1791 r.

We Francji zostaje uchwalona nowa konstytucja, według której kobiety nie mają żadnych praw. Olympia de Gouges, francuska autorka sztuk teatralnych i działaczka polityczna zaangażowana w walkę o równouprawnienie, pisze swoją słynną „Deklarację Praw Kobiety i Obywatelki”, w której deklaruje, że „Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy”. De Gouges dwa lata później została skazana na ścięcie.

1837 r.

Uwaga, w języku publicznym pojawia się słowo „feminizm”. Używa go Charles Fourier, francuski filozof, wpływowy ideolog ówczesnej myśli socjalistycznej, wielki sojusznik kobiet w walce o ich prawa. Fourier chciał, by kobiety mogły w pełni uczestniczyć w życiu społecznym, np. zdobywać zatrudnienie ze względu na kompetencje – mówił to w czasach, gdy wiele zawodów było z zasady niedostępnych dla kobiet. Twierdził też, że tradycyjne małżeństwo jest opresyjne dla kobiet, więc sam nigdy się nie ożenił, żeby nie brać udziału w masowym zniewalaniu. Fourier był utopistą, snuł wizje społeczeństwa idealnego, więc złośliwi zarzucali mu, że równouprawnienie kobiet to kolejna z bajek, które wymyślił. Jeśli też uważasz, że społeczeństwo, w którym wszyscy są równi, to fanaberia i science fiction, to znaczy, że nazywasz się Krzysztof Bosak, więc odłóż telefon i nigdy więcej nie wracaj na unicorn.glamour.pl.

19-20 lipca 1848 r.

W Stanach Zjednoczonych odbywa się pierwsza konwencja poświęcona prawom kobiet. Już dobrą dekadę wcześniej amerykańscy politycy zaczęli uginać się pod naporem postulatów feministycznych działaczek i rozmawiać o potrzebie równouprawnienia. Tyle że na rozmowach się kończyło. W wielu stanach kobiety np. nie posiadały prawa własności – wszystko, co należało do kobiety (jak zarabiane przez nią pieniądze), po ślubie stawało się własnością jej męża. Jedna z organizatorek konwencji Elizabeth Cady Stanton w wystąpieniu inaugurującym wydarzenie mówiła: „Zebrałyśmy się tu, by wyrazić protest przeciwko rządom, które istnieją bez zgody zarządzanych. By domagać się takich wolności, jakimi cieszą się mężczyźni. Domagać się prawa do reprezentacji w rządzie, na który płacimy podatki. Nie zgadzamy się na prawo, według którego mąż może skazać żonę na chłostę i więzienie, może przejmować pieniądze, które ona zarabia, majątek, który odziedziczyła, a w przypadku separacji odebrać jej dzieci”. Konwencja była kluczowa dla późniejszych działań ruchu sufrażystek, które wywalczyły kobietom prawo do głosowania w wyborach.

1869 r.

Stan Wyoming, jako pierwszy w USA, wprowadza prawo pozwalające kobietom głosować w wyborach i zajmować stanowiska publiczne. To ostatnie nie wydarzyło się szybko. Amerykanki musiały czekać jeszcze niemal pół wieku, aż pierwsza kobieta zasiądzie w Kongresie. Była nią Jeanette Rankin, zaprzysiężona w 1917 r. Jeszcze dłużej trzeba było czekać, aż przepisy prawa z niektórych stanów zaczną obowiązywać w całym kraju. Poprawka o prawie kobiet do głosowania pojawiła się w amerykańskiej konstytucji dopiero w 1920 r. Z tej historii trzeba wyciągnąć dwa wnioski. Pierwszy: nie oczekujcie, że Ogólnopolski Strajk Kobiet obali rządy Prawa i Sprawiedliwości w tydzień. Drugi: nie martwcie się, że w tydzień się nie da, bo kobietom nigdy nie brakowało zapału i determinacji, nawet gdy walka trwała latami.

1911 r.

