Bardzo podoba mi się porównanie seksu do jedzenia. Generalnie wydaje się, że jemy podobne rzeczy, co jest uwarunkowane porą roku, dostępnością produktów, zwyczajami regionalnymi – a jednak mamy też coraz większy dostęp do smaków z różnych stron świata i chętnie ich próbujemy. Poza tym nawet w ramach polskiej kuchni można mówić o rozmaitych sposobach przyrządzania tych samych dań. Jemy więc niby bardzo podobnie, ale jednak występują w naszym menu większe lub mniejsze różnice. I owszem, czasami mówimy: „Za nic bym tego nie zjadła/zjadł”, ale rozumiemy, że innym ludziom może odpowiadać to, co nas odrzuca. Co więcej – ile razy ktoś, rozkoszując się teoretycznie niezjadliwą dla nas potrawą, namówił nas na jej spróbowanie i okazało się, że jednak nam posmakowała? No właśnie! W seksie jest podobnie!

Sprawdź, co kształtuje twoje preferencje

Nam się jednak wydaje, że istnieje dieta uniwersalna, pasująca wszystkim. Innymi słowy, że istnieje jedna prawidłowa wizja seksu: „normalny” stosunek heteroseksualny oparty na penetracji waginy penisem. Cóż, powszechne wzorce kulturowe kształtują nasze – takie a nie inne, dość wąskie – wyobrażenie o seksualności oraz wpływają na nasze upodobania. Ale kiedy pogrzebiemy głębiej, kiedy wyjdziemy poza mainstream, zauważymy, że świat wcale nie jest czarno-biały. A co za tym idzie – poszerzą się nasze horyzonty i może obudzić się w nas ochota, by spróbować czegoś nowego.

Oczywiście nie tylko kultura wpływa na nasze wyobrażenie o seksualności. Ważne jest również to, co o seksie słyszymy w domu i w szkole (albo czego nie słyszymy!). A, jak wiemy, w tej ostatniej niestety brakuje rzetelnej edukacji seksualnej. Często dostajemy komunikat, że seks uprawia się po ślubie i po to, żeby mieć dzieci. Nie uczy się nas otwartości, nie zachęca do eksplorowania naszych ciał dla przyjemności i nie mówi o tym, że każdy ma inną wrażliwość, każde ciało ma inną reaktywność, że nasze preferencje są różne, że można chcieć być w związku do grobowej deski, lecz można też zmieniać partnerów czy partnerki przez całe życie lub przez jakiś czas. Ba, nawet definicja seksu, monogamii czy zdrady będzie dla każdej osoby choćby minimalnie inna. Nasze seksupodobania kształtują się też pod wpływem kolejnych partnerów/partnerek – bo nasza seksualność to zmienna: rozwijamy się, nasze ciała z biegiem czasu się zmieniają, a więc i preferencje ulegają modyfikacji. Składa się na nie tak wiele elementów, że nic dziwnego, iż tworzą one jedyną w swoim rodzaju kompozycję seksualną.

Niestety, jeżeli jesteśmy wychowani tak, że postrzegamy seksualność negatywnie lub mamy za sobą negatywne doświadczenia związane z seksem, wówczas z większą łatwością będziemy obrzydzać komuś jego wybory, wzbraniać się przed próbowaniem nowych rzeczy – będziemy upatrywać coś złego w tym, że ktoś ma inne upodobania od naszych. Odrzucimy każde wykroczenie poza powszechnie akceptowaną normę. Na przykład seks oralny dla wielu osób jest „fuj”, bo nie akceptują one wyglądu, smaku i zapachu swoich genitaliów; bo właściwy wydaje im się tylko seks penetracyjny. Z kolei osoby, które były wychowywane w duchu sekspozytywnym, które postrzegają seks jako coś naturalnego, dobrego oraz akceptują swoje ciała, są z reguły bardziej nastawione na rozwijanie się w sferze seksualnej, interesują się cudzymi preferencjami, nie uznają ich z gruntu za niestosowne. Kłopot może pojawić się wtedy, kiedy dwie osoby, niby z podobnego kręgu kulturowego, ale jednak z odmiennym podejściem do seksu, spotkają się w sypialni – oczywiście nie jest to sytuacja bez wyjścia, ale wymaga wiele dobrej woli i zrozumienia z obu stron. 

