Angelika Kucińska: Lubisz swoją cipkę?

Marta Lech-Maciejewska: Tak, ale gdybyś zadała mi to pytanie jeszcze pół roku temu, odpowiedziałabym zupełnie inaczej. Bardzo długo nie byłam w jakiejkolwiek relacji z moją cipką. To zabrzmi strasznie, ale traktowałam ją instrumentalnie. Wychowałam się w domu, w którym nie mówiło się o seksie, więc odkrycie seksualnego aspektu cipki trochę mi zajęło. Nawet już jako studentka pierwszego roku seksuologii wciąż uważałam, że kobieta nie może sama doprowadzić się do orgazmu. Używałam argumentu – jako osoba studiująca seksuologię! – „spróbuj się sam pogilgotać”. Absurd. Tylko że widzisz, nie rozmawiałam z mamą o seksie i chłopakach, mimo że zawsze byłyśmy bardzo blisko. Po pierwsze środki antykoncepcyjne pojechałam z moim ówczesnym chłopakiem, mając 18 lat, w totalnej konspiracji przed rodzicami. Gdy rodzice dowiedzieli się, nie zareagowali negatywnie. Nie mówiłam im nie dlatego, że będą źli, a dlatego, że sama miałam gigantyczną blokadę przed mówieniem o seksie. I ta blokada przeniosła się na moją relację z własną cipką. Byłam już dorosłą kobietą, gdy obejrzałam swoją cipkę w lusterku…

To i tak wyjątkowe, że to zrobiłaś. Wiele kobiet nie ma pojęcia, jak wyglądają ich cipki.

A fajnie, gdyby wiedziały. Byłam już po dwudziestce, gdy po raz pierwszy na spokojnie przyjrzałam się mojej cipce i dla mnie to był moment przejścia. Ale budowanie relacji z cipką było długim procesem. Dlatego wiem, że dobra relacja z własną cipką jest ważna, bo sama doświadczyłam trudności w jej budowaniu. Niektóre kobiety zachowują się tak, jakby wstydziły się, że mają cipki. Ja też jeszcze do zeszłego roku akceptowałam obecność swojej cipki, ale nie poświęcałam jej uwagi.


fot. materiały prasowe Spadiora


Co się wydarzyło?

Zachorowałam, podejrzewano u mnie raka szyjki macicy. Traumatyczny czas, doświadczyłam emocji, jakich człowiek, który nie zmierzył się z nowotworem, nie jest w stanie sobie wyobrazić. Mam dwoje małych dzieci, życie przed sobą, plany, a tu nagle zagrożenie, że być może rak. Obraziłam się wtedy na moją cipkę. Obraziłam się w ogóle na moją kobiecość, bo myślałam wtedy, że gdybym nie była kobietą, to akurat ta choroba nigdy by mi nie zagrażała. Później zrobiłam sobie rachunek sumienia i pomyślałam o wszystkich sytuacjach seksualnych, w których zachowałam się być może zbyt nonszalancko. Nosicielami wirusa HPV, który powoduje raka szyjki macicy, często są mężczyźni, a w ogóle się o tym nie mówi. Wyrzucałam sobie, że nie zaszczepiłam się na HPV. A do tego zauważyłam, że nie ma w społeczeństwie miejsca na lęk przed diagnozą. Dopóki nie usłyszysz diagnozy, to nie wolno ci się bać.

Bo nie warto martwić się na zapas? To słyszałaś?

Dokładnie. „A dlaczego ty płaczesz? Przecież jeszcze nic nie wiadomo”. Tylko że gdy zostajesz sama z myślami, uderza cię, że możesz za chwilę stracić wszystko, co kochasz. Zaczęłam walczyć o moją cipkę, o jej zdrowie. Wiem, że teraz pewnie powinnyśmy zdefiniować cipkę, ale dla mnie to jest całość narządów kobiecych – to co na zewnątrz i to co w środku. Wracając do chorej cipki. Wylądowałam w szpitalu, ze mną były tam kobiety w bardzo różnym wieku, z bardzo różnymi chorobami. Wśród nich była też starsza pani, której wycięto wszystkie wewnętrzne narządy kobiece. I ona – pomimo wieku, doświadczenia, przejść – zamykała oczy za każdym razem, gdy ją badano. Nie potrafiła nazwać tego, co tam ma, zakładam się, że nigdy nie widziała swojej cipki. Ile kobiet żyje w nieświadomości akurat tej części ciała? To smutne, bo przecież cipka to początek, tu się wszystko zaczyna.

Stąd apaszka z cipką?

Chciałabym, żeby cipka zaczęła być normalnym słowem, używanym powszechnie. Zrobiłam ankietę wśród znajomych, żeby sprawdzić, jakie określenia dla cipek stosuje się u nich w domu – pytałam matki dziewczynek. Różne określenia padały, jedna znajoma napisała mi, że u niej mówi się „skarbonka”. Skarbonka! Są też Kaśki, Grażyny, Żanety – byle tylko nie użyć słowa „cipka”. Słowo „cipka” pochodzi od słowa „cipa”, czyli od ćpania, od zachłannego jedzenia czegoś, cipka wzięła się z wulgaryzmu. Ale czy jest dziś wulgarna? Zobacz, siedzimy w knajpie, jemy lunch, rozmawiamy o cipkach i nie ściszamy głosów, a nikt na nas nie zwraca uwagi. Cipka jest idealnym słowem, konkretnym, lekkim, nie jest infantylna, nie jest medyczna. Chociaż przyznaję, że też miałam problem. W moim rodzinnym domu były raczej kokoszki, cipek nie było. Padłam ofiarą braku cipki w codziennym języku. Kilka lat temu mój starszy syn podczas kąpieli zapytał mnie, czy mam siusiaka. Mówię, że nie mam. „A co tam masz?”. Byłam tak zaskoczona tym pytaniem, że odpowiedziałam „cytrynę”. Ale byłam na siebie zła! Teraz już używamy słowa „cipka”. Nie ma we mnie zgody, żeby szukać zastępczych nazw albo nazywać imionami żeńskimi tę część ciała. To tak jakbyśmy wstydzili się powiedzieć „nos” i szukali zamienników.


fot. materiały prasowe Spadiora


A język warto zmieniać, bo za zmianą języka idzie zmiana myślenia o rzeczywistości.

