Angelika Kucińska: Czy jakość życia seksualnego da się zmierzyć? Jest jakaś lista obiektywnych kryteriów, które trzeba spełnić, żeby być zadowolonym ze swojego seksu?

Marta Niedźwiecka: W seksuologii odchodzi się od jednoznacznych miar, bo są związane z epoką, w której funkcjonowała tzw. normalizacja. Normalizacja sprowadza się do tego, że pewne zachowania są uznawane za normalne, ustala się, że czegoś powinno być tyle i tyle, a czegoś innego nie może być w ogóle, bo nie jest normalne. I tak np. normalny był układ heteroseksualny, w normie był seks uprawiany w ramach średniej, a za nienormalny uznawano np. BDSM czy stosunki homoseksualne. Dziś odchodzimy od takiego myślenia i zaczynamy korzystać z kategorii jakościowych. Możesz uprawiać tyle seksu, ile potrzebujesz i uprawiać go na takich zasadach, żeby budować swój dobrostan. Albo uprawiasz tyle seksu, na ile pozwala ci twoja forma psychofizyczna albo nie uprawiasz seksu w ogóle. Bo jeśli np. ktoś jest chory albo ma trudny czas, to jego życie seksualne osłabnie. Przy trudnościach natury psychicznej można w ogóle stracić zainteresowanie seksem albo doświadczać spadku libido. Nie można przystawiać tej samej miary do każdego człowieka w każdym momencie jego życia, a to ile i jakiego seksu potrzebuje, ocenia osoba, która ten seks uprawia, a nie seksuolog. To jest myślenie o seksie w kategoriach jakościowych, gdzie kluczowe są konsent i dobrostan.

Regularnie, również w Polsce, są tworzone ankiety pokazujące nasze zadowolenie z życia seksualnego. Tyle że to zadowolenie zawsze było bardziej deklaratywne niż faktyczne. Mówiąc wprost: ludzie kłamią. Czy za zmianą kryteriów i wzrostem świadomości potrzeb poszła też większa szczerość ankietowanych? Przestaliśmy wreszcie ściemniać, że wszyscy mamy świetny seks?

Nie sądzę. Przyznanie, że coś w naszym życiu seksualnym nie działa, jest bardzo trudne zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. W naszej kulturze mężczyźni wciąż są oceniani przez pryzmat ich sprawności seksualnej i sami siebie też tak oceniają, więc rzadko będą gotowi przyznać, że coś nie działa, bo to godzi w ich poczucie męskości. Kobiety z kolei czują się mało sprawcze w tym departamencie, biorą na siebie winę za nieudane życie seksualne albo utożsamiają to z brakiem uczuć w związku. Co oznacza porażkę relacji, a kobiety są kulturowo rozliczane z relacji.

To przyjrzyjmy się tym czynnikom, które wpływają na jakość naszego seksu. Bo wszystko ma znaczenie, prawda?

Absolutnie wszystko: od palenia, picia, diety, przez poziom stresu, choroby, problemy natury psychicznej, po wychowanie, kulturę, wzorce, którymi przesiąkliśmy i nasze przekonania, które mogą nam umożliwiać robienie rzeczy lub blokować robienie rzeczy w imię czegokolwiek, co uważamy za normę, prawdę czy zasadę. W skrócie: życie szkodzi na seks. Nawet duża ilość sportu szkodzi życiu seksualnemu, bo sportowczynie i sportowcy nie mają zwyczajnie siły na seks w trakcie intensywnych treningów…

A czy u tych wszystkich bardzo aktywnych, usportowionych osób problematyczny nie jest przypadkiem stosunek do ciała? Sportowcy – zawodowi i amatorzy – traktują ciało instrumentalnie, jako narzędzie do zdobywania osiągów.

