wzruszona, gdy zapraszają nas na swoje śluby, na chrzciny swoich dzieci, gdy możemy im towarzyszyć w ważnych momentach dorosłego życia. Mówią też często, że czas spędzony z nami to ich najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, do których często i chętnie wracają. To zasób, który procentuje w ich dorosłym życiu.

Utrzymujecie się z darowizn. Polacy chętnie pomagają?

Otaczają nas cudowni ludzie, o dobrych sercach, którzy chcą pomagać i wspierają naszą fundację uczestnicząc w prowadzonych przez nas programach pomocowych: „Wielki talerz” i „Opiekuńcze skrzydła”. Za pomocą tych programów można wspierać konkretne dziecko. Wiadomo jednak, że żeby utrzymać gromadę dzieci, trzeba olbrzymich środków na zakup żywności, organizację zajęć, opłacenie rachunków domowych.  Tych środków jest wciąż mało… Poszukujemy darczyńców, sponsorów. 

Co było u Ciebie pierwsze: chęć pomagania w ogóle czy chęć pomagania właśnie dzieciom?

Pomoc dzieciom. Z wykształcenia jestem pedagogiem, ale już od dziecka lubiłam dzieci. Mam do nich słabość i wrażliwość na ich potrzeby. Niesamowicie wzrusza mnie to, ile możemy dziecku dać i jaki mamy wpływ na jego przyszłość. Dzisiaj zawód pedagoga jest mocno niedoceniany, tymczasem dobry pedagog może mieć olbrzymi wpływ na życie swoich wychowanków, kształtować ich otwartość, kreatywność, wskazuje im drogę, pomaga w dotarciu do tego, co czasem schowane, nieuświadomione. Jaka tu jest moc!

Dzieci uczą się od was, a Ty uczysz się od dzieci?

Jasne, że tak. Ofiarowujemy sobie wzajemnie bardzo wiele. Ja np. dostaję od dzieci mnóstwo energii. Dzieci ze swoją pozytywną energią sprawiają, że się nie starzejemy.

Pożyteczne z przyjemnym!

Zdecydowanie. Pomimo tego, że mam wspaniałą rodzinę, najcudowniejsza córkę na świecie, gromadę psiaków i morze miłości, bardzo doceniam to, co wszyscy otrzymujemy w naszym fundacyjnym domu: poczucie wspólnoty, zakorzenienia, pozytywną energię płynąca od dzieci, kadry, wolontariuszy i ambasadorów. To magiczne miejsce, które przyciąga dobre, pozytywne osoby. Ten, kto zaznał tej magii, chce tutaj wracać. To wielkie szczęście tworzyć i być częścią takiego miejsca.