Hermès idzie na grzyby

Jane Birkin, francuska ikona stylu przełomu lat 60. i 70., nie rozstawała się z wiklinowym koszykiem, jaki większość z nas zabiera na grzybobranie (ona nosiła go nawet na czerwonym dywanie!). Do czasu, gdy dom mody Hermès zaprojektował torebkę specjalnie dla niej. Nosząca nazwisko gwiazdy, elegancka i pakowna torebka Birkin jest dziś najbardziej pożądanym (i najdroższym) modelem. Wygląda jednak na to, że już niebawem z koszyczkiem może mieć więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Francuski dom mody po raz pierwszy w historii do produkcji jednej ze swoich torebek zamiast naturalnej skóry zwierzęcej postanowił bowiem wykorzystać… skórę zrobioną z grzybni. Zaczął od shopperki Victoria. Czy dojdzie do Birkin? Niewykluczone, bo branża mody – bardziej świadoma ekologicznie niż dotychczas — chce być przyjazna zarówno zwierzętom, jak i środowisku i już jest na dobrej drodze w kierunku zmiany. Dokąd dokładnie zmierza? 

Hermès do produkcji swojej torebki wykorzystał skórę zrobioną z grzybni o nazwie Sylvania, którą stworzyła firma biotechnologiczna z Kalifornii – MycoWorks (prace nad modelem trwały trzy lata). To przełomowe wydarzenie, które ma szansę na zawsze zmienić definicję luksusu, tym bardziej że francuski dom mody jest kolejnym, który zrobił krok w tę stronę. Wcześniej do produkcji swoich torebek po skórę z grzybni sięgnęła Stella McCartney (jej marka z założenia miała nie krzywdzić zwierząt – w kolekcjach nie znajdziecie więc ani naturalnych futer, ani skór), która przekonała do tego kolejną markę z grupy Kering – Gucci. 


Torebka Victoria ze skóry z grzybni / fot. materiały prasowe Hermès

„O tej skórze – zwanej Mylo i opracowanej przez start-up Bold Threads z San Francisco – jest nawet głośniej” – mówi Ewa Polkowska, ekspertka w dziedzinie zrównoważonego projektowania ubioru oraz innowacyjnych materiałów w przemyśle tekstylnym i odzieżowym, która wiedzę zdobywała w Copenhagen School of Design Technology i Designskolen Kolding, a dziś dzieli się nią jako wykładowczyni w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru. I tłumaczy: „To idealna alternatywa dla skór zwierzęcych. Skóra z grzybni jest do niej łudząco podobna, a nie ucierpiało żadne zwierzę, jej produkcja zaś zużywa o wiele mniej wody (garbowanie pochłania jej ogromne ilości), poza tym generuje znacznie mniej gazów cieplarnianych. Jest też zdecydowanie krótsza. Podczas gdy hodowla zwierząt trwa latami, skórę z grzybni można wytworzyć nawet w kilka dni. Tym bardziej że grzyb nie potrzebuje wiele, by rosnąć. Wystarczą specjalna mata i odpowiednia wilgotność, niepotrzebne jest nawet nasłonecznienie”. 

Innowacje z warzywniaka, czyli alternatywa dla skór naturalnych

Ale skóra z grzybni nie jest jedyną alternatywą dla skór zwierzęcych. Przykład? Skóra z kaktusa. Na razie wytwarza ją jedna firma z Meksyku – Desserto, ale to wystarczyło, by buty z niej zrobił ostatnio H&M (weszły w skład jednej z najnowszych kolekcji marki z serii Innovation Stories, które powstają z wykorzystaniem najnowszych, proekologicznych technologii, i kosztowały 399 zł), a torebki wypuściły marki, takie jak Fossil i Karl Lagerfeld. 

Innowacji wcale nie trzeba szukać daleko. Nowoczesne tkaniny, będące ekologiczną alternatywą dla skór zwierzęcych, wykorzystują także polskie marki. Pierwszą była chyba Alexandra K, która za swoje wegańskie torebki i akcesoria kilkukrotnie została wyróżniona przez PETA – obok domów mody, takich jak Stella McCartney, Gucci czy Burberry. Jeden z największych sukcesów? Tytuł najlepszej wegańskiej marki przyznany w 2018 r. przez brytyjską PETA za wykorzystanie w swoich produktach skóry z jabłek. Alexandra K do produkcji swoich torebek używa również materiału z kukurydzy, a ostatnio – z wina. „Jako marka staramy się korzystać z materiałów nie tylko wegańskich, lecz także ekologicznych. Szukamy innowacyjnych rozwiązań, których od paru lat na rynku jest coraz więcej” – zauważa projektantka.