To się bardzo często zdarza. Tylko wiesz, dopóki ciało jest młode i zdrowe, to ono te osiągi zrobi, też w seksie. A kiedy ciało zacznie się starzeć albo chorować, to instrumentalne podejście do ciała jako narzędzia do osiągania celów spowoduje rożne rodzaje problemów. Traktowaliśmy ciało jak narzędzie, narzędzie zaczęło się psuć, więc obrażamy się na nie. Skoro nie mogę osiągnąć erekcji albo orgazmu, to w takim razie seks już mnie nie interesuje. W ogóle erekcja i orgazm to są tylko elementy w seksie, a bardzo często tam upatrujemy problemów. Bardzo trudno jest nam zauważyć, że trudności w seksie mogą być powiązane z naszą aktualną formą psychiczną. Jeśli traktujemy ciało przedmiotowo, to nie zdajemy sobie sprawy, że jest ono połączone z psychiką, która może być niedostrojona. A trudności mogą brać się na przykład stąd, że zawsze byliśmy w krótkotrwałych związkach i nigdy nie sprawdziliśmy, jak wygląda u nas intymność w długofalowej relacji. Może też być odwrotnie – nigdy nie eksperymentowaliśmy w stałych związkach, bo nie byliśmy świadomi takiej potrzeby. Może nigdy nie weryfikowaliśmy naszej potrzeby bliskości. Konsekwencją instrumentalnego podejścia do ciała może być sytuacja, że gdy narzędzie się popsuje, nie będziemy mieli środków, by poszukać rozwiązań w innych miejscach, by zobaczyć doświadczenie seksualne nie tylko jako rozładowanie popędu, ale jako wydarzenie o znaczeniu emocjonalnym. Ludzie, którzy podchodzą do seksu zadaniowo, a ciała traktują instrumentalnie, będą relatywnie szybko nudzić się seksem i szukać coraz silniejszych bodźców, bo seks to dla nich głównie mechanika.

Wspomniałaś o papierosach, alkoholu i jedzeniu. Przecież to są aktywności ludzi, którzy potrafią cieszyć się życiem. Jak mają napsuć w seksie?

Ale to już nie jest żadne sensacyjne odkrycie, że palenie papierosów u mężczyzn powoduje problemy z erekcją albo nawet impotencję. To jest fakt – jak ten, że mycie rąk przed operacją sprawia, że ludzie nie umierają na zakażenia. Z tym się już nie dyskutuje. Palenie osłabia naczynia krwionośne, a więc chociażby osłabi transport krwi do penisa. Z kolei z marihuaną jest tak, że zastosowana raz na jakiś czas może przełożyć się na fantastyczne doświadczenie seksualne, ale już regularne palenie zaburza funkcje poznawcze i też powoduje problemy z erekcją, bo marihuana działa otępiająco na układ nerwowy. Bardzo podobnie działa alkohol. Co prawda wzmaga chęć, ale utrudnia wykonanie, i to dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Oczywiście mówię tu osobach trochę dojrzalszych, bo dwudziestolatek ma taki metabolizm, że nawet po porządnej intoksykacji jego młode, zdrowe ciało sobie poradzi.

A jedzenie?

Złe jedzenie powoduje szereg różnych chorób: od problemów z jelitami po cukrzycę czy nadciśnienie, a to są choroby, które mają wpływ na nasze samopoczucie seksualne i możliwości. Jedzenie też przekłada się na stan naszego ciała, nie tylko w kontekście chorobowym. Jeżeli jemy tłusto i niezdrowo, mamy pozatykane żyły, to jesteśmy ospali i pozbawieni wigoru, układ nerwowy reaguje słabiej. A jeżeli stosujemy zdrową dietę, bogatą w mikroelementy jak cynk czy magnez, to nasz układ nerwowy jest w dobrej formie.

Powiedziałaś o wpływie jedzenia na zdrowie. Dla mnie jedzenie i seks łączą się jeszcze podejściem. Bo jeśli ktoś potrafi celebrować jedzenie, jest otwarty na nowe smaki, próbuje i to próbowanie go cieszy, to będzie potrafił cieszyć się seksem.

Oczywiście, tylko to już jest poziom średnio zaawansowany, bo wymaga zrozumienia, że nasza umiejętność doświadczania, rozbudzenie zmysłowe i receptywność pomagają w budowaniu zaplecza w seksie. Tym zapleczem są wiedza, wrażliwość, otwartość na eksperymenty. Człowiek, któremu wystarcza hamburger i cola, takiego zaplecza może sobie nie zbudować, bo nie będzie miał na czym ćwiczyć. Te wszystkie kompetencje, które wymieniłam, można doskonalić, tylko niewielu osobom się chce.

A czy na nasze życie seksualne wpływa to, ile mamy pieniędzy?

To jest tak dobre pytanie, że odpowiem ci na nie perwersyjnie. Im więcej trudności osobowościowych, im więcej niezałatwionych rzeczy w życiu, tym większe znaczenie w seksie będą miały pieniądze i pozycja społeczna. Jeżeli ktoś jest bardzo niepewny siebie, to szuka akceptacji, ogarniając tę niepewność właśnie pieniędzmi albo prestiżem. Taka osoba zainwestuje mnóstwo czasu w zdobywanie kasy i pozycji, bo według jej wyobrażeń im więcej będzie mieć, tym bardziej będzie pożądana. I to będzie dla niej naprawdę ważne, dlatego nie chcę mówić, że pieniądze nie mają wpływu na seks, bo dla niektórych osób mają. Tacy ludzie nie wyobrażają sobie, że można mieć dobry seks, jeśli nie jeździ się mercedesem. Tylko że jest to ich wyobrażenie o rzeczywistości. Podobnie ma się sytuacja z atrakcyjnością fizyczną. Chcemy być piękni w sposób pasujący do wyobrażeń społecznych, do norm. Wydaje nam się, że to jest gwarancja dobrych związków i dobrych seksów. I OK, pewnie niektórzy piękni ludzie mają dobre seksy, ale na pewno też niektórzy piękni ludzie są samotni i pozbawieni dobrych relacji. Niemniej myślimy sobie, że jak osiągniemy ten idealny wygląd, jak już będziemy miały ten właściwy rozmiar albo ten sześciopak, to świat przed nami klęknie.

