Bakteria na diecie z plastiku

Ideonella sakaiensis. Warto zapamiętać tę nazwę, zresztą brzmi całkiem wdzięcznie. Tak nazywa się szczep bakterii produkujących enzymy rozbijające tworzywa sztuczne – kilka lat temu skutecznie wyizolowany w jednej z japońskich fabryk zajmujących się recyklingiem plastiku. Okazało się wówczas, że Ideonella sakaiensis to jedyny mikroorganizm, który dosłownie żywi się plastikiem (kilka innych potrafi plastik zjadać, ale robią to przy okazji, dla tego konkretnego szczepu plastik jest głównym źródłem energii). Odpowiednio zmutowana bakteria (nad mutacjami pracowano przez ostatnich pięć lat) potrafi w kilka godzin rozprawić z solidną ilością plastiku, więc jak na razie jest naszym największym sprzymierzeńcem w walce z jego nadprodukcją, szkodliwą dla środowiska. Z tak przetrawionego plastiku można wyprodukować wysokiej jakości butelkę PET, a to znaczy, że do produkcji plastiku nie trzeba już wykorzystywać ropy naftowej. I, co przełomowe, taki recykling jest możliwy na skalę przemysłową. Marne szanse, żebyśmy doczekali się skutecznych odgórnych regulacji redukujących produkcję tworzyw sztucznych, więc jedyna nadzieja właśnie w przemysłowym recyklingu.

Gliniany dom prosto z drukarki

Niby żadna nowość, bo prototypowe domy powstające w technologii druku 3D powstają od kilku dobrych lat. To dlaczego ten, który kilka miesięcy temu stanął w niewielkiej włoskiej miejscowości Massa Lombarda jest tak ważny? TECLA, projekt studia Mario Cucinella Architects, został w całości wydrukowany z gliny. Tani, łatwo dostępny materiał sprawia, że takie gliniane domy mogą z łatwością powstawać w wielu miejscach na świecie – w kilka tygodni (sam druk trwa ok. 10 dni, trzeba doliczyć czas wysychania gliny, uzależniony do warunków klimatycznych), niskim kosztem. Tanie domy drukowane w technologii 3D mogą być szczególnie pomocne w walce z kryzysem bezdomności i migracjami ludności, które w związku z kryzysem klimatycznym będą coraz częstsze. I choć misja jest ważniejsza od estetyki, to warto przypomnieć, że Włosi potrafią w design, więc TECLA nie tylko zmienia świat, ale i przy tym świetnie wygląda.

Będę za trzy zeptosekundy

Podziel sekundę na miliard części, a potem jedną z tych części podziel jeszcze na tryliard kolejnych części. Tryliardowa część miliardowej części sekundy to właśnie zeptosekunda, najkrótsza z do tej pory odkrytych jednostek czasu. Kto poświęcił trochę wspomnianego czasu na odkrycie zeptosekundy? Niemieccy fizycy, którzy jesienią 2020 r. wykonali zdjęcie rentgenowskie cząstki wodoru, by sprawdzić, jak szybko przechodzi przez nią światło. Po co? Ten cały eksperyment pozwala naukowcom jeszcze lepiej rozumieć tzw. fotoemisję, czyli emisję elektronów (zjawiskiem zajmował się m.in. Albert Einstein), a to wiedza, która zdecydowanie przyda się w dalszym rozwoju komputerów kwantowych i generalnie może przysłużyć się rewolucji technologicznej.

Chmury zasiane?

To nie jest nowa technologia, opracowano ją w drugiej połowie lat 40. ubiegłego wieku. Ale jeszcze do niedawna naukowcy nie mieli żadnych dowodów, że zasiewanie chmur jodkami srebra działa w warunkach innych niż laboratoryjne. Dopiero przeprowadzone kilka lat temu w Sanach Zjednoczonych zasiewanie pokazało widoczną różnicę pomiędzy zewnętrzną ingerencją w pogodę a naturalnymi zjawiskami. Zasiewanie ma prosty cel – wymusić opady deszczu lub śniegu. Skuteczne cykle zasiewania przeprowadzono całkiem niedawno m.in. w USA i Dubaju. To przełomowa, choć wciąż kontrowersyjna technika manipulowania pogodą. Niektórzy badacze nie mają pewności, że wymuszenie deszczu w jednym rejonie nie spowoduje braku opadów w innych. Inni są zgodni, że to efektywny sposób walki z suszami występującymi w coraz większej liczbie miejsc na świecie.

Czarna dziura jest fotogeniczna

Wszyscy o niej słyszeli, nikt jej nie widział? Nie ma w naszym uniwersum niczego bardziej fascynującego niż czarna dziura. Nieodgadniona, niebezpieczna, tam nie działają żadne znane nam prawa fizyki. A jak wychodzi na zdjęciu? Już wiemy! Projekt Event Horizon Telescope zrzesza ponad dwustu naukowców pracujących w obserwatoriach rozmieszczonych na całym świecie, od Hawajów po Biegun Południowy. Globalna współpraca badaczy zaowocowała solidną porcją danych z obserwacji czarnej dziury. Tak solidną, że przygotowanie obrazka na podstawie tych danych zajęło naukowcom ponad dwa lata, ale udało się. Pierwsze zdjęcie czarnej dziury opublikowano wiosną 2019 r. Dlaczego to taki przełom? Wcześniej mogliśmy sobie jedynie wyobrażać, oczywiście na podstawie naukowych hipotez, jak wyglądają czarne dziury. Wreszcie wiemy, że te kosmiczne dziwadła pożerające wszystko naprawdę istnieją.