Angelika Kucińska: Można w Polsce debiutować dwa razy?

Margaret: Okazuje się, że można, chociaż z bagażem. Faktycznie czuję, że nowa płyta to mój drugi debiut, ale nie mam czystej karty (nowy album Margaret ukaże się wkrótce; miałam przyjemność już go słyszeć i powiem tylko tyle: będą Państwo zadowoleni - przyp. aut.). Muszę przekonać do siebie nową publiczność, zupełnie inną od tej, dla której grałam wcześniej. Muszę się zmierzyć z ich uprzedzeniami. Często słyszę, że ktoś się nie spodziewał, że będzie kiedyś słuchał Margaret. Drugi debiut ma swoje plusy, ale i minusy. Wiele osób mnie kojarzy, ale może nie wszyscy będą chcieli dać szansę mnie i mojej nowej muzyce. Choć jak na razie widać, że piosenki same się bronią, a stereotypy da się przełamać.

Jakie stereotypy? Że dziewczyna z telewizji nie zrobi dobrej muzyki?

Dokładnie. Nie obrażam się, bo byłam dziewczyną z telewizji, która robiła przyjemną muzykę. Na wysokim poziomie, ale jednak pop, gdzie treści było niewiele.  Z kolei teraz przeszłam na drugą stronę – muzyka urban nie jest tak różowa i przypudrowana. Odbiorcy muszą wykonać spory skok percepcyjny.

Środowisko hiphopowe jest hermetyczne?

To się zmienia. Pop nie jest stylem muzycznym. To muzyka popularna, która jest akurat w trendzie, której się aktualnie słucha. Dziś takim popem stał się hip-hop. Inna sprawa, że mimo mojego przejścia na stronę hip-hopu i muzyki urban, nie uciekam od muzyki, którą robiłam do tej pory. Wciąż uwielbiam dobre, wpadające w ucho, przebojowe melodie. To co teraz robię, jest hybrydą.

Nie stawiałaś wcześniej na swoim? Sterowali Tobą?

I tak, i nie. Jako młoda dziewczyna, która miała 20 lat, zwyczajnie nie byłam świadoma wielu rzeczy. Wierzyłam, że tak jak mi mówią, jest dobrze. Chciałam być lubiana, akceptowana. To chyba częste u młodych dziewczyn. Z kolei wraz z wiekiem rośnie w kobietach potrzeba wypluwania z siebie rzeczy, którymi nas wcześniej karmiono. Teraz wiem, kim jestem, czego chcę, co mnie wnerwia. Wcześniej tego nie wiedziałam.

Album zaczyna się piosenką „Przebiśniegi”. Piękna, mocna deklaracja niezależności. Odzyskałaś ją?

Na pewno, ale nie chcę się skarżyć. Wiem, że wszystko jest procesem.  Nie chcę, żeby wyszło, że wcześniej ktoś mną manipulował. Sama byłam zbyt niedojrzała, żeby świadomie podejmować decyzje, więc pozwalałam innym ludziom podejmować je za siebie. A teraz czuję się na siłach, żeby sama o sobie decydować. To wszystko kwestia dojrzewania, naprawdę. Wszyscy się go boimy, a jest uwalniające.
 

fot. Łukasz Jasiukowicz


A co z zarabianiem pieniędzy? Zerwanie z telewizją i ściankami nie oznacza, że o nich nie myślisz?

Jasne, że myślę o zarabianiu, bo muzyka jest pracą, nie mam innych źródeł utrzymania. Natomiast na pewno zrezygnowałam z pewnych dużych pieniędzy, zrezygnowałam z jakiejś drogi, gdzie miałam przetarte szlaki, które dawały mi realne pieniądze i zrobiłam to świadomie. Nadal chce zarabiać pieniądze, ale moje decyzje artystyczne niosą za sobą pewne konsekwencje, które biorę na klatę i się nie skarżę. Zresztą teraz nikt w kulturze nie zarabia. Na razie wygląda to tak jak w piosence: „wiejskie życie w mojej holenderce, bo już nie robię, kiedy nie chcę NIE NIE NIE”.  

Czyli to prawda, że zamieszkałaś w lesie. Jak Ci tam?

Super. Kontakt z naturą świetnie robi na głowę. Nie mam zasięgu, więc kiedy muszę załatwić coś przez telefon, to jadę do wioski obok. Dzięki temu nie jestem non stop w internecie, nie przeżywam tego, co się dzieje, mogę się odciąć. 

Warszawa Cię zmęczyła?

Przebodźcowałam się. Ludźmi, sprawami, problemami, relacjami. Długo jednak nie dopuszczałam do siebie myśli o przeprowadzce. Jestem dziewczyną z małej miejscowości. Całe dzieciństwo marzyłam o tym, że będę mieszkać w dużym mieście. Trudno było mi się pogodzić z tym, że Warszawa nie robi mi dobrze. Jestem introwertykiem i czasem potrzebuję świętego spokoju, a w mieście nie mogłam go zaznać. A teraz, kiedy mieszkam w lesie, dużo lepiej reaguję na Warszawę. Cieszę się, kiedy przyjeżdżam. Paradoksalnie dzięki temu, że mam miejsce, w którym mogę być sama, w którym mam spokój, rozkwitło moje życie towarzyskie, bo wyjście na miasto jest teraz czymś wow, znowu mnie cieszy.