A nie klęknie?

No nie. Lubię jako ilustrację przytaczać historie, które opowiadają mi moje klientki. To dość powtarzalny schemat. Były w trybie poszukiwania odpowiedniego partnera, więc regularnie chodziły do klubów odwalone jak kornik na święto lasu. I przychodził moment, po licznych klęskach w doborze partnerskim, że dawały sobie spokój. Wtedy mogło się zdarzyć, że koleżanka wyciągnęła je na imprezę do znajomych. Szły ubrane w dżinsy i top, na pełnym chillu, w poczuciu, że idą się po prostu dobrze bawić. I nagle zaczynały się dziać rzeczy nad wyraz obiecujące. Bo na szczęście rzeczywistość łączenia się w pary nie rządzi się tylko wyglądem i rozmiarem.

Czy może mi zepsuć seks polityka kraju, w którym żyję?

Ależ oczywiście, i to też jest twarda wiedza, wynikająca z badań. Jeśli system edukacji dostarcza rzetelnej wiedzy o seksualności, jeśli społeczeństwo jest liberalne i akceptujące i ma dostęp do określonych świadczeń zdrowotnych oraz możliwość podejmowania własnych decyzji, to rośnie nasze poczucie bezpieczeństwa – i to poczucie bezpieczeństwa rośnie u wszystkich, niezależnie od orientacji i tożsamości. W takim kraju dobrze czują się nie tylko osoby homoseksualne czy osoby chcące zajść w ciążę, dobrostan dotyczy absolutnie wszystkich. A im bardziej opresyjna kultura, tym więcej tradycyjnych form przeżywania seksualności, bo norma jest wąska. Tym więcej tabu, ocen i kontroli.

To ile osób żyjących teraz w Polsce może być zadowolonych ze swojego życia seksualnego?

Oceniłabym to na poniżej jednej piątej populacji, może jednej czwartej – tylko to jest szacowanie, a nie nauka. Są osoby w Polsce, których sytuacja jest nieidealna. Np. pary jednopłciowe, którym jest dobrze, ich seks partnerski jest spoko, ale to, co dzieje się dookoła, sprawia, że im jako relacji jest daleko do poczucia bezpieczeństwa. I taką parę też wliczam do osób niezadowolonych, bo w tej grupie są nie tylko pary, które przeżywają problemy związkowe, ale też osoby, na które może oddziaływać ogólna atmosfera w kraju, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają.

To ostatnia sprawa. Czy bajki, które czytano nam w dzieciństwie, mają wpływ na nasz seks?

A której bajce jest napisane, że dziewczynka ruszyła na poszukiwanie właściwego partnera/partnerki i odrzucając po drodze wiele bezsensownych rozdań, ludzi, którzy nie wykazywali się wystarczającą wrażliwością i mądrością, wreszcie spotkała tego albo tą, który był jej optymalnym wyborem, szanował i kochał ją i dawał przestrzeń do samorealizacji?

Nie brzmi to jak Disney.

No właśnie. Chciałabym bajek, w których dziewczynki wybierają dziewczynki, chłopcy wybierają chłopców, a chłopcy, którzy wybierają dziewczynki, nie każą im rodzić dzieci. Brakuje treści, które rozpychają światopogląd. A musimy uważać, czym się nasączamy i w jakie komedie romantyczne wierzymy.

 

Marta Niedźwiecka - pierwsza w Polsce certyfikowana sex coach – pracująca z seksualnością, ciałem, emocjami i relacjami intymnymi.
Jako life coach wspiera w rozwoju osoby kreatywne i poszukujące swojej drogi. Psycholog – prowadzi sesje indywidualne i warsztaty dla solistów i par. Jako mówca i autorka teorii popularyzuje świadomą seksualność – Slow Sex. 
Od 2010 do 2014 współtworzyła projekt edukacji seksualnej Pussy Project / Party. W 2016 wydała bestseller „Slow Sex – uwolnij miłość”.


fot. archiwum prywatne