Bardzo dużo mówi się w mediach o ruchu body positive, który normalizuje kobiece ciało – fałdki, rozstępy, blizny, krosty etc. No właśnie… kobiece, bo o tym zjawisku jest głośno, ale zazwyczaj w kontekście płci żeńskiej. Walcząc z jednym stereotypem (czyli idealnej sylwetki kobiecej), gloryfikujemy inny, że mężczyznom nie wypada okazywać słabości, a tym bardziej pokazywać, że mają kompleksy. A przecież świat mody męskiej również istnieje i ma się dobrze, dlatego zastanawiamy się, czy presja idealnego wyglądu dotyczy także mężczyzn. Branża mody zaczęła się otwierać na inne rozmiary niż rozmiar 0, ale mam wrażenie, że to znów dotyczy wyłącznie kobiet. Zdarza się, że na wybiegu widzimy kobiety z krągłościami, niskie, z rozstępami, a nawet w ciąży, jak np. u Fenty Beauty by Rihanna. Victoria’s Secret przez presję różnorodności pierwszy raz w historii marki odwołała swój coroczny pokaz, który był ogromnym przedsięwzięciem. Markę bieliźnianą stale krytykowano za pokazywanie w kampaniach i na wybiegu modelek o idealnych rozmiarach, które głodzą się i wykonują mordercze treningi, aby taką sylwetkę osiągnąć. Amerykański brand w końcu uległ tendencji body positive i przestał retuszować niedoskonałości w postaci na przykład rozstępów, zatrudnił również pierwszą modelkę plus size i więcej czarnoskórych dziewczyn. Podsumowując, w świecie mody damskiej zdecydowanie panuje większa różnorodność. Natomiast w przypadku mody męskiej zazwyczaj mamy do czynienia z mężczyzną z perfekcyjnie zarysowanymi mięśniami albo androgenicznym chłopcem z perfekcyjnymi rysami twarzy. Między innymi o tym mówi Radek Pestka, model i influencer, który zdobył popularność dzięki programowi „Top Model”. Od tamtej pory regularnie pojawia się w kampaniach marek modowych i nie tylko. Swoją karierę rozwija również na Instagramie. Jest także jednym z ambasadorów nowej kampanii Converse „Love Fearlessly”, która zachęca do stawiania siebie na pierwszym miejscu i kochania samych siebie. Zapytałam Radka o to, czy presja idealnego wyglądu dotyczy też mężczyzn i jak sobie radzi z kompleksami. 

Aleksandra Jóźwiak: W dzisiejszych czasach to głównie media społecznościowe mówią nam, jak mamy wyglądać. Poza tym Twoja praca jest związana przede wszystkim z wyglądem zewnętrznym. Czy dotyka Cię presja idealnego wyglądu?

Radek Pestka: Oprócz tego, że gdzieś tam staram się działać w modelingu i w świecie blogosfery, to zauważyłem, że w środowisku LGBT też jest takie przekonanie, że jak jest gej, to musi dobrze wyglądać, musi być zadbany, najlepiej jakby miał sześciopak, superciało, bo jeśli nie, to automatycznie może poczuć się gorszy. A to nie o to chodzi – mimo tego, że sam chodzę na siłownię i staram się dbać o wygląd, bo sylwetka w tym zawodzie jest dosyć istotna. Jeżeli chodzi o modeli, mogą być oni bardzo szczupli lub dobrze zbudowani. Wiadomo, każda sylwetka ma swoją niszę. Reasumując, wiem, że gdzieś jest presja idealnego wyglądu, ale myślę, że warto nabrać do tego trochę dystansu. Najlepiej zaakceptować siebie i polubić siebie oraz uświadomić sobie, że nic nie przychodzi od razu.

fot. Kulesza & Pik / Das Agency, makijaż: Iza Kućmierowska, włosy: Oskar Wirkus / Schwarzkopf Professional

Jak w takim razie w dzisiejszych czasach nie ulec tej presji?

