Polska niestety nie wypada najlepiej w porównaniu z innymi krajami, jeśli chodzi o poziom nietolerancji, która wciąż rośnie. Czy Ty spotkałaś się z jej przejawami chociażby ze względu na kolor skóry?

Było mi nieco trudniej, jeśli chodzi o akceptację w środowisku, wiadomo, nie wpisywałam się w polskie standardy. Szybko nauczyłam się jednak, że to nie wygląd definiuje mnie jako osobę. Myślę, że takie podejście zawdzięczam mojej mamie, ponieważ jest pewną siebie kobietą i zawsze mówiła mnie i mojemu rodzeństwu, że osiągniemy wszystko, co tylko zechcemy. Uważam też, że to ona zapoczątkowała we mnie tę siłę, aby nie dać się negatywnym komentarzom i uwierzyć w siebie.

Idąc do programu „Top Model”, byłaś bardzo młoda, miałaś 19 lat. Czy nie obawiałaś się hejtu, jaki może Cię tam spotkać?

Miałam taką myśl gdzieś z tyłu głowy, ale nie na tyle, żeby bać się udziału w tym programie. Dlatego też to zrobiłam. Myślę, że jeśli chodzi o mnie, to długo pracowałam nad pewnością siebie. Byłam bardzo ciekawa, czy mogę się sprawdzić, i przede wszystkim nigdy nie bałam się marzyć.

Czy program „Top Model” wpłynął jeszcze bardziej na Twoją samoakceptację i pewność siebie?

Nie, wydaje mi się, że wręcz przeciwnie. Po programie miałam taki moment, gdzie analizowałam rzeczy bardziej niż kiedykolwiek. To był moment, w którym czułam się, jakbym była na piedestale, i przez to odczuwałam większą presję. Moment, w którym za bardzo myślałam i za dużo analizowałam i z pewnością nie miałam takiego spokoju wewnętrznego jak dziś. Trochę nawet szkoda, że uświadomiłam to sobie tak późno, bo to mógł być jeszcze piękniejszy czas. Niemniej jestem bardzo wdzięczna za niego, ale szkoda, że nie odpuściłam sobie troszeczkę i nie wrzuciłam bardziej na luz. To była taka chwila, w której powiedziałam sobie: „Kurde, Osi, widzisz, co zrobiłaś?”.

Zdjęcia: Tomek Janus Stylizacje: Elwira Abramczuk Makijaż: Liwia Długołęcka Modelka: Osi Ugonoh

Jakie skutki miała ta presja?

Wiesz, są takie momenty, kiedy patrzysz w lustro i nie zastanawiasz się nad tym, czy jesteś piękna, czy nie, bo po prostu to wiesz. Masz w głowie, że jesteś, że możesz wszystko, że potrafisz to i to. Presja powoduje, że patrzysz i widzisz, że jeszcze musisz poprawić to i tamto. I to jest bardzo niebezpieczne. Ja wtedy głównie myślałam o swojej figurze. Mam taką budowę, że niezwykle szybko buduję mięśnie, więc nie należę do najchudszych modelek, dlatego bardzo zależało mi na tym, aby wyszczuplić sylwetkę, żeby była ona taka „modelkowata”. Aczkolwiek nigdy nie popadałam w skrajność, nigdy nie miałam tak, że dla osiągnięcia wymarzonej sylwetki zrobiłabym wszystko. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że są rzeczy, których po prostu nie da się zmienić, i trzeba to pokochać. Trzeba sobie szybko zdać z tego sprawę i zacząć nad tym pracować. Aczkolwiek teraz bardziej lubię to miejsce, gdzie jestem, odczuwam większą akceptację i spokój, a to jest super.

Czym jest dla Ciebie obecnie self love?

Self love to znalezienie się w takim miejscu, gdzie masz wspaniałe relacje z samym sobą. Po pierwsze, wybaczasz sobie swoje błędy, lubisz swoje odbicie, nie dołujesz się ani nie krytykujesz się do takiego stopnia, gdy nie jesteś w stanie podjąć nowego działania. Po prostu jesteś dobry dla siebie i lubisz to, jakim jesteś człowiekiem, mimo że masz rzeczy do poprawy. Nawet jeśli starasz się poprawiać w sobie jakieś rzeczy, to wynika to z miłości, a nie z nienawiści. Jak na przykład dieta, gdzie wszystko jest robione z głową, a nie głodówki.

Oglądałam Twoje filmiki na YouTubie, gdzie często opowiadasz o dietach, ćwiczeniach czy samoakceptacji. Wnioskuję po tym, że jesteś w bardzo dobrej relacji ze swoim ciałem i z samą sobą. Czy oprócz ciągłego dążenia do upragnionych celów i prowadzenia zdrowego trybu życia coś jeszcze Ci w tym pomaga?