Jedną z takich tkanin przyszłości jest Vegea – skóra z odpadów przemysłu winiarskiego opatentowana przez start-up z Mediolanu. „Do jej produkcji wykorzystywane jest wszystko to, co zostaje po produkcji wina: łodygi, skórki i pestki winogron” – tłumaczy Ewa Polkowska. Dodaje, że teraz to właśnie takie materiały – a nie skóry naturalne – będą uchodzić za luksusowe. Tym bardziej że – niestety – technologie nie pozwalają, aby produkować je na skalę masową. Jeszcze, bo w świecie innowacji zmiany zachodzą w zawrotnym tempie. „Dziadkiem” wydaje się choćby Pinatex, czyli skóra z liści ananasa. Torebki i portfele z tego wyglądającego na pognieciony materiału w swoich kolekcjach mają Alicja Getka czy producent wegańskich butów Bohema. Materiał zdążył się już spopularyzować. I słusznie! 

Jesteście głodni nowości? Spodoba się wam kolekcja torebek Anny Orskiej. Tak, to nie pomyłka – słynna projektantka biżuterii postanowiła pójść o krok dalej i zaledwie dwa tygodnie temu wypuściła na rynek kolekcję wegańskich torebek Vivo. „W świecie, w którym tyle się mówi o trosce o środowisko i braku okrucieństwa wobec zwierząt, praca z naturalną skórą nie wchodziła w grę” – tłumaczy projektantka, zdradzając, że praca nad kolekcją, w tym poszukiwanie wegańskich materiałów wykonanych w sposób odpowiedzialny i etyczny, zajęła dwa lata. Udało się! Torebki Vivo powstały z materiałów z ananasa, jabłek, winogron, mango, wody kokosowej, a także liści alokazji. Podszewki wyprodukowano zaś z przetworzonych butelek PET.


Kolekcja Vivo marki Orska / fot. materiały prasowe

Alternatywę skór naturalnych znalazła również Magda Bryl, założycielka marki Waisted, która też produkuje torebki. Jej najnowsza kolekcja Waisted Oaken powstała z korka. „Dąb korkowy (z ang. oak) jest jedynym na świecie drzewem, które samoistnie potrafi się bardzo szybko regenerować, tj. odbudowywać własną korę. Korek jest pozyskiwany z kory dębu korkowego tak, by nie uszkadzać drzewa. Dlatego pobiera się go z drzew, które mają przynajmniej 25 lat. Wykorzystuje się przy tym jedynie korę drzewa, a dokładnie jego zewnętrzną obumarłą część, a więc nie niszczy się rośliny. Korowanie jest bezpieczne dla dębów, a powtarza się je co 9–12 lat. Po nim zaś drzewa rosną dalej i dożywają 150–250 lat, tworząc lasy z dziko żyjącymi zwierzętami i innymi gatunkami roślin” – tłumaczy projektantka.


Waisted / fot. materiały prasowe

Ewa Polkowska podkreśla jednak, że warto sprawdzać producentów, bo choć korek może być pozyskiwany w sposób zrównoważony, na etapie łańcucha dostaw zdarzają się nadużycia – między innymi stosowanie dużej ilości środków chemicznych. Nie jest to jednak regułą. 

„Naturalne” nie znaczy „ekologiczne”! 

„Warto zwrócić uwagę, że to, co naturalne, nie zawsze jest też ekologiczne. To częsty błąd myślenia, który popełniają ludzie” – uczula Ewa Polkowska. Przykład? Konwencjonalna wiskoza – powstaje z celulozy drzewnej, ale w procesie chemicznym. Podobnie jest z tkaninami z bambusa. Na szczęście istnieją już bardziej przyjazne środowisku odpowiedniki. W przypadku wiskozy to Lenzing Ecovero. Do jego produkcji po pierwsze, wykorzystuje się miazgę drzewną ze zrównoważonych plantacji leśnych, a po drugie, zużywa się o wiele mniej wody i energii.

Dobrym wyborem są również modal, wytwarzany głównie z miazgi drzewnej buka, bawełna organiczna, len albo ramia, coraz popularniejsze włókno z pokrzywy chińskiej. A także konopie – w swoich kolekcjach wykorzystuje je między innymi pionierska marka Patagonia.

Nie taki poliester straszny 

Paradoksalnie, wbrew reputacji, jakiej się doczekał, poliester wcale nie jest taki zły. Może wręcz okazać się przyszłością. Dlaczego? To proste – w pełni nadaje się do przetworzenia i ponownego wykorzystania (ubrania wykonane z poliestru z recyklingu są już powszechne w popularnych sieciówkach, takich jak wspomniany wcześniej H&M). „A wszystko, co da się ponownie przetworzyć, jest przyszłością” – podkreśla Polkowska. I dodaje: „Nie jestem zwolenniczką poliestru, który powstał w latach 40., tuż po nylonie. Ale dziś mamy już poliester z odzysku, który możemy z powodzeniem przetwarzać, zamykając tym samym obieg. To dobre rozwiązanie dla sieciówek”. Tym bardziej że dzięki najnowszym technologiom potrafimy poradzić sobie też z tym, że syntetyczne tkaniny podczas prania uwalniają mikrocząsteczki plastiku, które trafiają później do oceanów. Jak temu zapobiegać? Powstały specjalne kule do prania, które je absorbują. Co prawda, nie są one jeszcze powszechnie używane, ale wierzę, że to tylko kwestia czasu.