Ale do lasu nie przywiozą Ci pizzy w środku nocy. Zrezygnowałaś z wygód.

Mnie te wygody zbrzydły. A ta pizza, jeśli ją często zamawiasz, nie smakuje już tak dobrze.

Wróćmy do nowych piosenek. „Nowe plemię” jest o potrzebie kobiecej solidarności. Kiedy zaczęłaś szukać siostrzeństwa?

Dawno temu. Nawet jeśli nie była to potrzeba uświadomiona, to szukałam kontaktów z dziewczynami. Zauważyłam, jak okrutne potrafimy być same dla siebie. Że jesteśmy dla siebie nieczułe i niedobre. Z czasem widzę, że potrzeba siostrzeństwa rośnie w kobietach. Nawet jeśli wymusza ją sytuacja, to kryzys jednoczy, ludzie znajdują w sobie nowe moce, łączą się. Też idę dziś na strajk (rozmawiałyśmy z Margaret 26 października – przyp. aut). Jestem bardzo ciekawa, w co ten ruch kobiet się przerodzi. Mam nadzieję, że w coś, że ta energia nie uleci. Teraz jest w nas mnóstwo agresji, uzasadnionej, ale może z czasem przekujemy ją w czułość do siebie nawzajem. 

Margaret i Kukon na planie teledysku do piosenki "No Future", fot. Piotr Pytel


My wiemy, że ta złość jest uzasadniona, ale i tak kobietom odmawia się prawa do wściekłości.

Każda z nas na pewno usłyszała kiedyś: „Taka ładna dziewczynka, a tak brzydko mówi”. We mnie to, że kultura zabrania kobietom się wkurwić, wywołuje jeszcze większą złość. Nie dość, że ktoś decyduje za nas, to jeszcze nie możemy być na to złe, bo wyjdziemy na wariatki. Zamknięte koło.  

Powiedziałaś w paru wywiadach, że jesteś osobą uduchowioną. Religijną też?

Nie, jestem ateistką. Pod słowem kościół i w imię jego dobrego imienia dzieje się tyle zła. Kościół zrodził tylko podziałów, wykluczeń, nienawiści wśród ludzi - to sprzeczne w samej idei. Jestem uduchowiona, bo dbam o kontakt ze swoją duszą, pielęgnuje uczucie miłości do siebie i innych, ale przed nikim nie klękam. 

Lubisz Polskę?

Lubię Polaków. Podziwiam nas. Jesteśmy bardzo hardym narodem. Historia dała nam w kość, a my wciąż jesteśmy tak silni, inteligentni, nie brakuje nam zapału. Tylko ostatnio przeżywam dysonans, bo potrafię dogadać się z połową Polaków, a z drugą połową jest mi strasznie pod włos. Staram się być łagodna, staram się zrozumieć, ale coraz rzadziej potrafię. Żyjemy w czasie rozłamu, więc jeśli pytasz, czy lubię Polskę, to muszę odpowiedzieć, że w połowie. Tę moją połowę kocham i szanuję, a z tą drugą mamy ciężki czas, staram się ale na razie bez sukcesów. 

Pytałam też muzycznie. Swego czasu były pokładane w Tobie wielkie nadzieje o podboju świata. A Ty zostałaś w Polsce.

Bo bycie z Polski, niezależnie od tego jaką robisz muzykę, utrudnia podbój świata. Miałam międzynarodowy kontrakt. Pamiętam, że ktoś z zagranicznej wytwórni podał mi wtedy taki przykład. Człowiek z firmy płytowej idzie do człowieka z radia i mówi mu: mam super dziewczynę z UK i mam też super dziewczynę z Polski, posłuchaj. Pan z radia tej z Polski nie posłucha, bo nie mieści mu się w głowie, że ta dziewczyna może robić fajną muzykę. Nie jesteśmy uważani na świecie za naród muzycznie godny uwagi. I nie ma co się obrażać. Nasza historia muzyczna jest krótka. Przez większość czasów współczesnych mieliśmy większe problemy typu czy jeszcze jesteśmy krajem czy już nie. Nikt się wtedy nie zajmował promocją polskiej muzyki na świecie. A taka Szwecja miała czas, żeby wypracować sobie posłuch na świecie. 

Byłaś rozczarowana?

Nie. Bardzo szybko zrozumiałam, że kariera międzynarodowa wymagała ode mnie więcej, niż byłam gotowa dać. Jestem Polką i nie lubię, jak ktoś mnie próbuje ustawiać. Od razu się wkurwiam, robię aferę. Nie ten charakter. Mogłam kontynuować kontrakt, jeździć do Szwecji i tam grać, ale usłyszałam kiedyś, że powinnam się więcej uśmiechać, bo wtedy ludzie mnie polubią. A akurat nagrałam piosenkę, która w ogóle nie była o uśmiechaniu się. Jestem bardzo przekorna, ale też chyba przewartościowałam sobie, co to znaczy sukces. I okazało się, że nie jest to uśmiechanie się wtedy, kiedy nie chcę. 

Widzisz dobrą przyszłość dla Polski?

Napisałam pewną piosenkę po ostatnich wyborach prezydenckich, która także oddaje to, co dzieje się w Polsce teraz. Może znajdzie się ktoś mądry i odpowiedzialny, kto będzie umiał to wszystko ogarnąć. Na razie jednak jestem smutna, wkurwiona i sfrustrowana tym, co dzieje się w Polsce. Nie widzę tu przyszłości.