I dlatego, gdy ktoś mi pisze na Instagramie, że „cipka” jest wulgarnym słowem, to myślę sobie, że jasne, na pewno długo była za takie słowo uważana, ale to nie znaczy, że dalej mamy tkwić w takim myśleniu, możemy odzyskać słowo „cipka”.

A jak się zmieni jakość życia seksualnego, gdy już obejrzysz swoją cipkę, dogadasz się z nią i ją polubisz?

To jest inny świat. Wiem, bo byłam po obu stronach. Ale trzeba obejrzeć i polubić, a to nie jest łatwe. Z cipkami jest tak, że nawet jeśli nigdy żadnej nie widziałaś, to masz jakieś wyobrażenie na temat tego, jak powinna wyglądać. Tylko że to są wyobrażenia tworzone na podstawie wyidealizowanych i kompletnie nienaturalnych obrazów cipek. Mam znajomą, która zajmuje się waginoplastyką. Byłam w szoku, kiedy powiedziała mi, że dojrzałe kobiety po porodach wcale nie stanowią większości jej klientek. Przychodzą piękne, młode dziewczyny, bo im wargi sromowe wystają poza, a one na obrazkach widziały, że wargi sromowe nie wystają, więc na pewno coś z nimi jest nie tak. To dlatego, że nigdy nikt z nimi nie porozmawiał o ciele i seksualności, a wiedzę na temat wyglądu cipki pewnie czerpały z filmów porno. I mnie to nie dziwi, bo mi łatwo jest mówić o cipce w wywiadzie, bo wiem, że to czemuś służy, łatwo mi nagrać stories na IG o cipce, bo jestem sama w pokoju, mogę porozmawiać z mężem, ale z przyjaciółkami nigdy nie rozmawiałyśmy o naszych cipkach.

Dlaczego?

Nie mam pojęcia. Jedynym czasem, kiedy kobiety otwierają się na rozmowy o cipkach, jest czas porodu i połogu, bo wtedy faktycznie trzeba się swoim cipkom przyjrzeć. Bo wyglądają inaczej, bo czasem bolą. Ale z jakiegoś powodu nie rozmawiamy o cipkach, gdy są w szczytowej formie, gdy są najfajniejsze, gdy sprawiają nam najwięcej frajdy.


fot. materiały prasowe Spadiora


Zrobiłaś apaszkę z cipką również po to, żeby przypominać kobietom o badaniach cyklicznych, prawda?

Tak, z jednej strony ma prostu przypominać o badaniach, ale też zachęcać, żeby dowiadywać się, szukać, dociekać – wszystko po to, aby mieć jak największą wiedzę o cipce. Bo widzisz, kiedy kobieta dostaje diagnozę, że ma raka szyjki macicy, nie każdy lekarz powie jej, że może warto zamrozić jajeczka przed rozpoczęciem leczenia. Wiele kobiet o tym nie wie. Moja historia też wynikała z niewiedzy. Zrobiłam cytologię u znajomej ginekolożki. Ginekolożka była w ciąży, więc kiedy odbierałam wyniki, już była na zwolnieniu. Czytam wynik, wyszła mi I grupa i się zdziwiłam, bo taki wynik nie pojawił się u mnie nigdy, odkąd aktywnie współżyję. Zawsze byłam mocną II. Przeczytałam też dopisek, że nie pobrały się komórki endocerwikalne i że badanie jest do powtórzenia. Poszłam do innego lekarza, nie znałam go wcześniej, nic o nim nie wiedziałam. Pokazuję mu wynik cytologii, a on mi mówi, że jest okej, żebym zbadała się za rok. Uwierzyłam, bo lekarz, przecież się zna. W badaniach rok później wyszły mi zmiany przednowotworowe bardzo wysokiego stopnia na całej szyjce i dwa typy wirusa onkogennego. Wyhaczyłam z dostępnej puli wszystko co najgorsze. Pozostawało tylko pytanie, jak daleko to zaszło. Dociekając na własną rękę, dopiero dowiedziałam się, co mi przysługuje, jakie mam możliwości, jakie badania są dostępne i że tamtą cytologię powinnam powtórzyć od razu. I ta apaszka też jest o tym. To my same musimy zadbać o nasze cipki.

Moja cipka, moja odpowiedzialność?

Tak jest. Jeśli ty źle traktujesz swoją cipkę, to nikt inny nie będzie traktował jej dobrze. I tu mówię też o cipce w kontekście seksualnym. Akceptacja własnego ciała nie sprowadza się tylko do akceptowania twarzy, nóg i bioder, ale do każdego centymetra ciała. Przestańmy wstydzić się naszych cipek!

PS. Słowo "cipka" pada w tym wywiadzie 47 razy. Pobijcie nasz rekord!