Magdalena Zawadzka: Niedawno na Instagramie udostępniłaś swoje zdjęcia w conversach – to element kampanii marki Converse „Love Fearlessly”. Dlaczego zdecydowałaś się wziąć w niej udział?

Pola Bogdańska: Temat jest mi bardzo bliski. Jakiś czas temu sama namawiałam dziewczyny do tego, by pokochały siebie, dlatego ucieszyłam się, że teraz robi to Converse. Miłość do samego siebie to podstawa, a nie przychodzi nam łatwo. Kochamy różne rzeczy, kochamy innych ludzi, ale o sobie często zapominamy.

Dzisiaj akceptujesz siebie?

Tak, dziś już tak. Zaakceptowałam swoje wady i pokochałam siebie. Dzięki temu mogę teraz zająć się innymi rzeczami. Widzę więcej i więcej doceniam. Mogę się skupić na miłości do innych ludzi i… na podróżach.

W swoich filmach poświęconych zaburzeniom odżywiania powiedziałaś, że wcześniej zajmowałaś się głównie myśleniem o jedzeniu, czy tak?

Tak, przy zaburzeniach odżywiania myślisz tylko i wyłącznie o tym. Unikasz imprez, bo wiesz, że trzeba będzie tam coś zjeść i wypić, a trudno cały czas odmawiać. Wolisz więc nie iść. Dlatego też ominęłam większość osiemnastek moich znajomych. Nie chciałam, by ciągle pytano mnie, dlaczego piję tylko herbatę, wolałam się odizolować. Dziś myślę, że koncentracja na sobie wynikająca z zaburzeń odżywiania to czysty egoizm. I nie jest to zdrowy egoizm, bo cały czas myślisz o sobie źle. Wolisz więc zostać w domu ze wszystkimi swoimi problemami i się nie afiszować.

Jak u Ciebie zaczęły się zaburzenia odżywiania?

To było dawno temu, trochę to już wyparłam z pamięci. Przyczyniła się do tego trudna sytuacja rodzinna, ale tak naprawdę wszystko zaczęło się od głupiej diety, którą rozpoczęłyśmy z przyjaciółką. Po wakacjach w Irlandii, podczas których jadłyśmy mnóstwo niezdrowego jedzenia, postanowiłyśmy schudnąć po 2 kilo, żeby poczuć się lepiej. A ponieważ byłyśmy we dwie, pojawił się element rywalizacji. Wpływałyśmy na siebie destrukcyjnie, a wówczas mieszkałyśmy razem. Musiałyśmy na jakiś czas zerwać ze sobą kontakt. Dziś udało nam się odnowić relację, ale tylko dlatego, że obu z nas udało się pokochać siebie. Wcześniej byłyśmy wrakami człowieka, nie chciało nam się nawet wstawać z łóżka.

fot. Kulesza & Pik / Das Agency, makijaż: Iza Kućmierowska, włosy: Oskar Wirkus / Schwarzkopf Professional

Kiedy zdałaś sobie sprawę, że coś poszło nie tak? Że zapędziłaś się w walce o utratę kilogramów i jednak chcesz coś zmienić w swoim życiu?

Na pewno nie widziałam tego po zdjęciach. Wciąż wydawało mi się, że jestem gruba, mimo że wyglądałam jak kościotrup (potrafię to dostrzec dopiero teraz). Ale nie miałam na nic siły. Jadłam regularnie, ale tak małe posiłki, że ciągle byłam głodna. By przyspieszyć oczekiwanie na kolejny posiłek, szłam spać. Żeby jak najszybciej minął mi czas. Przez 24 godziny na dobę myślałam o jedzeniu, nawet śniłam o tym. Zaczynałam być aspołeczna. Wtedy podjęłam decyzję, że muszę coś z tym zrobić. Zwłaszcza że pojawiły się też problemy zdrowotne. Uzmysłowiłam sobie, że co z tego, że jestem chuda, skoro nie mam na nic siły.

Czy w momencie, kiedy chciałaś wyjść z zaburzeń odżywiania, oczekiwałaś na wsparcie otoczenia?

Nie. Mój tata był wtedy za granicą, więc nie miał za bardzo na nic wpływu. Moja mama kompletnie się pogubiła w tej sytuacji i robiła rzeczy, które z kolei miały na mnie zły wpływ. Byłam też u psychologa i lekarzy, ale odnosiło to odwrotny skutek. Musiałam poradzić sobie sama.

A girlpower, dziewczyńskie wsparcie?

Myślę, że ma znaczenie, ale w moim przypadku to zadziałało destrukcyjnie. W końcu najbliższa mi osoba robiła to samo, co ja. Wspierałyśmy się. Poza nią nie miałam wówczas innych osób, których zdanie by się dla mnie liczyło. Więc zostałam w tym sama.

Jak w takim razie udało Ci się odnaleźć w sobie siłę, by z tego wyjść?

Nie wiem. To się po prostu stało. Po prostu sobie to postanowiłam. Dokładnie tak jak wcześniej postanowiłam, że przejdę na dietę. Zabawne, bo dziś nawet jakbym chciała schudnąć kilogram, chyba nie byłabym w stanie. Nie mam już w sobie takiej determinacji. Częściowo wynika to z dojrzałości, ale pamiętam też, ile czasu i poświęcenia wymagało wówczas ode mnie odchudzanie, dziś już tak nie chcę. Szkoda mi czasu i energii.

Miałaś taki moment, że poczułaś: tak, teraz akceptuję siebie w pełni?

Tego chyba nie czuje się nigdy tak w stu procentach, bo zawsze zdarzają się gorsze dni. Chodzi jednak o to, aby zaakceptować w sobie większość rzeczy, tak by te drobne kompleksy, które pojawiają się raz na jakiś czas, nie grały większej roli. Każdy z nas ma na przykład rozstępy, ja również, ale akceptuję to. Są w życiu rzeczy, na które nie mamy wpływu. Szkoda czasu, by się nimi zajmować.