Wskaż różnice

Seksualność to naprawdę przebogata sfera. Trudno ją ująć w ramy i wręcz szkoda byłoby ją ograniczać. Właśnie to jest fascynujące, że ilu ludzi, tyle potrzeb, fantazji, dziwactw. Jeden lubi dominację, drugi uległość, trzeci przebieranki, jeszcze ktoś seks analny. Dla kogoś seks jest niemożliwy bez relacji uczuciowej, inny stawia na wolne związki. Różnice mogą być też bardziej subtelne. Na przykład ktoś lubi stymulację łechtaczki, ale przecież sposobów tej stymulacji jest wiele. Można lubić konkretne techniki, ich odpowiednią intensywność. Dzieje się tak choćby dlatego, że nasze ciała mają rozmaitą reaktywność, inną budowę i tak dalej. Ludzie przecież nie powstają na taśmie fabrycznej według jednego, niezmiennego wzorca. I całe szczęście! Rzecz jasna najlepiej zapytać o to, co ktoś lubi, czy też powiedzieć, co się lubi samemu, nawigować. Sekskomunikacja to przecież podstawa udanego pożycia. Pamiętajmy, że nie ma uniwersalnych definicji seksu i technik jego uprawiania oraz że przysłowiowy koniec języka wydaje się najlepszym przewodnikiem. A z odkrywania różnic, eksplorowania nowych obszarów płynie wielka frajda.

Chciałabym jeszcze raz zaznaczyć, że nasze preferencje ulegają zmianie pod wpływem różnych czynników, z których składa się życie. Jednego dnia możemy mieć ochotę na dziki seks, a innego na waniliowy. Bo fajne jest przecież kosztowanie różnych potraw, zmienianie smaków – dieta ma być zróżnicowana, ma pobudzać nasze kubki smakowe, dawać nam przyjemność. Monotonne menu szybko się nudzi. Nasz apetyt zależy od naszych poglądów, ale i tego, jak nam się układa w relacji. Poza tym istotne są też zdrowie, umiejętność radzenia sobie ze stresem, sytuacja w pracy, a dodatkowo w przypadku kobiet – dzień cyklu. Wreszcie bardzo ważne jest poznawanie własnych potrzeb, rozpoznawanie sygnałów płynących z ciała. 

Dowiedz się, co lubisz

Zarówno w seksie, jak i w życiu często podążamy ścieżkami utartymi przez innych, bo tak łatwiej, nawet jeśli nie czerpiemy z tego pełnej satysfakcji. Co się stanie, gdy poświęcimy sobie czas, zaczniemy odkrywać swoje potrzeby i na nie odpowiadać? To może być początek fascynującej przygody. Dlatego też jestem wielką fanką samomiłości i eksplorowania ciała na własną rękę, bo to pozwala spokojnie, bez presji czy lęku przed cudzą oceną zweryfikować, co na nas działa, jaka jest nasza droga na szczyt, jaki rodzaj dotyku preferujemy i jakie warunki sprzyjają temu, że rozpływamy się w rozkoszy. Samopoznawanie oczywiście nie jest szybkie i proste, często wiąże się z odgruzowywaniem – walką z negatywnymi przekonaniami na temat seksu, siebie, swojej seksualności. Ale to zdecydowanie pomaga w komunikacji z innymi osobami, jak i pozytywnie wpływa na samopoczucie. Warto nie tylko pracować z ciałem, lecz także z głową – puścić wodze fantazje, bo przecież w wyobraźni zdarzyć się może wszystko i nie trzeba tego przenosić wprost do swego życia. Nie oglądając się na innych, na swoich zasadach uprawiać seks solo i rozwijać własną seksualność. 

