Włosy gęste i błyszczące – czyż każda o takich nie marzy? Sprawa się komplikuje kiedy nie rosną w pożądanych przez nas miejscach. Włosy na brzuchu? Pod pachą? Na łonie? Na łydkach? Wąsik? Choć zwykle to po prostu objaw dojrzałości płciowej, dla większości kobiet jest raczej utrapieniem niż powodem do dumy. Nieusunięte włosy budzą ogromne kontrowersje. To dlatego, że w naszej kulturze włosy podlegają podwójnym standardom i w zależności od tego, gdzie występują, albo masz o nie dbać i zabiegać o to, by były długie i gęste, albo przeciwnie, masz iść z nimi na otwartą wojnę, próbując za wszelką cenę się ich pozbyć.

Włosy na ciele. Krótka historia

Wydawać by się mogło, że po prostu ten świat jest tak skonstruowany, że włosy na ciele kobiet od zarania dziejów są niepożądane. Prawda jest jednak taka, że stosunek do włosów zmieniał się na przestrzeni lat, i różnił się zależnie od kultury. W ten sposób coś, co jeszcze 100 lat temu było nie do pomyślenia, dziś już uważane jest nie tylko za normę, a wręcz za kobiecy obowiązek. Kiedy w USA w 1915 roku pojawiła się reklama maszynek do golenia dla kobiet, idea depilacji kobiecego ciała była równie szokująca co dziś widok Julii Roberts z owłosioną pachą na czerwonym dywanie.
Jako że najtrudniej zawsze zdystansować się do własnej kultury, proponuję zrobić mały eksperyment myślowy. Wyobraź sobie, że lądujesz na planecie, gdzie wszystkie kobiety golą głowy na łyso i takie właśnie uważane są tam za najpiękniejsze i najbardziej kobiece. Walka o idealnie gładką czaszkę spędza im sen z powiek. Pokazanie się w miejscu publicznym z bujnymi włosami na głowie wywołuje ogólną konsternację. Przy twoich zdjęciach z bujną czupryną, zamieszczonych w social mediach, pojawiają się komentarze typu: „możesz mieć włosy na głowie, ale po co to pokazujesz”, „to nieestetyczne”, „to niehigieniczne, głowa musi śmierdzieć z czymś takim”. Na nic tłumaczenie, że przecież codziennie myjesz głowę! Koleżanki pytają, co o twoich włosach na głowie sądzi twój partner albo czy nie boisz się, że już nigdy przez to nie znajdziesz chłopaka. Szybko orientujesz się, że jeśli chcesz mieć spokój, najlepiej zgolić głowę. I zaczynasz robić to regularnie – zgodnie z tym, co narzucają przekazy kulturowe, czyli traktujesz jako konieczną pielęgnację. W tym duchu zaczynasz wychowywać też córki – by nie miały problemów w tym „gołogłowym” społeczeństwie. Wydaje się radykalne? Takich przykładów nie trzeba szukać aż na obcych planetach. Golenie całego ciała razem z głowami było szczytem atrakcyjności w starożytnym Egipcie, zaś z zetknięciem kultury „włosopozytywnej” z „włosonegatywną” miały niedawno do czynienia kobiety w Polsce. Jeszcze niecałe 40 lat temu mężczyźni żartowali między sobą, że kobiety z bujnym wąsem czy włosami na nogach są bardziej jurne, a nasze babcie autentycznie miewały kompleksy z powodu mniej widocznych włosów na nogach niż ich hojniej obdarzone koleżanki. Choć brzmi to niewiarygodnie, to włosy na ciele były powszechne i nie stanowiły powodu do wstydu. Wszystko zmieniło się na przełomie lat 80. i 90. XX wieku, kiedy za sprawą mediów przyszła do nas zachodnia kultura z reklamami i intensywnym marketingiem produktów do depilacji kobiecego ciała. Polki zaczęły masowo się golić, a gładkie ciało stało się synonimem piękna i właśnie w tym przekonaniu wyrosło kolejne pokolenie. Dziś włosy na ciele kobiet wywołują burzliwe dyskusje, hejt, a dla wielu osób są powodem kompleksów.

Włosy na ciele? Usuwać czy nie usuwać?

Jak widzisz, dużo zależy od tego w jakim społeczeństwie i w jakiej kulturze się wychowujesz. Jedno jest jednak pewne – niemalże wszystkie zmagamy się z włosami to tu, to tam, a walka z ich odrastaniem dla wielu z nas jest czasochłonna, kosztowna i wymaga wysiłku. Dla niektórych z nas jest to też ryzykowne ze względów zdrowotnych i zamienia się w istną męczarnię. Coraz częściej pojawiają się również głosy ze środowiska medycznego, że włosy w niektórych miejscach np. włosy łonowe są wręcz potrzebne, a moda na całkowitą depilację sprzyja infekcjom.
Choć dla wielu osób może to być trudne do przyjęcia, ponieważ  nauczono nas, że zadbana kobieta to ta bez włosów na ciele, to właśnie pozostawione włosy mogą być wyrazem troski o siebie. Nieusunięte włosy mogą być też bardziej atrakcyjne i higieniczne niż ich brak, na przykład jeśli chorujesz na łuszczycę, AZS, czy gdy masz problemy z wrastaniem włosów, zapaleniem mieszków włosowych, podrażnieniami czy stanami zapalnymi. Regularnie myte, odpowiednio zabezpieczone przed potem i przykrymi zapachami, mogą stanowić nie tylko fizjologiczną barierę dla zarazków, ale też chronić przed obtarciami czy odparzeniami. To zupełnie nowa, ciałopozytywna perspektywa, która pozwala spojrzeć na włosy bardziej przychylnie i z większą wyrozumiałością. Zachęcam więc nie tyle do zaprzestania depilacji, co do zrewidowania uwarunkowań kulturowych, które wpływają na nasze upodobania i przyjrzenia się swojej relacji z włosami oraz do świadomego wybrania najlepszej drogi dla siebie.

O włos od depresji

Jeśli w związku z włosami na ciele przeżywasz jakieś trudne emocje: wstyd, napięcie z powodu choćby maleńkiego odrostu albo usuwanie włosów szkodzi twojej skórze, to warto zweryfikować swoje podejście i zyskać więcej luzu w tej kwestii. Pozwoli ci to lepiej zadbać o siebie. Zacznij od przyzwyczajania się do nowego obrazu kobiecego ciała. Poszukaj w mediach kobiet, które pokazują włosy na ciele. Przyzwyczaj się powoli do ich widoku, a potem przekonaj się sama, z jaką długością i ilością włosów czujesz się najlepiej. Tu przecież nie chodzi o wybranie między dwoma wrogimi obozami, lecz o znalezienie własnej drogi. Nie musisz decydować się raz na zawsze na tylko jedną opcję, możesz próbować, testować, przycinać, a nawet farbować i szukać tego, co będzie dla ciebie w danym momencie najlepsze. Niezależnie od tego jaką decyzję podejmiesz, rozwijaj czułe i pozbawione wstydu podejście do ciała. Może dzięki temu nadejdzie dzień, w którym włosy na kobiecym ciele będą traktowane równie neutralnie jak te na ciałach męskich, a my będziemy miały prawdziwie wolny wybór, bez żadnej presji? I choć teraz brzmi to nierealnie, może okazać się niedaleką przyszłością, w końcu nie bez powodu mawiają, że rewolucja jest kobietą.