8 marca ustanowiono Międzynarodowym Dniem Kobiet. Rosjanki wyszły więc masowo na ulice, by głośno domagać się pokoju w państwie. Cztery dni później ówczesny car Rosji abdykował, a niektórzy historycy widzą w tym zdarzeniu konsekwencję kobiecej demonstracji z 8 marca i przypisują kobietom gigantyczny wpływ na dalsze losy Rosji. Niektórzy historycy się nie mylą.

1918 r.

W podręcznikach i tekstach historycznych pisze się, że „Polki w 1918 r. otrzymały prawa wyborcze”. Błagam. Sprytna językowa manipulacja sugeruje, że kobiety w Polsce dostały prawo do głosowania w prezencie od światłych władz niepodległej Polski. Nic bardziej mylnego. Wywalczyły sobie. I wojna światowa była, jak każda wojna, moralnym, politycznym i społecznym złem, ale pokazała udział kobiet na całym świecie chociażby w gospodarce, bo gdy mężczyźni walczyli na frontach, to kobiety pracowały, by nie tylko utrzymać przy życiu swoje rodziny, ale by nie dopuścić do zapaści gospodarczej całego państwa. Zostały zauważone. W Polsce, jeszcze przed odzyskaniem niepodległości, na terenie zaborów powstawały organizacje walczące o prawa kobiet, komitety równouprawnienia. To aktywność ich działaczek sprawiła, że Polki jako jedne z pierwszych na świecie mogły cieszyć się pełnią praw wyborczych.

1945 r.

Strajk irlandzkich praczek. W tamtym czasie pralnie były poważną gałęzią biznesu. Pracowały w nich oczywiście kobiety – za żenująco niskie pensje i w fatalnych warunkach. Gdy praczki w Dublinie zaczęły strajkować, odbiło się to nie tylko na gospodarce Irlandii, ale i na codziennym komforcie mężczyzn ignorujących wkład kobiet w ich wygodę funkcjonowania. Praczkom udało się wywalczyć dodatkowy tydzień urlopu w roku. Niepozorny sukces? Bzdura. Każdy strajk kobiet, który uświadamia jak wiele i za jak mało robią, jest bezcennym aktem walki z luką płacową. 

1948 r.

Powstaje Deklaracja Praw Człowieka. Dokument Organizacji Narodów Zjednoczonych mówi o równości jako gwarancie społecznego rozwoju, o tym, że każda osoba ma niezbywalne prawo do godnego traktowania. Deklaracja Praw Człowieka zapewnia prawną ochronę opresyjnie traktowanym kobietom i mniejszościom etnicznym czy seksualnym i jest dokumentem uniwersalnym, czyli obowiązującym na całym świecie. Polscy prawicowi politycy ubzdurali sobie, że prawa człowieka podlegają regionalizacji, więc łamią je na całego. Sorry misie, musicie się doszkolić z wiedzy o cywilizowanym świecie.

24 października 1975 r.

Islandki robią sobie wolne. Women’s Day Off przeszedł do historii jako jeden z najważniejszych kobiecych protestów. Tego dnia 25 tys. Islandek (wówczas 90 proc. wszystkich obywatelek Islandii) nie poszło do pracy, nie wykonywało prac domowych, zawiesiło opiekę nad dziećmi. Tym samym skutecznie pokazały, jak gigantyczny jest udział kobiet w działaniu krajowej gospodarki oraz ile nieodpłatnej pracy wykonują kobiety każdego dnia. Rok później rząd Islandii uchwalił ustawę o równości płac.

22 października 2020 r.

Trybunał Konstytucyjny uznaje, że możliwość przerywania ciąży ze względu na nieodwracalne wady płodu (wcześniej teoretycznie dopuszczana tzw. kompromisem aborcyjnym, który w praktyce nigdy nie działał dobrze) jest niegodna z konstytucją. Setki tysięcy kobiet i mężczyzn w Polsce oraz Polaków mieszkających za granicą wychodzą na ulice, by protestować przeciwko wprowadzeniu nieludzkiego prawa aborcyjnego. Demonstracje, najliczniejsze w historii demokratycznej Polski, odbywają się do tej pory (***** ***).