Komunikuj swoje preferencje

Kiedy już odkryjesz swoje potrzeby, możesz porozmawiać o nich z partnerem/partnerką. Zanim jednak zaczniecie, umówcie się, że nie będziecie oceniać swoich upodobań, obrzydzać ich sobie, ale podejdziecie do tego, co usłyszycie, z szacunkiem i empatią. Zwykle to właśnie strach przed oceną, przed tym, że ktoś uzna nasze upodobania czy fantazje za odstające od normy, sprawia, że trzymamy język za zębami. Trzeba więc ocenianiu zawczasu zapobiec. Kolejna sprawa – mówcie szczerze, co was ciekawi w preferencjach drugiej strony, czego jesteście gotowi spróbować, a co jest nie do przejścia – przynajmniej w tej chwili. Co ważne – powinno się obyć bez naciskania, bez wywierania presji na to, żeby jedna osoba zgodziła się na to, co proponuje druga. Zaproponować można wszystko, ale zawsze trzeba się liczyć z odmową – i ją uszanować. A argument, że inne osoby, które uprawiały seks z naszym partnerem/partnerką, coś lubiły, jest z gruntu nietrafiony – każdy ma swoje preferencje, nie wszyscy lubią to samo. Ty jesteś wyjątkowa i lubisz po prostu coś innego. Rozmawiajcie, negocjujcie – jeśli będzie wam obojgu zależało, na pewno znajdziecie wspólne pole do eksploracji seksualnych.

Co ważne, zwłaszcza w stałych związkach – warto pytać nie tylko o zgodę na seks, bo ta nie jest przecież dana raz na zawsze, ale też o to, na co druga osoba danego dnia ma ochotę. Zbyt często wpadamy w schemat, uprawiamy seks w podobny sposób, a potem odczuwamy frustrację. I znowu remedium jest komunikacja oraz wspólne szukanie tego, co nas podnieca; czego chcielibyśmy razem spróbować. 

Próbuj nowych smaków

Nie musisz, ale możesz. Oczywiście trzeba dbać o swoje granice i nie wolno ulegać presji, jednak zamiast kategorycznie mówić „nie”, zastanów się, czy nie warto byłoby zrobić czegoś dla przyjemności drugiej strony i przy okazji przetestować własne upodobania. Przede wszystkim daj sobie czas. Zdobądź wiedzę na temat tego, co proponuje ci w seksie partner/partnerka: nabieraj apetytu, zaostrzaj smak i kiedy będziesz w 100 procentach gotowa – spróbuj. Oczywiście z obostrzeniami – ustalając wcześniej słowo bezpieczeństwa, przypominając, że kiedy powiesz „stop”, akcja ma się zakończyć. Bo przecież może ci nie smakować. Masz całkowite prawo odmówić i nie jeść dalej, ale możesz się zastanowić, dlaczego nie masz na coś ochoty i co to o tobie mówi – nie po to, aby się biczować, ale żeby lepiej siebie poznać.

Kończąc ten seksualno-kulinarny tekst, chcę podkreślić, że różnimy się od siebie, lubimy inne rzeczy, ale to właśnie powinno być w nas pociągające i ciekawe, nie odpychające. To kwestia optyki i nastawienia. Nawet jeśli nie możesz spojrzeć przychylnie na seks i jego różne odmiany, pamiętaj, że inni mają prawo do swoich upodobań, i nie wypada tego oceniać. Nie wpływa to na ich wartość; na to, jakimi są ludźmi. Warto znów się odwołać do seksu i jedzenia, wtedy to pierwsze nie będzie się wydawało tak straszne, odpychające, wstydliwe i grzeszne. A kiedy zastosujemy metaforę próbowania nowych smakołyków, które pobudzają zmysły, przynoszą rozkosz i działają ożywczo, kiedy nowy smak nas zaskoczy i oczaruje, to także spojrzymy inaczej na różne seksualne smaki. W końcu im bardziej zróżnicowana dieta, tym lepiej, choć ważne, by ta dieta była dopasowana do ciebie. Pamiętaj: nie musisz wszystkiego jeść, masz prawo do swoich ulubionych potraw i komponowania seksualnego menu według własnej fantazji, co możesz zdradzić wybranym przez siebie osobom, tym samym dając im się lepiej poznać.