Trzeba pamiętać, że nie zawsze wygląd jest w stu procentach ważny. Pomimo że ruch #bodypositive jest obecny na Instagramie, wciąż krytykuje się osoby, które mają krągłości, blizny, znamiona. W szkole zawsze były zaczepki, szykanowanie, śmianie się, więc samoakceptacja siebie jako chłopaka, który wie, że nie jest hetero, jest trudna, i ta droga robi się coraz bardziej kręta. Wydaje mi się, że ważne jest, żeby o tym mówić, ale warto chodzić na terapię. Każdy moim zdaniem powinien się udać do terapeuty, nawet kiedy nie ma traumatycznych doświadczeń związanych na przykład z patologiczną rodziną itd. Jesteśmy narażeni na stres, na presję, na mobbing w pracy, jest mnóstwo aspektów życia codziennego, które mogą w końcu nas przerosnąć. Ja sam na taką terapię chodzę i myślę, że warto posłuchać profesjonalisty, który po prostu zna się na tym, bo gdybyś poznała mnie trzy lata temu, to powiedziałabyś, że jestem zupełnie innym człowiekiem. Uważam, że terapia bardzo pomaga, i warto tego spróbować, bo sami na pewno zauważymy progres. Kiedy myślimy o kompleksach, skupiamy się na tym, że źle wyglądamy, i wmawiamy sobie, że jesteśmy brzydcy czy cokolwiek – jeżeli po prostu zasypujemy siebie negatywnymi rzeczami, to ma to wpływ na każdy aspekt naszego życia.

Jesteś pewnym siebie chłopakiem, wydaje się, że akceptujesz siebie. Jak wyglądała Twoja droga do pokochania samego siebie?

Jako osoba publiczna zawsze jestem narażony na krytykę. Mimo że byłem w „Top Model”, który wygrałem i w którym uzyskałem poparcie widzów, przeszedłem długi proces zaakceptowania siebie w tym programie. Nie byłem jedynym chłopakiem w tej edycji, byli też inni, którzy mieli bardzo dobre ciała i sylwetki, więc moje kompleksy były dość spore – co chwilę myślałem, że im nie dorównuję. Po programie tak samo. Cały czas chciałem wyglądać jak najlepiej, ale lenistwo wygrało, a siłownia zawsze schodziła na drugi plan, tak samo jak motywacja, której nie było. Ale odkąd jestem z Romkiem (Romek Gelard – przyp. red.), wiele się zmieniło. To on nauczył mnie, żebym nie porównywał siebie do innych, pokazał mi, że ja mu się podobam. Wsparcie drugiej osoby zawsze wiele daje.

Co poradziłbyś nastolatkom, którzy różnią się wyglądem od swoich rówieśników, zmagają się z kompleksami, są narażeni na szykanowanie?

Wiesz, nie ma uniwersalnej rady, która jest uszyta na każdego. Często mówi się, że robisz coś dla kogoś, a nie dla siebie. Myślę, że warto skupić się na sobie, na swoim rozwoju osobistym, dostrzegać swoje zalety, nie tylko wady. Warto dbać o siebie. Mnie na przykład siłownia pomaga w tym, że kiedy się stresuję, idę na bieżnię i rozładowuję ten stres. Warto pomyśleć o sobie: „Jestem wyjątkowy, bo nie ma takiej drugiej osoby na świecie”, i pamiętać, że jeśli jesteś dobry dla siebie, jesteś też dobry dla innych.

Po rozmowie z Radkiem nasunęło mi się kilka wniosków: mimo tego, że on twierdzi, iż uniwersalne rady dotyczące samoakceptacji nie istnieją, to przywołał ich całkiem sporo. Po pierwsze, nie można się bać prosić o pomoc, bo to nie jest oznaka słabości – wręcz przeciwnie. Kiedy stajemy się świadomi swoich problemów, tylko wtedy możemy z nimi skutecznie walczyć, oczywiście z pomocą specjalisty, szkolnego psychologa lub terapeuty. Po drugie, warto się skupiać na swoim zaletach i pracować nad swoimi wadami. Radek zwraca również uwagę na to, że nie ma co się koncentrować na narzekaniu np. na swoją wagę i dobrze tę energię spożytkować choćby na ćwiczenia. Efekty nie pojawią się od razu, a czas i tak upłynie. Ostatnią radą jest to, aby poszukać sobie pasji, zajęcia, w którym damy upust naszym talentom, i czegoś, co przede wszystkim sprawi nam radość. Sam proces poszukiwania również daje sporo frajdy, a wychodzenie ze strefy komfortu wzmacnia pewność siebie. Ostatnie słowo, już ode mnie, jest takie, abyśmy nie byli dla siebie zbyt surowi.