Jestem chrześcijanką, więc pomaga mi modlitwa. Dzięki niej czuję dodatkowo miłość od Boga, co też daje mi wewnętrzną równowagę, spokój ducha oraz nadzieję. Wiara sprawia, że akceptuję siebie jeszcze bardziej.

Zdjęcia: Tomek Janus Stylizacje: Elwira Abramczuk Makijaż: Liwia Długołęcka Modelka: Osi Ugonoh

Kochasz całą siebie czy też jest coś, co lubisz w sobie najbardziej? Czy masz jakąś słabość, którą zwalczasz?

Mam kilka rzeczy, które w sobie lubię. Najbardziej to, że jestem ambitna, zdeterminowana, silna. Lubię też to, że nie jest łatwo mnie złamać i zniechęcić do życia i bycia w pełni sobą. Jest kilka rzeczy, które w sobie kocham, jest również kilka, których nie lubię. Jednak głównym moim problemem jest samokrytyka, bo niestety wiem, że w przeszłości czasem byłam dla siebie za ostra. Teraz, z wiekiem, uczę się pobłażliwości i wybaczam sobie błędy.

Oglądając Ciebie w programie i nawet podczas pracy z Tobą przy sesji, zauważyłam, że jesteś bardzo pozytywną osobą, która tryska energią. Czy jest jakieś motto, którym się motywujesz, aby w pełni korzystać z życia?

Codziennie wstaję rano i mówię sobie: NEW DAY, NEW BLESSINGS. Wierzę, że nawet kiedy dzień jest słaby, to kolejny może być znacznie lepszy. Staram się emanować dobrą energią, mimo że jestem człowiekiem świadomym tego, co dzieje się na świecie. Szczęście jest dla mnie kwestią wyboru, nie ma co się smucić.

Jaką radę dałabyś dziewczynom, które marzą o zostaniu modelką, jednak na przeszkodzie do spełnienia tego stoją kompleksy?

Moja rada raczej nie jest dobra: jeżeli ktoś ma bowiem straszne kompleksy, to nie powinien od razu decydować się na taki zawód jak modeling. To jest branża, w której, jeśli ktoś ma problem z samym sobą, to nie powinien w nią wchodzić. Po prostu to nie jest branża dla każdego. Kompleksy to jest coś, co musisz sama przezwyciężyć, sama musisz to wypracować. Modeling w tym ci nie pomoże. Wyznaczane są kanony piękna i inne standardy, więc jednym się spodobasz, innym nie, i musisz się z tym liczyć. Jeśli więc twoja wartość już upada, to nie jestem pewna, czy jest to branża, w którą powinnaś się pchać. Ale jeżeli popracujesz nad sobą, to jak najbardziej.

Zdjęcia: Tomek Janus Stylizacje: Elwira Abramczuk Makijaż: Liwia Długołęcka Modelka: Osi Ugonoh w kurtce projektu Laury Skowron

Co powiedziałabyś teraz, z perspektywy czasu, nastoletniej Osi? Jaka ona była?

Nastoletnia Osi to była Osi, która nie była fanką swojego wyglądu, ale lubiła siebie. Nawet ciężko mi powiedzieć, co wtedy było nie tak. Hormony buzowały, szybko urosłam, zaczęłam myśleć dużo o chłopakach i o tym, jaki jest ich kanon piękna, co powodowało, że nie czułam, że się w ten kanon wpasowuję. Teraz powiedziałabym 15-letniej Osi: ZOBACZYSZ ZA KILKA LAT, SKUPIAJ SIĘ NA ROZWOJU, TO CI SIĘ OPŁACI ZA KILKA LAT. DODAŁABYM JESZCZE: TYLKO SPOKOJNIE Z TYMI CHŁOPCAMI, BEZ POŚPIECHU. (śmiech)

Twój brat również jest osobą medialną, jest bokserem, czy on był dla Ciebie motywacją albo inspiracją do działania?

Mój brat bardzo, ale to bardzo zmotywował mnie do działania. Miałam wtedy właśnie 15 lat, gdy dał mi książkę o motywacji. Chyba to był „Sekret” Rhondy Byrne. I był wtedy taki moment, kiedy pomyślałam: „WOW, MOGĘ WIĘCEJ!”. Mimo że jeszcze te parę lat temu nie byłam pewna swojego wyglądu, to to, jak zaczęłam się czuć dzięki tej książce, bardzo mi pomogło. Wtedy zrozumiałam, że muszę coś zmienić w życiu, aby czuć się lepiej.

Co było pierwszym krokiem do zmiany po przeczytaniu tej książki?

Wtedy bardzo zainteresowałam się zdrowym odżywaniem. Potem zaczęłam chodzić na siłownię. Bardzo inspirowały mnie znane osoby, dzięki temu dużo się zmieniło. Jak wędruję teraz myślami i patrzę na to 10 lat później, to naprawdę widzę, że robię rzeczy, o których wtedy marzyłam. To jest niesamowite.